|
W dniach 13-14 stycznia grupa dziennikarzy z Polski odwiedziła firmę LELY Industries w Holandii. Powodem, dla którego zorganizowano ten wyjazd jest wprowadzenie na polski rynek sztandarowego produktu LELY - robota udojowego ASTRONAUT. Pisaliśmy już o tym w ubiegłym roku, a teraz mieliśmy okazję zobaczyć, jak to nowoczesne urządzenie powstaje.

Ale ponieważ LELY to nie tylko roboty udojowe, dlatego naszą wizytę rozpoczęliśmy od zwiedzania zakładu produkcyjnego Lely Forage Solutions w Maassluis zajmującego się produkcją rozwiązań żywieniowych. Widzieliśmy linie produkcyjne maszyn do kompleksowego pozyskiwania pasz dla bydła. LELY jest właścicielem ok. 2.350 patentów wykorzystywanych w przeróżnych maszynach, dlatego nie ma nawet szansy wymienić wszystkie montowane w Maassluis maszyny i urządzenia. Ważniejsza jest filozofia produkcji i tzw. kultura techniczna zakładu.

Nie odróżnia się ona niczym od produkcji np. samochodów Bentley. Schludnie ubrani pracownicy pracują system gniazdowym - przeciwieństwem produkcji taśmowej. Zdecydowano się na to rozwiązanie, bo daje ono dużą elastyczność - produkcję można przestawić w każdej chwili. Zespół monterów składa w gnieździe czyli na stanowisku montażowym jedno urządzenie. Osobna ekipa dostarcza na stanowiska wszystkie potrzebne elementy i podzespoły. Gotowa maszyna jest (uwaga!) ważona. Wszystkie części wykonywane są z minimalną tolerancją, więc gdy masa gotowego produktu nie zgadza się z wyliczoną sumą wagi części, urządzenie jest rozmontowywane i składane ponownie.

Przy okazji napiszę, że nie chciałbym być dostawcą części i podzespołów dla LELY, a to ze względu na ich drobiazgowy system kontroli jakości. Z każdej partii jeden element podlega próbom zmęczeniowym. Minimalne odbieganie od normy oznacza odesłanie całej dostawy.

Kolejny zakład, który zwiedziliśmy to fabryka Lely Dairy Equipment w Rotterdamie. To tam powstaje sztandarowy produkt LELY - zrobotyzowany system udojowy ASTRONAUT. To również bardzo schludne, żeby nie powiedzić eleganckie miejsce. W tym wypadku zdecydowano się na linię produkcyjną, bo robotów produkuje się kilka tysięcy rocznie. Każdy robot składany jest pod indywidualne zamówienie, więc z zaciekawieniem czytaliśmy etykiety na kolejnych korpusach składanych urządzeń. Gdzieś na linii czekał też na zmontowanie robot zamówiony przez klienta z Polski, ale niestety nikomu z nas nie udało się odnaleźć naklejki “Poland”. Choć “astronauty” montowane są na linii, to każdy jest inny. Wspólne są tylko szkielety. Różnice wynikają ze specyfiki krajów, do których mają trafić, takich jak choćby różne napięcia (230V w Europie, 110 w USA itp). Wspólna jest również najwyższa jakość urządzeń. Wymagania jakościowe sprawdza czteroosobowy zespół kontroli jakości, pracujący w magazynie przyjęć. Podobny zespół pracuje na końcu linii montażowej, gdzie gotowe roboty przechodzą dokładne testy, nim owinięte w specjalną folię zabezpieczającą wyruszą do kraju odbiorcy.

I na koniec zwiedziliśmy gospodarstwo Oostdam Dairy w Bodegraven, aby zobaczyć system udojowy w akcji. Tam również odbyły się warsztaty szkoleniowe nt. “Kluczowe czynniki sprawnego zautomatyzowanego doju”. Celowo piszę system, gdyż ASTRONAUT, to nie tylko sam robot, ale kompletne rozwiązanie, kompletnie zmieniające to, co zwykliśmy nazywać dojem. Widziałem już kilka robotów w czasie pracy, ale w Bodegraven zrozumiałem rewolucyjność zmian, jakie daje robotyzacja doju. Przywitała nas szczuplutka i elegancka właścicielka - naprawdę atrakcyjna, nie tylko jak na Holenderkę. To na jej głowie spoczywa dojenie 170 krów, a także żywienie, czy raczej współpraca przy zadawaniu pasz. Zmniejszenie prac w gospodarstwie było tak duże, że właściciel 3 dni w tygodniu pracuje poza farmą.

Opisowi działania systemu udojowego ASTRONAUT poświęcimy osobny artykuł, bo ciężko zawrzeć wszystko w jednej relacji. A ponieważ pierwsze 2 instalacje w Polsce właśnie są w trakcie realizacji, to już wiosną będzie można zobaczyć ja “na żywo”.
Więcej zdjęć w naszej galerii http://www.portalhodowcy.pl/galerie
Tags: reportaż , roboty udojowe
|