|
Do granicy francuskiej z Polski jest przez Niemcy ledwie 600 km. Celem naszej podróży jest Normandia i Angers nad Loarą. Przyjemnie jest jechać przez trzy kraje - za oknem samochodu zmieniają się nie tylko krajobrazy, ale i języki, zwyczaje, a nawet zachowania kierowców na drodze.
Francja, w przeciwieństwie do Niemiec to kraj rolniczy, nastawiony bardziej na korzystanie z uroków życia niż na ciągłą pogoń za pieniądzem. Dopuszczalna prędkość na autostradach to 130 km. Fotoradary ustawiane są w wielu często nieoczekiwanych miejscach. „Prędkość mierzymy dla twojego bezpieczeństwa” głosi przewrotny napis na przydrożnej tablicy, po czym następuje z reguły błysk flesza. Francuzi, którzy przecież kochają swoje szybkie samochody jeżdżą ostrożniej, rzadko przekraczając dozwoloną prędkość. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy Peugeotem 106 pruliśmy z Paryża na wybrzeże z szybkością 160 km na godzinę. Ale były to lata 80-te i nikt z nas nie myślał o tym, że Europa za 20 lat będzie wyglądała zupełnie inaczej. Misją naszej podróży było poznanie specyfiki francuskich gospodarstw ekologicznych zrzeszonych w organizacji „Biolait”, specjalizującej się w skupie i dostawie mleka ekologicznego do mleczarni. Francuskie mleczarnie, w przeciwieństwie do większości polskich nie mają statusu spółdzielni. Rolnik negocjuje sam cenę swojego mleka i jak zwykle większy producent dostaje więcej pieniędzy za dostarczone mleko i premię za wyższą, od przeciętnej, zawartość białka i tłuszczu. Okazało się jednak, że zrzeszeni w „Biolait” rolnicy produkujący rocznie ponad 43 000 000 litrów mleka są łakomym kąskiem dla przetwórców i uzyskują o 7 centów za litr mleka więcej od swoich kolegów działających w hodowli konwencjonalnej. Ta różnica pozwala na sfinansowanie działalności stowarzyszenia i opłacenie kosztów transportu mleka od farmera do mleczarni. Efektywność skupu prowadzonego przez „Biolait” zwiększa się wraz z wielkością gospodarstw i ilością dostarczonego przez nie mleka. Najtrudniej jest skupić mleko w Sabaudii (region Alpejski), gdzie gospodarstwa są małe, a odległości między nimi na tyle duże, że część zysku pochodzącego ze skupu na obszarach nizinnych przeznacza się na pokrycie strat spowodowanych wyższym kosztem transportu w górach. Dla stowarzyszenia ważny jest przede wszystkim rozwój ekologicznej produkcji mleka i zdobywanie nowych członków, niż tylko czysta ekonomiczna kalkulacja. Po dwóch dniach od wyjazdu z Polski dojeżdżamy do małego miasteczka St. Pierre-des-Nids koło Alencon. Tam czeka na nas Nadine o bujnych rudych włosach i zaraz porywa nas do swojego gospodarstwa w Barillon-ouest. Jest już późno, ale wieczór dopiero się rozpoczyna. Na stole, zanim z pieca zostanie wyjęta warzywna tarta, pojawi się wino własnej roboty zwane Cider, a potem bimberek zwany Calvadosem. Wszystko, jak to w Normandii, zrobione jest z jabłek. Po chwili znika nasza niepewność związana z nowym otoczeniem, poznajemy Jean-Bernarda, przyjaciela Nadine, który okazuje się doskonałym partnerem do długich wieczornych rozmów. Oboje nie są z zawodu rolnikami. Przyjechali na wieś, bo tak zdecydowali po różnych perypetiach i pobycie w Irlandii. Pokolenie Nadine i Jean-Bernarda to pokolenie ludzi niepokornych, wyrosłych z tradycji paryskiego buntu 1968 roku. To niezgoda na drobnomieszczański styl życia. To miłość nie tylko do Jean-Bernarda, ale także do piosenek Jaques’a Brela. Gospodarze byli mocno zdziwieni, że my też znamy jego piosenki w przekładzie Wojciecha Młynarskiego i wykonaniu artystów teatru Ateneum, a niektóre strofy nawet w oryginale. Nazajutrz spotykamy się znowu w Barillon i podziwiamy dojone właśnie krowy normandzkie. Zwierzęta te mają bardzo oryginalne czarno-biało-brunatne umaszczenie. Są cenione ze względu na wysoką zawartość białka i tłuszczu w mleku i za spokojny temperament. Krowy normandzkie są zdrowsze i żywotniejsze od krów rasy holsztyńsko-fryzyjskiej. W południe jedziemy do drugiego gospodarstwa Alaina i Martine Souti w La Nouette. Oglądamy 50 krów, które są trzymane w półotwartej wiacie na głębokiej ściółce. Połowę z nich stanowią krowy rasy normandzkiej, reszta to krowy holszyńsko-fryzyjskie i ich krzyżówki z rasą Montbeliarde. W chowie ekologicznym bardzo ważnym czynnikiem wpływającym na rentowność produkcji jest długowieczność stada. Jeżeli krowa wybrakowywana jest przed końcem trzeciej laktacji, to nie zwraca się gospodarzowi koszt odchowu jałówek. Męskie potomstwo jest sprzedawane albo opasane do wieku, co najmniej 15 miesięcy. Francuzi w przeciwieństwie do nas opasają wolce, głównie ze względu na lepszą marmurkowatość mięsa (zawartość tłuszczu śródmięśniowego) i związaną z tym kruchość. Normandia i sąsiednie departamenty, w przeciwieństwie do większości terenów w Polsce, zbudowane są na podłożu kamiennym. Dlatego kamień jest tutaj podstawowym budulcem. Niewiele jest lasów, nie uprawia się zbóż. Tutejsi rolnicy nastawili się głównie na hodowlę bydła i wykorzystanie pól do produkcji pasz. Większość farm ma od 60 do 120 ha użytków rolnych. W gospodarstwach rolnicy mają tylko podstawowe maszyny. Z reguły jest to jeden traktor, wóz paszowy i wyposażenie do zbioru i podawania pasz. Silniejsze ciągniki, kombajny, belownice do produkcji sianokiszonek i agregaty siewne wypożycza się w pobliskim ODYSSEE-AGRI, odpowiedniku naszego kółka rolniczego, w którym 90 okolicznych rolników użytkuje wspólnie zakupione maszyny. W czasie spiętrzenia prac polowych maszyny jadą na południe Francji, by wraz ze żniwami przybyć razem z kombajnami wypożyczonymi od kolegów z południa, aby skrócić okres prac polowych do minimum. W ten sposób rośnie również efektywność wykorzystania zakupionych maszyn, które zamiast czekać i ulegać powolnej dekapitalizacji, pracują tak długo jak tylko to jest możliwe. Kierownik kółka, odpowiedzialny jest za dobry stan maszyn i ich sprawiedliwe rozdzielanie, a także za zakup nowego sprzętu i szkolenie w obsłudze. Dodatkowo współpracuje też z Uniwersytetem Rolniczym w Angers i pomaga w wymianie praktykantów pomiędzy zainteresowanymi krajami. System komunikowania się rolników poprzez sieć organizacji typu: związek hodowców, kółko rolnicze, izba rolnicza, zrzeszenie producentów mleka ekologicznego, zapewnia im dostęp do praktycznie każdej potrzebnej informacji. Dzisiaj nie ma problemu ze skupem mleka ekologicznego w Austrii i przewiezienia go do mleczarni w Niemczech lub w innym kraju, która zaoferuje bardziej atrakcyjna cenę. Otwarty rynek europejski stanowi wyzwanie, szczególnie dla rolników w Polsce, których jest najwięcej, ale stopień ich zorganizowania jest na zastraszająco niskim poziomie. Nie pozwala to, zwłaszcza drobnym gospodarstwom, na pełne uczestniczenie w europejskiej wymianie handlowej. W środę pożegnaliśmy deszczową i chłodną Normandię i udaliśmy się w okolice Angers nad Loarą. Już w połowie drogi powiał cieplejszy wiatr, a na niebie zaświeciło słońce. Wiosna w sąsiednim departamencie Maine et Loire zachowywała się tak, jakby była tu zadomowiona od dawna. W gospodarstwie ekologicznym Yann’a i Jean-Luc’a Denis w Marcille pod Angers liczącym 120 ha użytków rolnych i hoduje się 80 krów i 120 kóz, dowiedzieliśmy się, że taka pogoda jest tu od miesiąca. Krowy od początku marca przebywają na pastwisku i dopiero wieczorem dokarmiane są kiszonką z traw na przemian z kiszonką z kukurydzy. Najlepsze krowy osiągają tu wydajność 8000 kg mleka za laktację. Gospodarstwo dostarcza stowarzyszeniu „Biolait” od 2500 do 3000 kg mleka, co 3 dni. Krowy holsztyńsko-fryzyjskie kryje się buhajami rasy normandzkiej w celu poprawy płodności i zwiększenia odporności zdrowotnej stada. Po zwiedzeniu gospodarstwa zostajemy zaproszeni na kolację. Tym razem podana została pyszna ryba atlantycka w warzywach. W tym gospodarstwie ważniejsza jest produkcja i wyposażenie warsztatu pracy, niż wygładzone tynki, brukowane podwórko i nabywanie dóbr konsumpcyjnych. Francuzi, zwłaszcza ci na wsi, jeżdżą dość wysłużonymi Renaultami lub Peugeotami z drugiej ręki (l’auto d’occasion). Nasi gospodarze również nie byli rolnikami, skończyli dodatkowe studia na uniwersytecie w Angers. Gospodarstwo Yann’a i Jean-Luc’a to spółka z dawnym właścicielem, z którym dzielą się wypracowanymi zyskami na podstawie podpisanej umowy. W czwartek odwiedziliśmy w gospodarstwie ekologicznym w Petit Druille, Xaviera Cherau. Gospodarstwo posiada 65 ha użytków, głównie zielonych i specjalizuje się w produkcji mleka od krów rasy Jersey (55 krów). Po pastwisku chodziły też 4 krowy bretońskie, które należą do lokalnej rasy z hodowli zachowawczej. Średnia wydajność mleczna w stadzie Jerseyek wynosiła 3000 kg za laktację. Zwierzęta są żywione bez użycia kiszonek, w oparciu o pastwisko i susz z traw. Wyroby wyprodukowane z takiego mleka są oznaczone specjalnym znakiem i cieszą się dużym uznaniem nabywców. W asortymencie jest świeże mleko, jogurty, desery mleczne i sery. Mleczarnia, z którą Xavier współpracuje, narzuciła mu taki typ produkcji i rezygnację w ciągu dwóch miesięcy z chowu krów czarno-białych na rzecz rasy Jersey ze względu na lepszy skład mleka. Krowy te tylko przez 2-3 miesiące w roku przebywają poza pastwiskiem w otwartej wiacie, za którą Xavier kończył budowę nowej suszarni. Przeróbka wiejskiego domu na mieszkanie pod wynajem, to dobry sposób na dodatkowe dochody na wsi. Wynajęcie takiego domku w atrakcyjnie turystycznie okolicy jest jednym z tańszych sposobów na zwiedzanie Francji. Był to nasz wspólny europejski dom, w którym spali przedstawiciele „Biolait” z Francji i siostrzanych organizacji z Belgii, Niemiec i Polski. Mieliśmy swoją obecnością uświetnić zjazd sprawozdawczo-wyborczy stowarzyszenia, który rozpoczynał się nazajutrz w Pommeraye. Rano Nadine zorganizowała nam jeszcze jedną atrakcyjną wycieczkę do zamku w Brissac, gdzie mogliśmy zwiedzić barokowe wnętrza rezydencji książąt de Brissac, którzy do dzisiaj mieszkają tutaj, udostępniając nie zamieszkałą część rezydencji do zwiedzania turystom. Piwnice zamku wypełnione są winem, które można na miejscu degustować. Na biurku w jednej z zamkowych komnat zobaczyłem fotografię Wojciecha Pszoniaka, dedykowaną przez aktora najlepszemu przyjacielowi (XIII-mu) księciu de Brissac. I znowu trafiliśmy na polski ślad we Francji! Jadąc do Brissac mijaliśmy tonące w wiosennym słońcu winnice i malownicze wsie położone nad Loarą. Po cichu myślałem, żeby kupić, choć parę butelek tych mało znanych w Polsce win i zawieźć do kraju, jako prawdziwą francuską pamiątkę. Z Brissac dotarliśmy do Pommeraye, gdzie już czekali na nas członkowie „Biolait”. Rozpoczynał się właśnie zjazd sprawozdawczo-wyborczy organizacji. Zaproszeni goście, w tym i nasza grupa dokonali prezentacji ekologicznej produkcja mleka w swoim kraju. Francuzi chcieli znać nasze poglądy na sprawy dotacji do produkcji ekologicznej, organizacji rynku, skupu i sprzedaży produktów ekologicznych. W przeciwieństwie do małej podaży ekologicznego mleka i mięsa, w Polsce możemy się pochwalić silnie rozwiniętą produkcją ekologicznych warzyw i owoców. To kolejna z naszych dużych szans eksportowych. Zwłaszcza Niemcy, z ich bardzo dobrze rozwinięta siecią marketów ekologicznych, są chłonnym rynkiem na wszelkie produkty rolnictwa ekologicznego. Niemieckie zapotrzebowanie, na te artykuły, rośnie w tempie 3-4% rocznie, co w oczach ich przedstawiciela jest szansą, aby znalazły się na nim produkty wytworzone we wszystkich sąsiadujących krajach. Przy, w miarę wyrównanych cenach, istotną rolę będzie odgrywał transport i ilość oferowanego towaru. Jest to wyraźnie widoczne we Francji, gdzie produkcja ekologiczna powiększa się o 2-3% rocznie, ale wymaga skoncentrowania produkcji ekologicznej w każdym regionie, by móc uzyskać odpowiednią podaż surowca. Z tego właśnie powodu niektórych lokalnych wyrobów ekologicznych, nie można znaleźć w sklepach Paryża lub odleglejszych od przetwórni miastach. Wysoka cena pośrednictwa i transportu ma istotny wpływ na znaczne obniżenie tempa sprzedaży. Rynek francuski jest właśnie z tego powodu lokalnie zorganizowany, a mali przetwórcy wożą swoje towary do położonych w niewielkiej odległości miast. Dopiero duże zakłady mające większą sieć dystrybucyjną i odpowiednią bazę surowcową, jak na przykład znane również w Polsce mleczarnie Candia lub Lactalis, mogą sobie pozwolić na zaopatrywanie w produkty ekologiczne całego kraju. W Polsce również dominuje model lokalnej dystrybucji towarów, chociaż tu i ówdzie czynione są próby wejścia z jednym lub kilkoma asortymentami wyrobów ekologicznych do dużych sieci handlowych. Francuscy rolnicy ekologiczni są przeciwni uprawie roślin genetycznie zmodyfikowanych (GMO), głównie z obawy, że rośliny te w czasie pylenia krzyżowałyby się z roślinami tego samego gatunku wolnymi od transgenu i wkrótce okazałoby się, że nie można byłoby spełnić normy maksymalnej zawartości paszy transgenicznej w paszy ekologicznej określonej na 0,9%. Dyskusja z sali plenarnej przeniosła się następnie w kuluary, gdzie firmy sponsorujące zjazd zaczęły prezentować swoje wyroby. Najpierw przedstawiciel Volvo, którego cysternami „Biolait” transportuje mleko, mówi, w jaki sposób ciężarówki tej firmy spełniają wyśrubowane normy ochrony środowiska i jakie paliwa będą stosowane w przyszłości. Mogliśmy się zapoznać z samochodami testowymi napędzanymi wodorem lub gazem ziemnym. Potem dowiedzieliśmy się jaka jest tajemnica produkcji win i serów, którymi można było się częstować podczas prowadzonych rozmów. Przed kolacją, połączoną z degustacją win znad Loary (głównie różowych i białych), zdążyliśmy jeszcze porozmawiać z nowoprzyjętym w poczet członków „Biolait” hodowcą o swojsko brzmiącym nazwisku Tomaszewski. Młody rolnik nie wypierał się swoich polskich korzeni, chociaż jego dziadek przyjechał do Francji z niemieckiego wtedy Wrocławia, uciekając przed prześladowaniami Żydów. Sam, zanim zaczął pracować na farmie, był robotnikiem, brygadzistą i kierownikiem zmiany w zakładach należących do grupy Peugeot. Pracownicy zostali zastąpieni przez wydajne maszyny-roboty. Któregoś dnia uzmysłowił sobie, że przyszłość jego i jego rodziny nie może zależeć od skomputeryzowanej maszyny. Opuścił fabrykę i poszukał w ogłoszeniach rolnika chcącego przekazać następcy gospodarstwo. W ten oto sposób znalazł się w Normandii, aby następnie stać się producentem mleka dla „Biolait”. O dużej ilości pustych gospodarstw czekających na chętnych do ich objęcia w regionie Akwitanii opowiadał nam Rainer Supan, z pochodzenia Niemiec, który przeniósł się do Francji ze względu na łagodniejszy klimat i spokojniejsze życie. Hodowane krowy zapewniają mu w miarę dostatnią egzystencję, a ciepły klimat doliny Garonny gwarantuje zaś niskie wydatki na ogrzewanie domu. Francuzi pokazali nam kilka domów, w których mieszkają Anglicy opuszczający Wielką Brytanię z różnych powodów i kto wie, czy najważniejszym z nich nie jest chęć zmiany stylu życia. „La vie a’la campaigne” staje się, nie tylko we Francji, synonimem spokojnego, w miarę dostatniego życia na swoim. Świat nie jest tu agresywny, nie atakuje poprzez radio i telewizję, których z zasady nie ogląda się ze względu na niezbyt wysoki poziom oferty programowej. Politycy także tutaj są nudni i nie godni zaufania, a świeżo wybrany prezydent „Sarko” okazał się idolem konserwatywnego mieszczaństwa i zwolennikiem ostentacyjnego stylu życia. Jak widać żaden naród nie jest zadowolony ze swoich polityków, no chyba, że trafilibyśmy na samych opozycjonistów? Francuzi cenią swoją tożsamość i jak mówią są z natury protekcjonistyczni, czyli bronią swego rynku przed towarami z innych krajów. Kupuje się z reguły francuskie produkty, zwłaszcza te spożywcze, gdyż są najlepsze, a pomysły kulinarne innych narodów, tu ma się na myśli głównie Anglików, są nie do zaakceptowania. Czy zatem bardzo różnimy się od innych europejskich narodów? Kiedy z drodze powrotnej do Polski mijaliśmy pola bitewne nad Marną i Sommą usłane wypielęgnowanymi cmentarzami wojskowymi z obowiązkowo powiewającą na maszcie flagą francuską, a potem linię Zygfryda na Renie i dalej Międzyrzecki Rejon Umocniony oraz inne forty i zamki służące dzieleniu interesów i narodów, myślałem o tym niemym świadectwie trudno rodzącej się europejskiej integracji. Jeden z naszych przyjaciół Wim Boer – prezes stowarzyszenia producentów mleka ekologicznego z Belgii dopiero teraz zrozumiał dlaczego Polacy indywidualnie należą do najlepszych pracowników, jakich zatrudnia, ale gdy pracują w zespole zawsze o coś mieli do siebie pretensję. Tags: chów bydła , europa , Francja , montbeliarde , produkcja mleka , reportaż , Unia Europejska
|