|
Siódme, co do wielkości miasto w Austrii gościło w dniach 1-5 września 2010 roku ponad 1200 wystawców zwierząt i maszyn rolniczych z niemal całej Europy. Organizatorzy targów spodziewali się odwiedzin ponad 350 000 zainteresowanych tymi targami gości.
Austriacy, jak mało kto, wyspecjalizowali się w organizacji targów i wystaw rolniczych. O tym, że spędzonego czasu na targach w Wels nie można zmarnować, wiedzą również rolnicy i specjaliści rolni z sąsiednich krajów, tłumnie je odwiedzając. Szczególnie wyraźnie zauważalna była obecność Rosjan, którzy w ostatnich latach zaczęli mocno inwestować w swoje rolnictwo. Kupują nie tylko obory i tuczarnie pod klucz, ale również zwierzęta hodowlane z najwyższej półki. Niemal na moich oczach austriaccy hodowcy z regionalnego związku hodowców bydła simentalskiego w Ried sprzedali Rosjanom 1400 jałówek wysokocielnych i żywego buhaja hodowlanego o imieniu Sheriff. Pewnie dlatego, aby pilnował porządku w sprzedanym stadzie, które pojedzie gdzieś na dońskie stepy. Rasa simentalska cieszy się niesłabnącym powodzeniem u kupujących ze względu na swoją dwustronną mięsną i mleczną użytkowość. Austriacy poprawili zwłaszcza tę drugą cechę krzyżując krowy simentalskie z czerwono-białymi buhajami holsztyńsko-fryzyjskimi. Do wystaw hodowlanych w Austrii dopuszcza się jednak tylko te zwierzęta, które mają nie większy niż 30% udział krwi czerwonych holsztyno-fryzów. Wiąże się to z tym, aby zachować cechy charakterystyczne dla rasy simentalskiej, czyli dobre zdrowie, długowieczność, odporność na mastitis i korzystny dla przemysłu serowarskiego skład mleka. Z tych cech, a szczególnie z bardzo dobrej użytkowości mięsnej słynie bydło simentalskie. Współczesna hodowla wymusza jednak na rolnikach powolną specjalizację. Jedni będą produkować mleko i szukać krów o najwyższym potencjale produkcyjnym, inni wykorzystają użytki zielone do produkcji mięsa wołowego. Tutaj znowu pomocny jest simental i jego bardzo dobra mleczna i mięsna użytkowość. Drugą rasą krów, z której również słynie Austria jest rasa brunatna, ceniona przez hodowców za spokojny charakter oraz dobrą wydajność i skład mleka. Krowy tej rasy, pochodzące z Europy, nie są tak wydajne jak ich amerykańskie koleżanki znane pod nazwą Brown Swiss. Międzynarodowa współpraca hodowlana powoduje, że materiał genetyczny najlepszych zwierząt, w postaci mrożonego nasienia i zarodków lub żywych osobników krąży po całym świecie i coraz silniej wpływa na uniformizację poszczególnych ras zwierząt. Jest to jedno z wyzwań dla współczesnej hodowli, o którym wspomniał w swoim wykładzie, obecny na targach, profesor Jan Philipsson, znany części hodowców jako przewodniczący „Interbulla”. Organizacja ta powstała w 1983 roku z inicjatywy Międzynarodowej Federacji Producentów Mleka (IDF), Europejskiej Federacji Zootechnicznej (EAAP) i Międzynarodowego Komitetu Kontroli Użytkowości Zwierząt (ICAR). „Interbull” ma siedzibę w Uppsali w Szwecji i odpowiada za ocenę oraz obiektywne uszeregowanie rankingu najlepszych buhajów hodowlanych według specjalnego klucza (MACE – Multiple Across Country Evaluation) uwzględniającego specyfikę programów hodowlanych poszczególnych krajów, członków tej organizacji. Dzięki temu możemy dowiedzieć się jak na tle światowej listy, publikowanej przez „Interbull”, wypadają buhaje będące liderami narodowych rankingów, w tym również nasze polskie buhaje hodowlane. Drugim wyzwaniem, z którym będzie musiała zmierzyć się hodowla bydła to zmiany klimatyczne. Są one zauważalne dopiero na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Niemniej bydło musi być odporne nie tylko na coraz wyższą temperaturę otoczenia (stąd budowanie półotwartych, przewiewnych budynków inwentarskich), jak również na szereg chorób, wcześniej nieznanych w naszej strefie klimatycznej, jak na przykład choroba niebieskiego języka. Coraz więcej krajów odchodzi od selekcji jedynie w kierunku poprawy wydajności mleka i białka oraz cech budowy ciała. W ciągu wieloletniej, tak prowadzonej, selekcji doprowadzono wprawdzie do niemal podwojenia wydajności mlecznej krów, ale zwierzęta zareagowały na to spadkiem odporności zdrowotnej, chorobami nóg, większą ilością komórek somatycznych w mleku, spadkiem płodności, czyli krótszym okresem użytkowania w stadzie. Wszystkie te cechy są negatywnie skorelowane z cechami użytkowości mlecznej, stąd programy hodowlane wielu krajów kładą coraz większy nacisk na równoległą selekcję w kierunku poprawy cech zdrowotnych krów (fitness). Na przykład w austriackim indeksie selekcyjnym dla bydła simentalskiego 38% jego ekonomicznej wartości stanowią cechy mleczności, 16% użytkowości mięsnej, a 46% cechy związane ze zdrowiem, budową ciała i płodnością. Prezes Centralnego Związku hodowców bydła Anton Wagner w swoim referacie nawiązywał również do zmian czekających rolników europejskich. Nie chodziło w nim tylko o kontynuowanie wspólnej polityki rolnej, bez której rolnictwo w wielu krajach Unii byłoby nieopłacalne, ale również o przeciwstawienie się ucieczce ludzi ze wsi do miast. Zawód rolnika staje się coraz mniej atrakcyjny, głównie ze względu na jego dużą pracochłonność. Współczesny rolnik nie tylko spędza czas na polu lub przy zwierzętach, ale powinien również aktywnie uczestniczyć w życiu lokalnych organizacji i stowarzyszeń. Aktywność społeczna daje poczucie wpływu na rozwój regionu. O stopniu zorganizowania austriackich rolników świadczy choćby to, że nikt z poważnych i liczących się polityków nie opuszcza takiego wydarzenia, jakim są targi i uczestniczy w spotkaniach z potencjalnymi wyborcami. Z rozmów z austriackimi hodowcami odniosłem wrażenie, że ich gospodarstwa albo kończą z produkcją zwierzęcą, albo inwestują, powiększając obsadę obór, dzierżawiąc dodatkowe pola uprawne od tych, którzy właśnie zaprzestali produkcji rolniczej. Jedynie, czego im brakowało, to wolnego czasu. Oporządzanie zwierząt i produkcja pasz pochłania go, w ich mniemaniu, zbyt dużo. Dlatego tak pożądliwym okiem oglądali park maszyn rolniczych wystawionych na targach. Zestawy do produkcji i konserwowania pasz wielu firm wyglądały imponująco. Kosiarka do kukurydzy BigXSilver jest prawdziwym gigantem, który z trudem mieścił się w całości w kadrze aparatu fotograficznego. Korpus maszyny pokryty został autografami znanych austriackich celebrytów, aby jeszcze bardziej przyciągać kupujących. Imponująco wyglądały również inne kombajny do kukurydzy i zbioru zbóż. Niektóre z nich nie jadą już na kołach, które ze względu na zmniejszenie siły nacisku na glebę, zamieniono na gąsienice. Obok nich w równych szeregach prężyły się ciągniki rolnicze od tych ciężkich do zupełnie małych, przeznaczonych do prac w przydomowych ogrodach. Równie dobrze wyglądały specjalistyczne zestawy uprawowe. Trudno było zgadnąć niewprawnemu widzowi, który z nich jest do kukurydzy, który do zbóż, a który do upraw łąkarskich i pastwiskowych. Oczywiście nie wszystkich, również w Austrii, na takie techniczne cuda jest stać. Zakup maszyn poprzedzony jest z reguły dość długimi negocjacjami ze sprzedającymi. Często wydajny sprzęt kupowany jest wspólnie przez kilku rolników lub spółdzielnie maszyn rolniczych, w których finansowo partycypują drobniejsi rolnicy. W ten sposób mogą oni razem użytkować nieraz drogie, ale bardzo wydajne maszyny. Taki sposób użytkowania sprzętu możemy najczęściej spotkać w starych krajach Unii Europejskiej. W ostatnim pawilonie, z którego dolatywał zapach różnych smakowitych potraw wytworzonych w Górnej Austrii, zorganizowana była wystawa pod nazwą „Kultura smaku”. Tutaj można było spróbować różnych wyrobów regionalnych od przysłowiowej białej kiełbasy, różnych gatunków sera po ręczną prasą wyciskany olej z pestek dyni. Austria staje się europejskim liderem w promowaniu kuchni i produktów lokalnych. W każdym kraju związkowym można znaleźć potrzebne informacje, co i gdzie można zjeść, aby było inne i bardziej smakowite. W Górnej Austrii łączy się na przykład turystykę pieszą lub rowerową z odwiedzaniem małych wytwórni serów twardych, piekarni, sadów owocowych z możliwością nabycia, popularnych w krajach alpejskich, obstlerów, czyli wódek produkowanych na bazie gruszek, jabłek lub moreli. Przy każdej z uczęszczanych tras turystycznych znajdują się liczne restauracje i gospody z lokalną kuchnią i specjałami. Wszystko to połączone jest z podziwianiem przepięknych alpejskich widoków. Osobiście polecam zwłaszcza małe pensjonaty, gdzie noclegi są jeszcze na naszą kieszeń, a gospodarze wiedzą, kto najlepiej gotuje w okolicy i dokąd udać się, aby wypić dobrego lokalnego Schnapsa (kieliszek wódki) lub piwa. W ten sposób Austriacy próbują łączyć lokalną tradycję z turystyką. Rolnik nie tylko produkuje, ale coraz częściej przetwarza owoce własnej pracy i gości nimi turystów. We własnych, dość obszernych, domach prowadzą dla nich pokoje gościnne, a w bardziej znanych turystycznie miejscowościach pensjonaty. W Austrii można na własne oczy przekonać się, że duże krowy za pomocą dużych maszyn mogą wyprodukować również coś w lokalnej skali prosto na stół. Austriakom udaje się połączyć nowoczesność z tradycją, w której zobaczyli szansę utrzymania nie tylko miejscowej kultury, ale również znaleźli sposób na wykorzystanie lokalnych ras zwierząt. Tyrolska siwa krowa może spokojnie dalej paść się na alpejskich łąkach, gdyż nie zagrozi jej żadna podrasowana simentalka, ani tym bardziej wydajna holsztynka. Aromatyczne mleko krów tej rasy przerabiane jest na sery twarde i sprzedawane potem za duże pieniądze w miastach. Właśnie alpejskie zioła wpływają na to, że mleko krów wypasanych na tych łąkach zawiera więcej witamin rozpuszczalnych w tłuszczach oraz więcej nienasyconych kwasów tłuszczowych z grupy Omega 3 w porównaniu z mlekiem krów hodowanych na nizinach. Bydło tyrolskie siwe jest rasą o średnim kalibrze ciała, dwustronnie użytkowym. Przeciętna wydajność mleczna krów tej rasy wynosi około 4.850 kg mleka o zawartości 4,0% tłuszczu i 3,3% białka. Około 82% gospodarstw hodujących te zwierzęta położonych jest na wysokości powyżej 1 000 m n.p.m. Młode bydło i około 40% krów w sezonie letnim przebywa na pastwisku. Próby wprowadzenia, na miejsce krów siwych, bardziej wydajnych ras zwierząt i dokarmianie ich paszą treściwą zagroziło według prof. Giulio Cozziego z Uniwersytetu w Padwie jakości runi pastwiskowej alpejskich łąk. Rasy wysokowydajne mają duże wymagania pokarmowe, których zaspokojenie jest możliwe tylko poprzez dodatek pasz treściwych. Dokarmianie krów wpływa negatywnie na ich aktywność na pastwisku. Zwierzęta stają się wtedy bardziej leniwe i potrzebują znacznie mniejszej powierzchni do wypasu. Syte, nie potrzebują już szukać dodatkowego pożywienia. W ten sposób powierzchnie pastwisk zmniejszyły się w Alpach od 20 do 40%. To zjawisko ma niekorzystny wpływ na skład runi pastwiskowej, głównie z powodu intensywniejszego nawożenia odchodami i udeptywaniem traw przez większą ilość zwierząt przebywających na tej samej powierzchni pastwiska. Opuszczone przez zwierzęta łąki tymczasem dziczeją. Następuje powolna sukcesja innych, mniej korzystnych z punktu widzenia wypasu traw. Jak widać, nawet w uporządkowanej Austrii, nie wszystko może być pod kontrolą. Zbyt intensywne stosowanie dużych krów i jeszcze większych maszyn w regionach do tego nieprzystosowanych może skończyć się katastrofą ekologiczną. Dlatego, także w Polsce, należy zwracać szczególną uwagę na liczbę wypasanych zwierząt i równomierne zagospodarowanie użytków zielonych. Tags: wystawa
|