|
Uruchomienie pierwszego w Polsce robota udojowego firmy DeLaval nie jest dla naszych Czytelników nowością – pisaliśmy o tym już we wrześniowym numerze Hodowcy Bydła. Pisaliśmy, przypomnijmy, dobrze, bo to ciekawe i przede wszystkim bardzo użyteczne urządzenie. 29 listopada mieliśmy okazję uczestniczyć w uroczystości oficjalnego otwarcia obory w gospodarstwie Państwa Kubiaków, gdzie ów pierwszy VMS od lipca pracowicie wykonuje swoje zadanie.
Tylko klęska jest sierotą, a sukces ma wielu ojców. Dlatego na konferencję w Brdowie, gdzie miała miejsce część oficjalna uroczystości, zjawiło się wielu oficjeli, chcących błysnąć w świetle cudzego sukcesu. Pomijamy ich w tym materiale, bo mamy niepokorny stosunek do tego „gatunku”. Uruchomienie robota VMS to przecież głównie zasługa hodowców, Państwa Małgorzaty i Tomasza Kubiaków, którzy się zdecydowali na odważny krok i niemałą przecież inwestycję, i pracowników firmy DeLaval, którzy opracowali i wdrożyli do pracy technologię doju zautomatyzowanego. Często, gdy piszemy o firmach zwracamy uwagę na ich filozofię działania. Szczególnie teraz, gdy bez przerwy słyszymy „beblanie” o tzw. kryzysie bankowym, warto zwrócić uwagę na filozofię działania firmy DeLaval. Jest to biznes rodzinny, w którym spadkobiercy fundatora firmują swoim nazwiskiem przedsięwzięcie. To wymusza odpowiedzialność. Zarówno względem klientów, jak i swoich następców. Wbrew pozorom to ma ogromne znaczenie. Spółki giełdowe zatrudniają menadżerów, którym płacą za wyniki, np. procent od sprzedaży. To oczywiście motywuje, ale głównie do działań przynoszących efekty w krótkim okresie. Stąd biorą się różne bańki spekulacyjne i spadki giełdowe.
DeLaval myśli o swoich klientach w perspektywie wielu lat, a nawet pokoleń, a nie najbliższego roku obrachunkowego. Widać to w polityce wprowadzania produktów. Prace nad VMS trwały długo i nie był to pierwszy robot udojowy dostępny na rynku. Postawiono jednak na dopracowanie szczegółów, tak by do hodowców trafiło perfekcyjne urządzenie sprawdzone pod każdym względem. Tylko rodzinna firma dopuszcza dłuższe inwestowanie w rozwój swoich produktów na zasadzie: W co zainwestujemy my, przyniesie zysk naszym dzieciom. Jest to filozofia bliska polskim rolnikom, przywiązanym do tradycji gospodarstw rodzinnych. Wprowadzenie robota VMS do oferty polskiej części koncernu DeLaval poprzedziło wiele przygotowań. Wiadomo było, że urządzenie jest najwyższej jakości. Kolejnym krokiem było bardzo dokładne szkolenie pracowników polskiego serwisu. Dopiero w następnej kolejności VMS został zaproponowany wybranej grupie producentów mleka. Mogli oni wyjechać i zobaczyć robota w akcji na farmach zagranicznych. I w końcu doszło do podpisania umowy na instalację robota udojowego VMS na fermie Państwa Kubiaków. O długiej drodze do robotyzacji doju w Polsce opowiedział p. Cezary Mikulski (Prezes Zarządu DeLaval Sp. z o. o.) w części seminaryjnej uroczystości otwarcia obory z robotami udojowymi VMS. Natomiast specjalny gość – Peter Ohl Dyrektor Marketingu DeLaval na Europę Centralną (tłumaczenie – dr Adam Drożdż) przybliżył zagadnienie robotyzacji doju w Niemczech. Tam również przygotowania trwały długo. Długo trwało też przekonanie niemieckich producentów mleka do przydatności i niezawodności robotów udojowych. Obecnie jednak liczba instalacji rośnie lawinowo. Przekazanie jednej z najcięższych i najbardziej żmudnych prac w oborze robotom okazuje się rewolucyjną zmianą w życiu hodowców, podnoszących istotnie komfort ich życia. P. Ohl przedstawił wieloaspektowe badania zadowolenia niemieckich klientów DeLaval, w zestawieniu z ich oczekiwaniami przed zakupem robota. Poziom zadowolenia jest bardzo wysoki. Podpowiadam jeszcze inne badania – Jak zakup robota VMS wpływa na dzietność na wsi. Wbrew pozorom to może mieć duży wpływ. Nie da się ukryć, że dziewczyny uciekają ze wsi, nie chcąc pracować przy uciążliwym dojeniu. Praca to ciężka i przede wszystkim „uwiązanie”. Moim zdaniem hodowca-kawaler posiadający robota udojowego to zdecydowanie lepsza partia dla panny gotowej pozostać na gospodarstwie.
Pan Krzysztof Dembowski nie badał jeszcze tych zagadnień, natomiast dokładnie zbadał i przedstawił w formie wykładu z prezentacją multimedialną zachowanie krów w oborze o konstrukcji zastosowanej w Lubotyniu. Było to potrzebne, gdyż mimo, że chwilę później goście pojechali do gospodarstwa Państwa Kubiaków na część oficjalną, to jednak nie byli w stanie zaobserwować całodziennego rytmu życia krów. Dzięki zaangażowaniu wójta gminy Babiak p. Wojciecha Chojnowskiego, udało się w miarę sprawnie odprawić kolumnę pojazdów z gośćmi z Brdowa do Lubotynia, gdzie miała miejsce Ceremonia otwarcia, a także zwiedzanie i poczęstunek.
Grupa dziennikarzy miała okazję już latem widzieć robota VMS w akcji, a także poznać Małgorzatę i Tomasza Kubiaków. Wówczas byli trochę zmęczeni pracami wdrożeniowymi. Po kilku miesiącach wydają się jednak zadowoleni z inwestycji. Szczególne wrażenie robi doskonała orientacja w procesie doju automatycznego p. Małgorzaty. To ważna wskazówka dla naszych Czytelniczek: namawiajcie mężów do zakupu robota udojowego! Z obowiązku muszę jeszcze wspomnieć, że uroczystości zaszczycił swoją obecnością Wiceminister Rolnictwa Artur Ławniczak. Jakby tu zręcznie ująć jego wystąpienie... Długo, namiętnie i nie na temat. Pocieszające jest, że dokładnie tak samo odebrałem wystąpienie niemieckiej minister rolnictwa na niedawno zakończonych targach EuroTier. Więc przynajmniej w tym dorównujemy standardom unijnym. Trzeba jednak przyznać, że minister Ławniczak podał jakiś konkret. Zapowiedział bowiem, że Państwo Małgorzata i Tomasz Kubiakowie zostaną uhonorowani specjalnym wyróżnieniem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi za innowacyjność.
Piotr Lisiecki Tags: bydło mleczne , publicystyka , reportaż
|