Strefa Indyk

Święto Indyka nie dla hodowców?

Z dniem 1 lipca 2009 roku weszła w życie ustawa o funduszach promocji produktów rolno–spożywczych (Dz. U. Nr 97, poz. 799 z późn. zm.). Wsparcie miało dotyczyć promocji poszczególnych gałęzi przemysłu rolnego – mleka, mięsa wieprzowego i wołowego, końskiego, owczego, zbóż i przetworów zbożowych, owoców i warzyw oraz mięsa drobiowego i ryb. Z funduszu finansuje się różnego rodzaju kampanie promocyjne. Środki finansowe pozyskiwane są w ramach funduszu ze składek podmiotów prowadzących działalność w odpowiednich branżach. W przypadku Funduszu Promocji Mięsa Drobiowego (FPMD) oznacza to, że każdy przedsiębiorca, który zajmuje się ubojem drobiu jest zobowiązany do przekazywania wpłat na Fundusz w wysokości 0,1% od wartości netto żywego drobiu. Jak można się domyślać, to hodowcy – producenci drobiu obarczeni są tą opłatą. Jeżeli ubojnia takiej daniny nie uiści zgodnie z obowiązującymi przepisami, stosowane są wobec niej przepisy o postępowaniu egzekucyjnym. W 2013 roku takich podmiotów odprowadzających pieniądze do wspólnej kasy było 269. Wpływy do budżetu FPMD w 2012 roku wyniosły 9 022 170,19, a w ciągu pierwszych 10 miesięcy 2013 roku 9 348 852,09 zł.

 

 

Krajowy Związek Grup Producentów Rolnych – Izba Gospodarcza jest jednym z beneficjentów budżetu Funduszu Promocji Mięsa Drobiowego. Do tej pory izba zorganizowała kilkanaście imprez ze wsparciem FPMD np. Święto Gęsi, Święto Kurczaka, Święto Kaczki, Festiwal wieprzowiny. 29 września 2013 roku w Ostródzie odbyło się Święto Indyka. Było to już trzecie takie święto, zorganizowane przez Krajowy Związek Grup Producentów Rolnych, nie licząc dwóch pierwszych edycji w 2001 i 2002 roku, których pomysłodawcą było Warmińsko-Mazurskie Zrzeszenie Hodowców i Producentów Drobiu. Przypomnijmy, że te historyczne już dzisiaj wydarzenie miało miejsce w Gietrzwałdzie k. Olsztyna i odbyło się przy skromnym udziale naszej redakcji. Budżet jakim wówczas dysponowano pochodził od sponsorów uczestniczących w rynku indyczym. Okoliczni hodowcy byli sponsorami indyków, które po odpowiednim przyrządzeniu stanowiły menu degustacyjne dla licznie zgromadzonych konsumentów. W czasie trwania tych dwóch imprez przeprowadzono szereg konkursów i zabaw: quiz z udziałem Janusza Weissa pt. Indyk w Rozumie, konkursy grillowania, konkurs naśladowania gulgotu, konkurs poezji serwetkowej. W Gietrzwałdzkim Święcie Indyka uczestniczyli potencjalni jego konsumenci oraz przede wszystkim hodowcy z rodzinami, którzy mieli okazję w ciekawy sposób zaprezentować swoją działalność przed szeroką publicznością. Obecne święta, w tym Święto Indyka wydają się mieć charakter bardziej masowy, które wymagają ogromnych środków finansowych. Według planu finansowego Funduszu Promocji Mięsa Drobiowego na rok 2013 tegoroczne Święto Indyka pochłonęło 80 000 zł, w 2012 roku 216 500 zł. Trochę szkoda,
że w tym roku święto indyka odbyło się bez udziału hodowców, którzy nic o planowanej imprezie nie wiedzieli.
Co prawda niektórzy hodowcy dowiedzieli się o tym ze środków masowego przekazu i zaciekawieni przybyli na imprezę, na którą łożyli pieniądze wpłacając je na Fundusz Promocji Mięsa Drobiowego, ale jak twierdzą zostali na miejscu potraktowani mało przyjaźnie…
Czy zatem Święto Indyka powinno odbywać się bez hodowców? A może, to nazwa nie jest adekwatna do profilu imprezy? Może „Festiwal mięsa indyczego” – brzmiałoby dużo lepiej, bo tyczyłoby się jedynie promocji mięsa? Często także dzieje się tak, że hodowca nie rozumie zasad działania Funduszu i nie zgadza się z decyzjami podjętymi przez Komisję Zarządzającą. Logiczne byłoby przeznaczanie pieniędzy w wysokości adekwatnej do dokonywanych wpłat przez poszczególne grupy produkcyjne – tzn. pula wpłacana przez indyczarzy powinna iść na promocję mięsa indyczego, wpłacana przez właścicieli kurcząt rzeźnych na promocję mięsa kurzego, itd. Trudno nie zgodzić się z tą tezą. Przykładowo – z przeznaczonych na realizację celów z związanych z promocją mięsa drobiowego w pierwszym roku istnienia Funduszy 3 053 106 zł, 2 720 000 zł poszło na promocję gęsiny. W czasie imprez hołdujących mięso gęsie oraz programach telewizyjnych negatywnie wypowiadano się o mięsie kurzym oraz indyczym. A więc ewidentnie wpłaty dokonywane do budżetu funduszu, to działanie przeciwko własnemu interesowi.
Hodowca także nie godzi się na wydawanie pieniędzy w sposób mało przemyślany – pozyskiwanie drogich celebrytów, obsługa przez wielkie medialne agencje, drogie hotele, gwiazdy muzyczne, kampanie medialne. Za to wszystko muszą płacić hodowcy. Powstaje jednak pytanie, czy ich pieniądze są wykorzystywane prawidłowo? I czy nie można mieć wpływu na ich podział? Otóż okazuje się, że nie bardzo. Kto więc decyduje o pieniądzach z funduszu? Nadrzędną funkcję nad funduszami sprawuje Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, poprzez Agencję Rynku Rolnego. Następnie minister powołuje Komisję Zarządzającą Funduszem Promocji Mięsa Drobiowego. W jej skład wchodzi czterech członków reprezentujących chów i hodowlę drobiu rzeźnego, czterech członków reprezentujących zakłady przetwórcze i ubojowe oraz jeden członek reprezentujący izby rolnicze. Rok 2013 był ostatnim rokiem będącym pod rządami starej komisji, której przewodniczył Mirosław Szałkowski. 25 listopada Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi powołał nowych jej członków. W skład komisji reprezentującej chów i hodowlę drobiu rzeźnego weszli nowi członkowie: Andrzej Sieradzki (Krajowa Federacja Hodowców Drobiu i Producentów Jaj) i Beata Danuta Włodarczyk-Lewandowska (Indyk Lubuski). Ze starego składu została Krystyna Ziejewska oraz Andrzej Danielak. Wśród przedstawicieli zakładów ubojowych i przetwórczych znalazł się Ryszard Smolarek, obok składu ze starej kadencji czyli Mirosława Szałkowskiego, Piotra Kulikowskiego oraz Andrzeja Pawelczaka. Izby rolnicze będzie reprezentował podobnie jak wcześniej Władysław Piasecki. W poprzednim składzie komisji nie było członka, który dbałby o interesy hodowców indyków rzeźnych, a szkoda. Może wówczas święto indyka, nie odbywało się za ich plecami? Trzeba pamiętać, że ponad 1/3 budżetu płaconego na rzecz funduszu promocji mięsa drobiowego pochodzi właśnie od hodowców indyków. Niestety, pozostał żal i niechęć do działań związanych z funduszami, o którym długo nie będzie można zapomnieć.

Katarzyna Markowska

© 2020 Pro Agricola dom wydawniczy