|
W 1980 roku zespół Ultravox nagrał przebój New Europeans (Nowi Europejczycy). Rok przed stanem wojennym wizja wolności z zagranicznej piosenki była dla mnie – nastolatka – bardzo atrakcyjna. Potem zmienił się świat, opadła Żelazna Kurtyna, zachłysnęliśmy się pełnymi półkami w sklepach i nie zobaczyliśmy, że EWG przekształcająca się w EU ma coraz mniej wspólnego z wolnością. Z logicznego punktu widzienia nie ma wielkiej różnicy między niemieckimi kontyngentami z czasów II wojny światowej nakładanymi na polską wieś, a kwotami mlecznymi nakładanymi przez EU. W obu przypadkach nad ekonomią produkcji górę bierze nakaz administracyjny. Co powoduje nieracjonalne zarządzanie swoją własnością przez rolników.
Jestem bardzo sceptycznie nastawiony do EU w większości aspektów jej istnienia, zwłaszcza obyczajowych i ekonomicznych. Czarno też widzę jej przyszłość. Co z drugiej strony napawa optymizmem, że po upadku EU (wiernie odwzorowującym model ZSRR), w miejscu gdzie mieszkamy może powstanie coś na wzór USA. Dziś (1 grudnia 2009) państwo Unia Europejska stało się faktem i pyskowanie Lisieckiego nic w tej materii nie zmieni. Niemniej jednak, jak każdy uczciwy Rosjanin niecierpiał Związku Radzieckiego, ja również cieszę się w duchu, gdy widzę, że unijnym socjalistom coś nie idzie. Będąc 25 listopada na konferencji w Paryżu, która zgromadziła hodowców i producentów mleka z różnych krajów Europy odniosłem wrażenie, że jestem świadkiem narodzin nowych elit, które przyniosą koniec Unii, jaką chcieli zbudować dzisiejsi "inżynierowie społeczni". Czeka nas bowiem nieodwołalnie wymiana pokoleń, która odstawi na "śmietnik historii" spasionych na unijnych dietach dotychczasowych polityków i działaczy. Przyjdą nowi, którzy zrozumieli, że interesy rolników nie łączą się w ramach granic państwowych. Skończy się odwieczne, bałamutne i nic nie znaczące wołanie "Brońmy polskie (niemieckie, francuskie, belgijskie) rolnictwo". Jaki bowiem wspólny interes ma producent zboża z Żuław i hodowca drobiu ze Śląska? Żaden. Jeden chce drogo sprzedać surowiec paszowy, a drugi tanio kupować pasze przemysłowe. Ich interesy są z gruntu przeciwstawne, a jedyne co ich łączy, to kraj zamieszkania. A zatem powstaną (już powstają) nowe ogranizacje, łączące rolników z całej Europy. Łączące ich ze względu na interesy. 25 listopada spotkałem szefa takiej nowej organizacji EDF (European Dairy Farmers - Europejscy Hodowcy Bydła Mlecznego) p. Jean-Francois Verdenala, młodego rolnika z południa Francji. Czym jest EDF? Sami mówią o sobie: "Sieć wiodących farm mlecznych z całej Europy, połączonych dla wymiany doświadczeń i wiedzy naukowej na poziomie międzynarodowym. Obecnie grupuje ponad 400 członków, w tym hodowców, doradców, żywieniowców, dostawców z 20 krajów." EDF jest organizacją niepolityczną (przynajmniej na tyle, na ile to w rolnictwie EU możliwe). Więcej szczegółów na stronie www.dairyfarmer.net. Członkowie EDF nie mają złudzeń - system Wspólnej Polityki Rolnej, a w szczególności kwotowanie produkcji mleka nie sprawdził się i trzeba z nim skończyć. Nieskromnie przypomnę, żę pisałem o tym w 2003 roku na łamach Hodowcy Bydła, zyskując miano oszołoma działającego na szkodę polskich producentów mleka. No i co? Miało być tak dobrze, a jest jak zwykle ... Wspólna Polityka Rolna obarczona jest grzechem pierworodnym marksizmu-leninizmu i na dłuższą metę musi zakończyć się klapą, jak klapą zakończył się komunizm. Założenie było takie: ustalimy ile jest konsumentów, obliczymy ile potrzebują zjeść, zezwolimy rolnikom wyprodukować tyle żywności ile jest potrzeb. Nie będzie nadprodukcji, więc nie będzie spadku cen. A z drugiej strony konsumenci będą mieli zapewnione jedzenie w rozsądnych cenach. Niby brzmi nieźle, ale kłopot w tym, że żaden urzędnik (ani niemiecki z czasów III Rzeszy, ani rosyjski w czasach ZSRR, ani brukselski dzisiaj) nie są wstanie oszacować ile i czego ludzie zjedzą. Nie ma takiej możliwości. Wystarczy np. informacja, że jakaś gwiazdka z serialu nie je masła, a już miliony nastolatek zmieniają dietę, pozostawiając w chłodniach mleczarni tony niesprzedanego produktu. Zrozumćie, zadufani w sobie biurokraci: Nie da się tego regulować! Rzeczywiście, w czasie wojny gospodarki nawet wolnorynkowych USA i Wielkiej Brytanii przechodziły na system kartkowy, ale tylko chwilowo, a obywatele akceptowali niedogodności w zaopatrzeniu, wiedząc, że toczy się wojna. W czasach pokoju centralne sterowanie nie sprawdzi się. Zrozumieli to polscy socjaliści i 13 grudnia 1981 wypowiedzieli narodowi wojnę polsko-jaruzelską. Jest jednak mechanizm doskonale regulujący problem produkcji rolnej i zaopatrzenia. Nazywa się rynek i działa od jakiś 5-6 tysięcy lat. Kiedy więc spotkałem w Paryżu p. Verdenala, który mówił, że kwotowania nie da się dalej utrzymywać ucieszyłem się. Ucieszyłem się tym bardziej, że jego zdanie powtórzyli w Panelu Dyskusyjnym producenci mleka z Anglii, Hiszpanii, Holandii i Niemiec. Ucieszyłem się również, bo na pytanie: Jak radzić sobie z kryzysem, nikt z obecnych nie wołał o interwencję rządu, dostacje, dopłaty do esportu itp. socjalistyczne sztuczki. Mówiono o konieczności zmian w recepturach paszowych (w czym pomóc może organizator spotkania - KEMIN), o potrzebie oszczędzania i rozsądniejszego inwestowania (cyt: Nie patrz, że sąsiad kupił nowy traktor! Patrz, czy możesz jeździć swoim starym ciągnikiem.) o lepszej opiece nad krowami ze strony właścicieli farm, której nie gwarantuje pracownik najemny itp. Gdyby nie bariera językowa, już dziś polscy producenci mleka powinni zapisywać się do francuskich spółdzielni mleczarskich, bo średnia wielkość naszej obory (32 krowy), bliższa jest francuskiej (76) niż niemieckiej (169) lub holenderskiej (188). Problemy małej fermy są podobne, niezależnie gdzie się ona znajduje. Podobnie jak problemy wielkich obór. Kiedy więc powoli upadnie Wspólna Polityka Rolna będziemy świadkami gwałtownego rozwoju nowych, pan-europejskich organizacji hodowców i rolników. Na miejscu dzisiejszych działaczy Kółek Rolniczych, Samoobrony czy Solidarności RI martwiłbym się. Niedługo będą zbędni. Tak jak zbędne stanie się Ministerstwo Rolnictwa i jego Agencje. Dlatego mimo, że jestem dalej szczerym i oddanym przeciwnikiem EU i jej biurokracji, odnalazłem światełko nadziei w Nowych Europejczykach.
Piotr Lisiecki
Dziękuję firmie KEMIN, a w szczególności pp. Robertowi Iniarskiemu i Pawłowi Lewkowiczowi za zaproszenie na konferencję. Tags: felieton
|