Copyright 2020

Piotr Lisiecki
Zdjęcia: Przemysław Wieczorek

 

Należę do pokolenia 40-latków, które dojarkę mechaniczną (najczęściej konwiową) uważa za taką samą oczywistość, jak telewizję. Po prostu dojarki były „od zawsze”. Wprawdzie w dzieciństwie widzieliśmy gdzieniegdzie dojenie ręczne, ale już raczej okazjonalnie lub w ramach zabiegów higienicznych. Czas jednak pędzi nieubłaganie, niosąc ze sobą postęp.

 


I oto na naszych oczach w zawodowe życie wchodzi generacja, dla której oczywistością jest dój zautomatyzowany. Do tego pokolenia należy p. Jonatan Deptuła z Dźwierzut (pow. Szczytno). W gospodarstwie, którego prowadzenie powoli przejmuje od rodziców, zorganizowano 1 września 2012 dzień otwartych drzwi. Był to polski akcent ogólnoświatowej akcji świętowania 20-lecia robotów udojowych Lely. Obok Dźwierzut imprezy tego typu odbywały się w tym dniu w 200 innych gospodarstwach na całym świecie.


Obora p. Deptuły to zupełnie nowy budynek zaprojektowany z myślą o automatycznym doju i zrobotyzowanym usuwaniu odchodów z podłogą szczelinową (system Lely Discovery). Robot udojowy model Lely Astronaut A4, który wyręcza Jonatana Deptułę i jego rodziców w żmudnej pracy dojarza, to daleki potomek urządzenia, o którym w 1992 roku z przekąsem doniosły media na całym świecie. Sam usłyszałem o nim po raz pierwszy z radia jadąc autem. Pierwsze skojarzenie, to humanoidalny robot z rękami i nogami siedzący na zydelku i dojący do wiaderka. Nic innego na początku lat 90-tych z robotem nam się nie kojarzyło.

 


Ale dla p. Deptuły i jego rówieśników zrobotyzowany dój będzie oczywistością. Oni nie będą się zastanawiać „Czy?”, ale jak to sfinansować i z którego dostawcy skorzystać. Niewątpliwie atutem Lely jest najdłuższy staż rynkowy. 20 lat to cała epoka!

 

 

f t g