Strefa Indyk

Bezpieczna żywność a interes hodowcy

Warmińsko-Mazurski Wojewódzki Lekarz Weterynarii oraz Polskie Towarzystwo Nauk Weterynaryjnych Sekcja Żywienia Zwierząt i Higieny Pasz zaprosiło hodowców drobiu, przedstawicieli ubojni oraz lekarzy weterynarii na konferencję poświęconą bezpieczeństwu żywnościowemu w produkcji drobiarskiej. Spotkanie miało miejsce 15 listopada na terenie Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Konferencję poprowadził lek. wet. Jerzy Tułodziecki – zastępca Warmińsko-Mazurskiego Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii. Spotkanie miało na celu przedstawienie zagadnień związanych z bezpieczeństwem produkcji żywności już bezpośrednio na fermie. Omówione zostały aktualne problemy w zakresie jakości zdrowotnej mięsa drobiowego i jaj, a w tym m.in. choroby drobiu podlegające obowiązkowi zwalczania, nadzór farmaceutyczny nad stosowaniem leków w produkcji drobiarskiej oraz jakości i bezpieczeństwa pasz. Na sympozjum licznie przybyli producenci drobiu i jaj w nadziei, że znajdą na nim odpowiedzi na nurtujące ich pytania związane z nadzorem inspekcji weterynaryjnej prowadzonej na ich fermach.

 

 

W świetle ostatnich tzw. afer żywieniowych z udziałem polskich producentów żywca zwierzęcego i jaj kontrola bezpieczeństwa żywności oraz nadzór weterynaryjny wydaje się być niezbędny w interesie samych hodowców. Nie ma dzisiaj dnia, aby media nie mówiły o niedociągnięciach w produkcji żywności. Oczywiście wiemy, że większość z nich to wierutne kłamstwa, popierane wypowiedziami pseudospecjalistów, którzy na produkcji żywności niewiele się znają. W społeczeństwie krążą np. opinie, że w paszach przeznaczonych dla zwierząt gospodarskich znajdują się hormony, że jajka dwużółtkowe to produkt sztucznie wyprodukowany poprzez dodatek specjalnych substancji (Fakt, 22.10.2013), że antybiotyki i mączki z prionami podawane są standardowo do pasz, że ptakom podcina się nogi, aby nie chodziły i nie spalały paszy, tylko jadły (wypowiedź p. poseł Senyszyn). Program emitowany latem tego roku na antenie TVN dotyczący nielegalnego dodawania przez hodowców do pasz antybiotyków powstał w oparciu o materiały zebrane przez Państwową Inspekcję Weterynaryjną i wykorzystany bez ich wiedzy i zgody. Mówi on jedynie o tym, że takie oszustwa istnieją i w większości są wykrywane, a nie o tym, że jest to stosowane nagminnie. Relacje emitowane w programie pochodzą z materiałów zbieranych przez kilka lat. Obserwowaliśmy już w mediach nagonkę na jaja produkowane przez kury utrzymywane w klatkach w „niehumanitarnych” warunkach. Lekarze pediatrzy i endokrynolodzy bez zmrużenia oka przekazują pacjentom informację, że należy wycofać drób z żywienia dzieci, to jest on karmiony hormonami (o zgrozo!). W takiej sytuacji konsument czuje się zagrożony i poszukuje alternatywnej żywności na bazarach, gdzie wpada w kolejną pułapkę. Oferuje się jemu, wiejskie, zdrowe, dwużółtkowe jaja w niespotykanie dużej ilości, dostępne o każdej porze dnia i roku. Biedny konsument nie wie, że jaja dwużółtkowe spotyka się jedynie sporadycznie, na początku nieśności, zwłaszcza w okresie letnim, w sytuacji kiedy młody organizm kury nie jest w stanie wyprodukować dwóch skorupek i te „niesamowite” jaja to efekt odbioru z fermy reprodukcyjnej prześwietlonych jaj niezdolnych do wylęgu. Inny przykład dotyczy selektów z ferm reprodukcyjnych kur mięsnych, sztuk chorych lub z innymi defektami. Są one kupowane dosłownie za złotówkę od chcących się pozbyć kłopotu hodowców, po czym skubane i sprzedawane jako duże, wiejskie, ekologiczne kury na pobliskim targowisku.
Prawdziwy obraz polskiego przemysłu drobiarskiego jest fałszowany zarówno przez wmawianie społeczeństwu, że towar dostępny w sklepach jest faszerowany hormonami i antybiotykami, a z drugiej nieuczciwi handlarze sprzedają odpady drobiarskie jako ekologiczny, wiejski surowiec. Nie pozostaje nam więc niż innego jak promować polski drób, jako produkt bezpieczny, kontrolowany przez nadzór weterynaryjny. W odpowiedzi na nagonkę mediów na jakoby „niebezpieczną” zdrowotnie żywność pochodzenia zwierzęcego Państwowa Inspekcja Weterynaryjna poszerzyła dotychczasowy zakres monitoringu na fermach wprowadzając program „Zero tolerancji”. Od sierpnia 2013 roku prowadzone są kontrole próbek wody, sprawdzające prawidłowość stosowania preparatów leczniczych. Główny Lekarz Weterynarii stwierdził, że monitoring pozostałości substancji chemicznych w żywności, prowadzony według unijnych reguł, jest wyrywkowy i niewystarczający. Jasno należy powiedzieć, że dla dobra polskiego przemysłu drobiarskiego konieczna jest dobra współpraca hodowcy i lekarza inspekcji weterynaryjnej. Obserwujemy natomiast znaczne różnice w funkcjonowaniu poszczególnych inspektoratów weterynaryjnych, różnie interpretuje się przepisy oraz traktuje hodowców.


Nadzór farmaceutyczny

Kolejnym omawianym na konferencji zagadnieniem był nadzór farmaceutyczny nad produktami pochodzenia zwierzęcego w aspekcie ochrony zdrowia konsumenta. Temat ten omówiła lek. wet Kamila Wojciechowska. Przypomniała, że jedyną drogą nabycia leków jest zakup ich u lekarza weterynarii świadczącego usługi w ramach praktyki lekarskiej. Lekarz ma obowiązek wystawić kartę leczenia. W karcie powinno być napisane to, co zastosował, a przede wszystkim to, co zostawia na fermie. Posiadacz stada ma obowiązek wyegzekwować od lekarza kartę leczenia i przechowywać ją przez okres 5 lat. Ma obowiązek dopilnować, aby dane dotyczące leczenia znalazły się w tzw. łańcuchu żywieniowym. Posiadacz stada ma także dopilnować, aby lek zastosowany na fermie był zarejestrowany. Podejrzenie nielegalnego nabycia leków wysuwane są wobec hodowcy, którzy nie posiada dokumentacji i na fermie nie znaleziono żadnych leków. Praktycznie nie istnieje możliwość prowadzenia stada bez szczepień i bez leczenia. Podobnie jest jeżeli znaleziono leki, a nie ma dokumentacji. W każdym przypadku należy pilnować lekarza, aby wypełniał odpowiednie dokumenty. Do kart należy wpisać wszystkie leki, począwszy od pierwszego
dnia odchowu. Zdarza się, że leki są stosowane niezgodnie w zaleceniami lekarza. W takich przypadkach hodowcy grożą konsekwencje karne – kara grzywny lub pozbawienie wolności do lat 2. Inspektor opiera się przede wszystkim na dokumentacji, oczywiście bierze pod uwagę także oświadczenie hodowcy.

Salmonella w ubojni

Lek. wet. Iwona Sienkiewicz zaprezentowała wykład na temat kryteriów bezpieczeństwa żywności wynikających z realizowanego nadzoru inspekcji weterynaryjnej. Przedstawiła zasady oceny tuszek drobiowych – kurcząt oraz indyków pod kątem obecności salmonelli stosowane w ubojniach. Obecnie istnieje przepis, który mówi o tym, że w 25 gramach próbki pobranej z szyi nie może być obecności patogennych szczepów salmonelli. Ubojnie wykonują takie badania 1-2 razy w tygodniu. Jeżeli inspekcja stwierdzi obecność patogennych szczepów salmonelli w zakładzie musi zostać wdrożony system naprawczy – poprawa higieny uboju, w tym kompleksowa dezynfekcja. Dodatkowo cała partia mięsa musi zostać wycofana z rynku, co obciąża finanse zakładów ubojowych. Musi on wówczas poszukiwać odbiorcy, który odkupi od niego taki felerny produkt i podda go obróbce termicznej, która zawiera patogenne szczepy pałeczki Salmonella. Zakład, u którego stwierdzono salmonellę jest zobowiązany także do przeprowadzenia kontroli higieny na fermach, od których zakupił żywiec. W celu wczesnego ostrzegania przed zagrożeniem ze strony mikrobiologicznej wprowadzony został w naszym kraju System Wczesnego Ostrzegania w Zakresie Żywności i Środków Żywienia Zwierząt (z ang. RASFF).


Dobrostan na fermie


W dalszej części konferencji lek. wet. Marta Hinc omówiła zagadnienie dobrostanu ptaków w aspekcie postrzegania jakości naszej żywności na rynku światowym. Różne kraje (Szwecja, Dania, Francja) wprowadziły systemy oceny dobrostanu ptaków na podstawie wyglądu poduszek stóp. Ocena ta dokonywana jest na ubojni. W Niemczech np. tuszki sprzedawane są wraz z łapami, aby konsument sam mógł ocenić w jakich warunkach odchowywany był dany ptak. W Polsce jak na razie żaden system oceny dobrostanu nie istnieje, ale aby móc w dalszym ciągu eksportować mięso drobiowe, stworzenie takich procedur będzie wręcz niezbędne. Nikt nie uwierzy, że problem zapalenia skóry stóp w Polsce nie występuje. W takich przypadkach przestajemy być wiarygodni.


Co oferuje ZHW w Olsztynie?

Kolejny wykład dotyczył badań wykonywanych w ramach Zakładu Higieny Weterynaryjnej w Olsztynie. Wygłosił go dyrektor tej jednostki dr Jerzy Sobczak. Zakład realizuje zadania z zakresu bezpieczeństwa żywności pochodzenia zwierzęcego – badaniom podlegają zarówno zwierzęta żywe, jak i pasze i gotowa żywność. Pod Zakład Higieny Weterynaryjnej w Olsztynie podlega nowopowstały oddział w Ostródzie. Obok zleceń inspekcji weterynaryjnej ponad 50% analiz jest opłacanych ze stopy prywatnej przez samych producentów. W dalszej części wykładu dr Sobczak podał przykłady wykrycia nieprawidłowości na fermach, które w większości dotyczyły obecności patogennych szczepów pałeczki salmonella na fermach (100 przypadków na 11 000 pobranych próbek), a także w paszach (1 przypadek na 960 prób) i środkach spożywczych pochodzenia zwierzęcego (118 przypadków na 2670 prób). Ponadto w 10 próbach paszy z 517 pobranych stwierdzono obecność mączek zwierzęcych.


Warto stosować mączki czy też nie?

Kolejnym punktem krytycznym w produkcji bezpiecznej żywności pochodzenia zwierzęcego jest jakość pasz. Dotyczy to m.in. nielegalnego, według istniejącego prawa paszowego, dodawania mączek mięsno-kostnych do pasz dla zwierząt gospodarskich. Weterynaria zajmuje się także wykrywaniem tych surowców, jako potencjalnych źródeł chorób zakaźnych. Swój pogląd na ten temat przedstawił uczestnikom konferencji prof. Maciej Gajęcki. Mączka mięsno-kostna jest produktem odpadowym, ale jednocześnie doskonałym źródłem białka w paszy. Przez kilka ostatnich miesięcy Komisja Europejska zastanawiała się nad przywróceniem możliwości tzw. krzyżowego stosowania mączek w żywieniu zwierząt. Niestety, jak twierdzi profesor Gajęcki prawdopodobnie taki przełom nie nastąpi, właśnie dlatego, że nie istnieje możliwość zniszczenia prionów, w warunkach fizyko-chemicznych właściwych do produkcji mączki. To, że nie istnieją objawy kliniczne nie oznacza, że dane zwierzę nie jest zarażone. W przypadku podawania mączek mięsno-kostnych zwierzętom byłaby to więc loteria, czy priony znajdą się w produkcie pochodzenia zwierzęcego, czy też nie. Pierwsze przypadki zachorowania człowieka na chorobę Creutzfeldta-Jacoba miały miejsce w Anglii. Niestety, nie ma na nią lekarstwa. 140 osób zmarło po zjedzeniu zarażonej prionami wołowiny. Znalazły się one tam, po zjedzeniu przez bydło mączek wyprodukowanych na bazie chorych na trzęsawkę owiec. Wiele przypadków choroby BSE zanotowano w krajach, które były głównymi importerami mączek właśnie z Anglii. Nie można więc wykluczyć, że priony krążą w środowisku. Nie ma gwarancji, że choroba prionowa nie przełamie bariery gatunkowej i nie zacznie na nią chorować np. drób.
Jeden z zarzutów kierowanych przez UE wobec Polski dotyczy skuteczności wykrywania przypadków BSE, oraz to, że sankcje stosowane w razie wykrycia stosowania mączek w żywieniu zwierząt nie są dostatecznie odstraszające. Dlatego od 2011 roku skarmianie zwierząt mączkami mięsno-kostnymi w Polsce może skutkować karą w wysokości 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia w Polsce, co stanowi około 100 tys. zł. W przypadku potwierdzenia podejrzenia, że zwierzęta były karmione mączkami zostają one skierowane do rzeźni, oczywiście ubój odbywa się na koszt hodowcy.
Bezpieczeństwo żywności wydaje się być dzisiaj działaniem priorytetowym, dlatego istnieją tak ogromne naciski ze strony Komisji Europejskiej na sprawne działanie nadzoru nad produkcją żywności. Jak twierdzi Inspekcja Weterynaryjna bardzo dużym problemem, który wymyka się spod kontroli, jest stosowanie leków na fermach, stąd wzmożone kontrole i badania zawartość antybiotyków w wodzie. Działania te w najbliższym czasie zostaną także rozszerzone na inne gatunki zwierząt – trzodę chlewną i bydło. Dla hodowcy ważna jest informacja, że jeżeli antybiotyk jest przepisany na 5 dni, to w 6 dniu nie powinno być go w wodzie wcale. Po skończeniu podawania antybiotyku instalację pojenia należy dokładnie przepłukać. W spornych sprawach na pewno pomoże dokumentacja związana ze zużyciem wody. Często natomiast mamy do czynienia ze starymi instalacjami pojenia, gdzie w zakamarkach antybiotyk może długo zalegać, mimo przepłukania systemu, są to z reguły sytuacje których wyjaśnienie jest trudne.

Katarzyna Markowska

© 2020 Pro Agricola dom wydawniczy