|

O bydle rasy montbeliarde pisaliśmy już niejednokrotnie na łamach naszego czasopisma. Odwiedzili Państwo z nami gospodarstwo Montagro w Wierzbicy, utrzymujące krowy rasy montbeliarde w czystości rasy. W tym numerze przeniesiemy się do Kalifornii – jednego z ważniejszych stanów w Ameryce pod względem produkcji rolniczej i hodowli bydła. Stada, które odwiedziliśmy z powodzeniem stosują krzyżowanie międzyrasowe z użyciem rasy montbeliarde. Właściciele ferm zgodnie twierdzą, że jest to najlepsza decyzja jaką podjęli w swojej „mlecznej karierze”.
 Kalifornia, czyli słońce przez cały rok Kalifornia specjalizuje się w produkcji mleka, masła, mleka w proszku, serów różnego rodzaju, a przede wszystkim mozarella. Średnia obsada stad wynosi tu 860 krów, ale nierzadko spotyka się też stada liczące 5000 szt. Wraz z firmą Polgene Koncept Polska pragniemy pokazać Państwu specyfikę amerykańskiej hodowli. Zapraszamy w fascynującą podróż po kalifornijskich farmach, gdzie słońce świeci przez cały rok, między oborami zielenią się palmy, a hodowcy pytani o problemy w stadzie uśmiechają się, odpowiadając lekko: „no problem!”. Gospodarstwa, które za chwilę odwiedzimy położone są w kalifornijskiej miejscowości Tulare, na południe od miasta Fresno. Większość dochodów hrabstwa stanowi bardzo rozwinięta hodowla bydła mlecznego, a także produkcja roślinna. Szczególnie dochodową gałąź stanowi tu uprawa winogron i drzew pomarańczowych. Największe przychody przynosi jednak mleko (ok. miliarda dolarów rocznie). Ze względu na to, że Tulare jest ważnym zagłębiem produkcji rolniczej w kraju, a także ze względu na jego położenie, od 1968 r. każdego roku organizowana jest tam jedna z największych na świecie wystaw rolniczych World Ag Expo. 
Gospodarstwo Prins – „Life is good!” Właścicielami farmy są bracia John i Kevin Prins. Krowy są dla nich nie tylko źródłem utrzymania, ale też pasją i sposobem na życie. Gospodarstwo istnieje od 1971 r., krzyżowanie międzyrasowe prowadzone jest od 10 lat. Początkowo właściciele stosowali krzyżowanie dwurasowe – była to dla nich zupełna nowość, podchodzili więc do tego rozwiązania z nieufnością.
 Rezultaty ich działań przeszły ich najśmielsze oczekiwania – krzyżowanie okazało się strzałem w dziesiątkę. Bardzo szybko doszli do wniosku, że do krzyżowania rotacyjnego najlepszą rasą jest montbeliarde. Odkąd stado otrzymało zastrzyk krwi tej rasy wyraźnie poprawiły się wskaźniki produkcyjne (długość użytkowania, rozród, poziom komórek somatycznych). Co ważne, nie odbyło się to kosztem jakości mleka, przeciwnie, procent białka i tłuszczu w mleku wzrósł znacząco. Zadowalający jest też poziom komórek somatycznych, i jak z dumą oznajmiają właściciele, maleje on z każdym kolejnym pokoleniem. Obecnie krzyżowanie międzyrasowe w gospodarstwie Prins wygląda następująco: hf x montbeliarde x srb x duńska czerwona. Bracia Prins nie planują w tym schemacie powrotu do krów holsztyńsko-fryzyjskich – twierdzą, że zastrzyk mleczności nie jest im potrzebny. Montbeliardy mają co prawda tendencję do osiągania „zbyt dużej kondycji”, ale zdaniem właścicieli nie jest to kwestia genetyki. Winę ponosi tu nieodpowiednio zbilansowane żywienie. Pobranie suchej masy przez krowy uzyskane z takich krzyżówek nie jest wyższe niż w przypadku krów rasy hf. Krowy pobierają średnio 60 funtów SM w ciągu dnia (1 funt = 453,59237 g). Ogółem ich żywienie i utrzymanie jest znacznie łatwiejsze niż w przypadku hf-ów – są zdrowsze i odporniejsze, a dolew krwi montbeliarda zapewnia im „zastrzyk kondycyjny”.  Bracia Prins posiadają 356 akrów ziemi. Z tego na 250 akrach przez 7 miesięcy w roku wypasane jest bydło, zaś reszta ziemi dzierżawiona jest sąsiadom. Wypas krzyżówek sprawdza się doskonale – dawka uzupełniana jest wówczas pełnym TMR-em, podawanym raz dziennie. Podstawowym komponentem wchodzącym w skład TMR-u jest ziarno kukurydzy. Wypasanie bydła umożliwia zatrudnienie mniejszej liczby pracowników niezbędnych do obsługi stada – obecnie personel farmy liczy 6 osób. Dój odbywa się dwukrotnie w ciągu doby. Także wskaźniki rozrodu zadowalają właścicieli. Widzą tu znaczącą poprawę w porównaniu z krowami rasy holsztyńsko-fryzyjskiej – używają znaczniej mniejszej ilości preparatów hormonalnych. Krowę inseminuje się ponownie w 60 dni po wycieleniu, które następuje średnio co 13 miesięcy. Właściciele chwalą się, że mogą pozwolić sobie na sprzedaż jałówek, ponieważ % brakowania przy krzyżowaniu jest niewielki i w związku z tym na remont stada nie potrzebują dużej liczby zwierząt. Przy doborze buhajów do rozrodu nie zwracają uwagi na indeksy produkcyjne – kryteria brane pod uwagę to odpowiednie nogi i wymię. Także skuteczność wykrywania rui w stadzie napawa zadowoleniem braci Prins – wynosi ona 70%. Krowy w rui „wyłapywane” są za pomocą sygnalizatorów Estrotect, opatentowanych, bardzo skutecznych wykrywaczy rui.

Są one całkowitą innowacją (teraz dostępne również w Polsce, ich dystrybutorem jest firma Polgene), ponieważ jako jedyne niezawodnie pokazują intensywność skoków rujowych. Dzięki temu, że produkowane są one w formie zdrapki, ich kolor ścierany jest stopniowo, a to pozwala z dużym przybliżeniem oszacować ilość i intensywność oddanych skoków (w przeciwieństwie do innych tego typu testów, które działają na zasadzie pojemniczka z farbką. Pojemniczek taki pęka nawet przy przypadkowym skoku krów na siebie).
Ciekawym rozwiązaniem stosowanym na fermie jest sposób zagospodarowania odchodów. Są one na bieżąco oczyszczane i w formie wyseparowanego, bezwonnego nawozu organicznego stosowane jako ściółka. Do ścielenia stosuje się też piasek o specjalnych frakcjach oraz polucernową słomę zmieszaną z bardzo drobnymi trocinami. Samą słomą ścieli się jedynie w porodówkach.
  Cielęta odchowywane są na farmie, w odróżnieniu do wielu innych amerykańskich gospodarstw, które „przychówek” oddają do tzw. odchowalni na okres 4 miesięcy. Trzeba tu wspomnieć, że cechą charakterystyczną hodowli bydła w Stanach Zjednoczonych jest bardzo wąska specjalizacja. Gospodarstwa zajmujące się produkcją mleka często nie odchowują cieląt i nie zajmują się uprawami polowymi. Swoje ziemie nierzadko w części lub w całości dzierżawią najemcom, od których następnie kupują plony. Bracia Prins zapytani o to, jak dziś oceniają swoją decyzję o rozpoczęciu krzyżowania z udziałem krwi rasy montbeliarde, właściciele uśmiechają się szeroko. Zapewniają, że krzyżowanie ułatwiło im pracę, zwiększyło dochodowość i rentowność gospodarstwa. Co ważne, nie musieli zmieniać systemu zarządzania farmą, co przy jednoczesnym wyraźnym zmniejszeniu liczby problemów zdrowotnych, nabiera istotnego znaczenia. „Life is good” – dodają na koniec.
Gospodarstwo Hoekstra „Aby krowy żyły dłużej” To kolejne rodzinne przedsięwzięcie – właścicielami są Bill i jego dwaj synowie – Jack i Kurt. Bill założył rodzinny biznes 37 lat temu. Gospodarstwo liczyło wówczas 175 krów rasy holsztyńsko-fryzyjskiej. Krzyżowanie rozpoczęto znacznie później – w 1999 r. 
Obecnie na farmie utrzymywanych jest 1200 krów, w tym 24 sztuki rasy holsztyńsko-fryzyjskiej i 3 rasy jersey. Pozostałe zwierzęta to krowy krzyżówkowe. Właściciele zapytani o główny powód odejścia od czystorasowego stada wskazują bez wahania na znacznie dłuższy okres użytkowania krzyżówek. Początkowo czystorasowe krowy hf zaczęto krzyżować z krowami rasy jersey, a następnie z montbeliarde.
 Dzisiaj krzyżowanie odbywa się według następującego schematu: hf x montbeliarde x szwedzka czerwona x duńska czerwona x hf. Wprowadzenie montbeliarda nie rozczarowało właścicieli – twierdzą, że przyczyniło się do znacznej poprawy wyników związanych z rozrodem. Oczywiście liczyli się ze spadkiem produkcji mleka, jako efektem ubocznym krzyżowania, ale odzyskali swoją upragnioną długowieczność, nastąpiła też znaczna poprawa jakości mleka. Spadły wydatki związane z inseminacją i leczeniem – zwierzęta pochodzące z krzyżowań charakteryzowały się dużo większą zdrowotnością, szczególną poprawę zaobserwowano w przypadku racic. Liczba komórek somatycznych oscylująca na poziomie niższym niż 200 000, nie jest dla właścicieli niczym nadzwyczajnym – jak sami mówią, jest to sprawa oczywista. Podobnie podchodzą do wydajności – krowa, która doi 20 kg mleka/ dziennie jest eliminowana ze stada, jako ta, która „nie daje sobie rady”. Dla porównania, ponad połowa pierwiastek po pierwszym wycieleniu doi ponad 40 kg mleka dziennie. Brakowanie odbywa się głównie na skutek świadomej decyzji, a nie jest „złem koniecznym”, wynikającym z problemów w stadzie. Brakowanie na poziomie 15% jest liczbą niewielką, ponieważ uwzględnia także sprzedaż zwierząt.  Właściciele mają jeszcze jeden powód do zadowolenia – dzięki krzyżowaniu odchowują znacznie więcej jałówek, większą więc ich ilość mogą przeznaczyć na sprzedaż. Jałówki bardzo dobrze znoszą wypas, tak też utrzymywane są do pierwszej inseminacji. Przy zacieleniu ich kondycja i masa ciała są zadowalające. W gospodarstwie utrzymywanych jest ich ogółem 200 sztuk młodzieży. „Ojciec” przedsięwzięcia Bill wskazuje rasy montbeliarde i srb jako swoje ulubione krowy i to właśnie je poleca jako doskonały materiał wyjściowy przy rozpoczęciu krzyżowania. Zapytani o skuteczność inseminacji w stadzie państwo Hoekstra mówią o dwóch porcjach nasienia na krowę. Celem gospodarstwa jest osiągnięcie zacieleń na poziomie 25-30 ciąż tygodniowo. W lecie, gdy z powodu uciążliwych dla zwierząt warunków klimatycznych, wykazują one mniejsze objawy rui, współczynnik wykrycia rui w gospodarstwie Hoekstra jest zaskakująco wysoki. Jako przyczynę tak dobrego wyniku weterynarz sprawujący pieczę nad farmą wskazuje właśnie krzyżowanie. Krowy cielą się głównie samodzielnie, bez pomocy człowieka, w gospodarstwie nie ma też żadnych specjalnych programów dla krów po wycieleniu. W odróżnieniu od gospodarstwa Prins, cielęta odchowywane są na farmie. Po urodzeniu i odpojeniu siarą przenoszone są do domków, gdzie utrzymywane są na ściółce z pokruszonych łupin migdałów.

 Krowy dojone są 2 razy dziennie. Ogółem w gospodarstwie pracuje czternaście osób (ośmiu dojarzy, jedna osoba odpowiedzialna za karmienie cieląt i pięć osób wykonujących przeróżne prace, w tym porządkowe, na terenie farmy). Na 1000 akrach należących do kompleksu Hoekstra uprawia się głównie kukurydzę, ze względu na panujące tu specyficzne warunki klimatyczne, grunt wymaga systematycznego odwadniania. Farma Hoekstra korzysta z usług niezależnego doradcy żywieniowego, nie związanego z żadną firmą paszową. Dzienny koszt żywienia jednej krowy to 6,5 $.
 Właściciele śmieją się, że wciąż rozbudowująca się farma zaczyna „osaczać” ich domy, dlatego też wkrótce będą zmuszeni się przeprowadzić. Zapytani o największy problem, z jakim muszą borykać się w codziennej pracy, wskazują na wymogi ochrony środowiska, które w Stanach Zjednoczonych wcale nie są tak łagodne jak się powszechnie sądzi w krajach europejskich. Gospodarstwo W&J „Krowy, które kochałem odchodziły zbyt szybko” Gospodarstwo jest własnością Państwa Willie i Joleen Bylsma. Ogółem liczy sobie 1500 krów, z tego dojonych jest 1200. Farma dysponuje areałem liczącym 150 akrów – z tego 115 wykorzystywanych jest na uprawy, reszta powierzchni przeznaczona jest pod obory i przynależne budynki. W sezonie zimowym sadzona jest trawa i pszenica, w sezonie kiszenia produkuje się sianokiszonkę i kiszonkę z kukurydzy. Reszta pasz pochodzi z zakupu.
 2/3 stada dojone jest trzykrotnie w ciągu dnia, 1/3 – dwukrotnie. Gospodarstwo zatrudnia ośmiu dojarzy i cztery osoby „dochodzące”, odpowiedzialne za porządek i pozostałe prace. Swą decyzję o rozpoczęciu krzyżowania Pan Bylysma uzasadnia jednym, prostym, ale za to jakże wzruszającym zdaniem: „Krowy, które kochałem odchodziły zbyt szybko”. Jako powód zbyt wysokiego brakowania krów w czystości rasy Willie wskazuje jałowość i inne problemy z rozrodem. Schemat krzyżowania w gospodarstwie jest następujący: montbeliarde x srb x czerwona duńska. Obecnie w 1500 sztukowym stadzie, jedynie 3 krowy wymagają leczenia. Jest to wynik imponujący, biorąc pod uwagę, że nie wykonuje się tu kąpieli racic, a jedynie ich co dwumiesięczną korekcję. Dzięki krzyżowaniu udało się znacznie wydłużyć okres użytkowania krów – o całe dwie laktacje. Właściciele mogą więc przeznaczyć na sprzedaż większą liczbę krów, co, jak zaznaczają – nie byłoby możliwe w przypadku krów hf, ze względu na zbyt wysoki współczynnik brakowania.
  Także współczynnik wykrycia rui jest tu bardzo wysoki, co Państwo Bylsma również przypisują efektom swej decyzji. W odróżnieniu od gospodarstwa Prins, w W&J nie separuje się nawozu. Zapytany o plany na przyszłość i nadchodzące zmiany, właściciel zdradza, że w tym roku po raz pierwszy samodzielnie odchowują, a następnie sprzedają cielęta. Będą one wypasane do 17 miesiąca życia, po czym wystawione na sprzedaż. Jest to krok ryzykowny, ponieważ Państwo Bylsma nie wiedzą, jaką cenę uda im się uzyskać, jednakże są dobrej myśli, a decyzja została już podjęta.  Pytamy też o obecną sytuację rynkową w Stanach Zjednoczonych i dowiadujemy się, że cena mleka jest tu najniższa od dziesięciu lat i wynosi 9 $ za 100 funtów. Dla lepszego zobrazowania sytuacji, dzienny koszt paszy w przeliczeniu na jedną krowę wynosi w gospodarstwie W&J 6 $. Koszty utrzymania i robocizny właściciele oceniają jako stabilne. Średnia miesięczna pensja pracownika farmy wynosi 2300 $. Uwierzmy w jasną przyszłość! Wszystkie odwiedzone przez nas farmy łączy jedno – ten niezaprzeczalny, ogromny optymizm prowadzących je rolników. Tu nie ma miejsca na niekontrolowane emocje, tu liczą się przede wszystkim zasady ekonomii i prostej matematyki. Rynek wołowiny jest dojrzały – mleczne krowy nie służą do jedzenia, a jak sama nazwa wskazuje – do dojenia. Dlatego też za byczka można otrzymać maksymalnie 5 $.
 W Polsce brakuje nam doradców ekonomicznych, którzy nakreślą hodowcy szczegółowy i jasny obraz sytuacji. Nie mamy też niezależnych, nie działających pod logiem firm paszowych, doradców żywieniowych. Niezależnie od tego, ile prawdy tkwi w rzucanych lekko słowach: „no problem”, takiego właśnie podejścia – pełnego optymizmu i niezachwianej wiary w dobre jutro – życzę wszystkim polskim hodowcom. Anna Markowska Tags: bydło , montbeliarde
|