Strefa Trzoda

Listy do redakcji

„Czuję się oszukany. Nie dość, że nie sprzedałem wszystkich świń, bo mi zdechły, to jeszcze muszę zapłacić za paszę wątpliwej jakości.”



Szanowna redakcjo, hodowcy!

 Zwracam się do Was z prośbą o pomoc w sprawie, która dotknęła mnie osobiście oraz moją rodzinę. Jak sądzę podobnych spraw może być w kraju wiele. Sprawa dotyczy kontraktowego tuczu świń i umowy z firmą Animex.
 Wspólnie z żoną prowadzę 9 ha gospodarstwo. Na wiosnę 2010 podpisałem z firmą Animex umowę na tucz kontraktowy.
 Zanim wstawiliśmy warchlaki z Animexu mieliśmy 25 macior, które musieliśmy zlikwidować ze względów sanitarnych. Zdezynfekowaliśmy wszystkie pomieszczenia i na te zabiegi otrzymaliśmy stosowne dokumenty, by wykazać się gotowością do przyjęcia nowych zwierząt.
 Początkowo związaliśmy się z zakładem Animex „Agryf” Szczecin, z którym podpisaliśmy umowę na przewłaszczenie stada na rzecz paszy, którą zgodnie z zapisem w umowie musieliśmy zamawiać w Animex Grodków – Opole.
 Na zakup warchlaków dostarczonych przez wskazaną przez Animex firmę musieliśmy zaciągnąć kredyt. Udało się to zrobić przez Bank w Gorzowie. Warchlaki przyjechały z Danii na naszą fermę. W kwietniu 2010 roku pogoda była niekorzystna – padał śnieg, a temperatury były niskie. Zwierzęta przyjechały dużym samochodem do nas jako do ostatniego klienta, w sumie 200 sztuk. Ze względu na pogodę zauważyliśmy, że zwierzęta natychmiast po wprowadzeniu do budynku i przy wyładunku kaszlały i kichały, a co niektóre z nich przy kaszlaniu oddawały kał. Oceniliśmy, że ok. 50 sztuk było już na wejściu chorych. Oczywiście wszystkie podejrzane sztuki natychmiast zostały zaszczepione. Po rozładunku ugościliśmy zmarzniętych kierowców i poprosiliśmy o dokumenty przewozowe zwierząt. Kierowca poinformował mnie, że gdy dostawca rozpisze wszystkie sztuki z całego transportu otrzymamy swoje dokumenty. Czekaliśmy na nie bardzo długo. Podczas kontaktu telefonicznego z Animexem Agryf Szczecin poinformowano nas, że wszystkie dokumenty powinna nam przekazać osoba koordynująca cały transport. Brakowało wszystkiego, statusu zwierząt, wagi podczas dostawy oraz innych niezbędnych dokumentacji przy tego typu transporcie. Poprzez kontakt, który zdobyliśmy na wystawie w Poznaniu z firmą z Danii odwiedziliśmy ich stronę internetową i na podstawie kolczyków sprawdziliśmy, co do nas przyjechało. Okazało się, że mamy świnie „konwencjonalne” czyli jak wskazywała informacja na stronie internetowej część z nich mogła, ale nie musiała zostać zaszczepiona. Wzbudziło to nasze podejrzenia. W trakcie tuczu padło 15 sztuk. Na koniec wszystkie pozostałe odebrał od nas Animex Agryf Szczecin.
 Na tym wstawieniu mieliśmy stratę wynikającą nie tylko z upadków. Konieczne było domówienie dodatkowej ilości paszy, aby dotrzymać umówionej wagi w momencie odstawiania zwierząt. Z tego względu przekroczyliśmy normę konwersji paszy, jaką zakładała umowa z Animexem 2,6-2,7 kg paszy/kg przyrostu. Postanowiliśmy, że stratę odrobimy, więc zwróciliśmy się tym razem do Animex Grodków, który dostarczał nam paszę na kolejne wstawienie.
 Na drugi rzut próbowaliśmy wziąć kredyt ponownie z Banku w Gorzowie, jednak ten po analizie i wnikliwym bilansie całego przedsięwzięcia odmówił kredytowania. Ze względu na to, że zwierzęta zostały już przywiezione, kredytowania podjął się sam Animex Grodków. W tym okresie warchlak sprowadzany z Danii był drogi, więc przedstawiciel Animexu pracujący na tym terenie, wskazał nam firmę, która dostarczyła nam 300 sztuk prosiąt krajowego pochodzenia od dostawcy z okolic Opola. Waga warchaków wynosiła od 20 do 40 kg.
 Na początku wszystko było dobrze, potem zauważyliśmy dużo biegunek, kanibalizm, gryzienie ogonów. Nasz niepokój wzbudziło to, że póki przywożono z Grodkowa paszę T1 wszystko było dobrze, zwierzęta jadły a potem układały się, odpoczywały i rosły. 31 lipca, pamiętam to jak dziś, była to sobota zadzwoniłem do mieszalni pasz Animex Grodków z prośbą: „Szanowni Państwo, będzie duże ocieplenie w związku z tym przygotujcie dla mnie ok. 10 ton specjalnej paszy która złagodzi ten wzrost temperatur, by zwierzęta nie stresowały się. Zwiększcie udział selenu itp... „. W odpowiedzi usłyszałem: „Niestety, nie dokonamy zmian i nie przywieziemy specjalnej paszy, gdyż nie ma technologa i nie możemy dokonać tej zmiany, ale...... jak weźmie Pan całą beczkę 24 tony, to zrobimy to.....”. Zgodziłem się i paszę przywieziono, choć nie otrzymałem wyraźnej informacji, że zostały wprowadzone zmiany. Wysypałem ją na strych, skąd zsypujemy do zbiorników i karmników „tubomatów”. W poniedziałek, 3 dni po dostawie zauważyliśmy pierwsze upadki, 1, 2, 3 sztuki. Poinformowaliśmy natychmiast przedstawiciela, który prawie dwa razy w tygodniu bywał u nas w okolicy o zaistniałej sytuacji. Zwierzęta miały biegunkę, kaszlały, prawdopodobnie miały także adonomatozę. Interweniował lekarz weterynarii i podał ok. 10 sztukom zastrzyk. Z wszystkich szczepionych dwie zareagowały pozytywnie. Potem zaczęły objadać ściany, znów reklamowałem paszę, ale bez skutku. W sumie zdechło ok. 21 sztuk w wadze ok. 80 kg.
 Prosiłem lekarza weterynarii, by padłym sztukom wykonał sekcję, pobrał próbki tkanek i określił co jest przyczyną padnięć. Podczas sekcji zauważył możliwość wystąpienia bakterii beztlenowej (pęcherzyki) jednak, musieliśmy mieć potwierdzenie na papierze a lekarz nie chcąc narażać mnie na koszty, nie wysłał próbek do niezależnych laboratoriów. Stąd też nie posiadam dokumentów, które wymaga ode mnie obecnie Animex. Firma domaga się protokołu sekcji zwłok świń. Posiadam tylko dokumentację utylizacyjną potwierdzającą ubytki.
 Po drugim rzucie, gdzie na początku wstawiliśmy 300 sztuk, padło nam 21 sztuk w wadze ok. 80 kg, zarobiliśmy 3.000 zł. Tak oficjalne poinformował nas Animex.
 Po raz kolejny zjawił się u nas przedstawiciel firmy i zachęcił nas do ponownego wstawienia. Zasugerował że sprzedając zwierzęta przez jego oddział w Grodkowie do Agryfu Szczecin zyskamy jeszcze więcej. Zapewniał nas, że dostaniemy dobrą cenę za zwierzęta, zrekompensują nam paszę i inne ubytki. Poza tym, gdy sami szukaliśmy dostawcy paszy, to różnica na korzyść Aminexu Grodków była na 1 tonie nawet do 100 złotych. Czyli kupując od nich 100 ton paszy na rzut ok. 300 sztuk, przy konwersji 2,6-2,7 kg moglibyśmy zyskać na samej mieszance ok. 10.000 zł. Do tego na każdym odchowanym tuczniku obiecano nam zysk od 10-15 zł, czyli od 3.000-4.500 złotych. Razem można było zarobić ok. 13. tys. złotych.
 No cóż, wobec tych zapewnień, podjęliśmy decyzję o podpisaniu kolejnej trzeciej umowy kontraktowej z Animex Grodków. Kredyt na 260 warchlaków w cenie 300 zł/szt udało nam się uzyskać w innym banku – razem 78.000 zł.
 Tym razem już z dokumentami zwierzęta przywiozła nam z Danii inna firma. W trakcie dostawy zauważyliśmy, że poprawiano na dokumentach wagę zwierząt. Zwierzęta te w stosunku do poprzednich dostaw były w dobrej kondycji i zachowywały się bardzo dobrze. Znów po kolczyku określiliśmy, że są one z tzw. chowu „konwencjonalnego” czyli mogły być częściowo (lub nie) szczepione. Zaraz po dostawie przyjechał przedstawiciel Animex Grodków, który poprosił mnie i żonę o podpisanie weksla na 33.000 złotych za dobraną do pierwszego rzutu paszę oraz na dostawy przyszłe. Z perspektywy czasu oceniam, że było to świadome działanie i zabezpieczenie się przed moją porażką, gdyż oni już chyba wiedzieli, że coś może się nie udać. Ja wtedy naiwnie wierzyłem, że wyjdziemy na swoje i odbijemy się od dna a nawet zarobimy.
 Póki zwierzęta nie osiągnęły wagi ok. 60-80 kg i nie przywieziono paszy T2 z mieszalni Animexu z Grodkowa wszystko było w porządku. Od tego momentu zwierzęta gryzły się, obserwowaliśmy kanibalizm, kupowaliśmy leki i podawaliśmy je regularnie co dwa tygodnie, co w łącznym rozliczeniu dało kwotę ok. 5.100 zł.
 Znów, jak to miało miejsce, podczas pierwszego wstawienia zabrakło nam paszy, tuczniki w wadze od 80-90 kg jadły a nie przybierały na wadze. Przedstawiciel Animexu cały czas obiecywał, że nawet jak będzie wyższa konwersja (powyżej 2,7 kg) to oni wyrównają wszystko, a ja i tak na zwierzętach wyjdę na swoje i otrzymam średnio od 30-50 zł/szt, więc nie mam się czym martwić. Tak jak w poprzednim rzucie, skończyła mi się zakontraktowana pasza. Postanowiłem więc wykorzystać własne zboża i poprosiłem tego samego przedstawiciela Animexu o przywiezienie koncentratu. Około 70-80 sztuk dotuczyliśmy, tą własną mieszanką. Po zakończionym tuczu poprosiliśmy kierownika mieszalni pasz Animex w Grodkowie oraz przedstawiciela o spotkanie u nas na fermie. Podczas wizyty Pani kierownik zasugerowała, że stojące w oborze 4 byki mogą powodować stres u tuczników i są przyczyną wszystkich naszych kłopotów z tuczem świń. Poprosiłem p. kierownik o rozliczenie i zaproponowałem czwarty rzut, ale finansowany przez Animex Grodków. Na to p. kierownik powiedziała, że obecnie jest to niemożliwe, ale możemy ustalić spotkanie z zarządem, by mógł się spotkać i naradzić w przeciągu miesiąca. Minęły 4 m-ce, a ja nie miałem żadnej odpowiedzi ze strony Animexu oraz żadnych środków na życie, musieliśmy regulować zaciągnięte kredyty oraz bieżące opłaty.
 Zwierzęta zostały oddane do Animexu, brak kontaktu i rozliczenia za paszę. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że Animex Grodków ocenił, że nam już nic się nie należy, a w wyniku rozliczenia tych trzech wstawień muszę oddać jeszcze 32.766 zł za paszę. Tym bardziej, że podpisaliśmy wspólnie z żoną weksel na 33.000 złotych na początku trzeciego wstawienia.
 W trakcie oczekiwania na odpowiedź od firmy Animex moja żona bardzo się denerwowała, co w efekcie zakończyło się udarem mózgu.
 Po jakimś czasie odwiedziłem zakładu Animex Grodków osobiście. Na miejscu na nasze prośby a nawet błagania o rozliczenia się z nami, zauważyliśmy jedynie uśmiechy na twarzach dyrekcji. Prosiłem Panią kierownik: „Ja zapłacę dług za paszę z pierwszego rzutu, a wy anulujecie pozostałą resztę i zwrócicie weksel”.
 Na to otrzymałem odpowiedź: „Zbierze się rada zakładu i to oceni”. W trakcie wizyty dostałem także propozycję kolejnego czwartego wstawienia i kontraktu na 200 sztuk. Jednak odmówiłem, gdyż na moją wcześniejszą prośbę kolejnego wstawienia nie otrzymymałem żadnej odpowiedzi. Trzymałem puste budynki, nikt nie zajął się mną, a teraz znów chcą mnie oczarować zapewnieniami i obietnicami zysku.
 Na spotkaniu uzgodniłem, że gdy będziemy wspólnie podpisywać ugodę po zebraniu się rady zakładu, bo taką miałem nadzieję, podpiszemy ją w sądzie w obecności prawnika. I z tą wiarą na dobry finał sprawy, bez grosza przy duszy wróciliśmy do domu.
 W pierwszym tuczu padło mi 15 sztuk, a w drugim 21. Łącznie 36 sztuk. Przy szacunkowej wartości tucznika ok. 500 zł, wyliczyłem stratę w wysokości 18 tys. złotych, która miała być uwzględniona i odjęta od żądanej przez Animex kwoty 32.766 zł.
 Pozostałe ponad 14 tys. zł za zużytą paszę zobowiązałem się do spłaty w ratach.
 Chciałem załatwić sprawę polubownie, jednak tak się nie stało, otrzymaliśmy wezwanie do zapłaty, a potem wezwanie na sprawę w sądzie 17 października 2011 roku, na której nie pojawił się nikt z Animexu. Sąd odczytał ugodę przygotowaną przez Animex: „W okresie od kwietnia 2010 roku do lutego 2011 roku, Tadeusz Błochowiak zam. Sobiałkowo nabywał produkty paszowe. Faktury przyjmował bez zastrzeżeń, ale mimo upływu terminu płatności – 19 kwietnia, kwota 32 tys. 766 zł za pobraną paszę i zakupione warchlaki nie została uregulowana” – napisano w aktach sprawy.
 Według Animexu, kwotę 32.766 zł miałem spłacić w miesięcznych ratach po 1000 zł/m-c, na co nie przystałem, gdyż uważam, że zostałem pokrzywdzony.
 Po sprawie poszedłem do adwokata, który powiedział, że umowa kontraktowa, którą podpisałem pierwszy raz i podpisywałem kolejne były skonstruowane pod firmę Animex. W związku z tym wszystko cokolwiek by się nie wydarzyło jest po ich stronie i nie są za nic odpowiedzialni.
 Teraz bardzo tego żałuję, bo omaniony zapewnieniami przedstawiciela Animex-u nawet nie zabezpieczyłem próbek paszy, gdyż obiecywał mi, że wszystko będzie skalkulowane na moją korzyść. Więc próbki pasz skarmiłem.
 Zawierzyłem, że wszystko zostanie zrekompensowane. Popełniłem największą głupotę w życiu!
 Jestem gotów zawrzeć ugodę, ale nie na zaproponowanych przez Animex warunkach. Oczekuję zmniejszenia zaległości o padłe sztuki. Uważam, że mnie oszukano i z tego co wiem, to nie tylko mnie.
 Planowana na 19 grudnia 2011 r. druga rozprawa, nie odbyła się, gdyż jak się dowiedziałem sędzia jest chory i sprawa została przesunięta.
 Zwracam się z prośbą do wszystkich, którzy mają podobne sprawy z Animex-em o kontakt bezpośredni ze mną lub z redakcją i wspólne nagłośnienie tego problemu. Firm, które wykorzystują naszą słabość, niewiedzę i bez skrupułów chcą postawić nas przed sądem, a nawet zlicytować ziemię i budynki, które nasi rodzice stawiali latami a my daliśmy się miłymi słowami podejść i stracić to wszystko, jednym podpisem na podstępnej umowie. Podpisując cyrograf na siebie i żonę, która w wyniku tej sprawy doznała udaru mózgu i stała się inną kobietą.
 Już nigdy się nie uśmiechnie się, jak robiła to kiedyś. Nie poda strudzonym gościom herbaty z sokiem malinowym. Obecnie przechodzi długą i trudną rehabilitację. Jednym z jej elementów jest tworzenia prac plastycznych.
 Ten list do redakcji, fotografie jej prac z rehabilitacji dedykuje mojej żonie.

Adres i telefon autora listu dostępny w redakcji.

© 2020 Pro Agricola dom wydawniczy