Kursy walut

Kursy NBP z 23-05-2012
walutaskupsprz.
USD3.35933.4271
EUR4.28554.3721
CHF3.56853.6405
JPY4.20704.2920
Kredyt
przejdź

giełda online

Zboża paszowe
cena netto zł/t
pszenica880-910
kukurydza870-930
owiesbrak ofert
jęczmień890-930
Śruty
rzepakowa1150
sojowabrak ofert
żródło:www.rolpetrol.com.pl
przejdź
Czy hodowla = chów? Czyli dyskusja nad dyskusją? PDF Drukuj Email
Hodowca Drobiu
Wpisany przez Stanisław Wężyk Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz   
 Tytułowa dyskusja rozgorzała na wyjazdowym posiedzeniu Zarządu Polskiego Towarzystwa Zootechnicznego – w firmie „Drobiarstwo, Działy Specjalne” należącej do dr hab. Henryka Malca w Dębówce w dniu 19 czerwca 2009 r.

 PTZ zajął się stanowiskiem Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz, dotyczącym konieczności dostosowania krajowych przepisów hodowlanych do światowego prawa hodowlanego, a takie pojęcia jak „hodowla zwierząt” lub „chów zwierząt”, miały tyle interpretacji, ilu było dyskutantów. Nic więc dziwnego, że w języku medialnym, urzędniczym, a co gorsza naukowym, szerzą się takie określenia jak hodowca tuczników, bukatów czy brojlerów. Gdzieś takiego zawodowego słownictwa zootechnicznego, musieli się absolwenci wyższych uczelni rolniczych, dziennikarze i urzędnicy państwowi nauczyć. O krótkiej pamięci uczniów znakomitej kiedyś „szkoły lubelskiej”, gdzie zasady i prawa hodowli zwierząt gospodarskich, tworzyli znani na świecie tacy profesorowie jak Laura Kaufman i Jej uczniowie Janusz Maciejowski, Józef Zięba i Witold Głuchowski, świadczyły niektóre wypowiedzi. Broniąc finansowych dotacji MRiRW dla działaczy związków hodowców zwierząt futerkowych czy pszczół, dyskutanci nie bardzo potrafili sprecyzować, gdzie kończy się sfera hodowli, gdzie zaczyna i kończy się sfera reprodukcji, a gdzie rozpoczyna się produkcja. Głównym argumentem za utrzymaniem dotacji z budżetu państwa na prowadzenie ksiąg poszczególnych gatunków zwierząt futerkowych i linii pszczół oraz na prowadzenie oceny wartości użytkowej i hodowlanej stad zwierząt futerkowych, było umiłowanie przez kobiety futer oraz związana z tym konieczność ochrony dzikich zwierząt, przed wybijaniem ich w tym celu. Pominięto przy tym fakt, że uciekające z ferm norki amerykańskie, wyparły z naturalnego środowiska norki europejskie, siejąc obecnie spustoszenie wśród ptactwa wodnego na Warmii i Mazurach.
Po długiej i pełnej emocji dyskusji, odwołującej się nawet do patriotyzmu i haseł o „nie zatracaniu polskiej hodowli” oraz wyrażającej opinie, że publikowane z błędami i kilkuletnim opóźnieniem wyniki oceny użytkowości stad reprodukcyjnych i towarowych drobiu, służą strategii państwa. Zarząd PTZ, przy jednym głosie wstrzymującym się, postanowił nie poprzeć stanowiska Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz o usunięcie ze nowelizowanej ustawy o „hodowli i rozrodzie zwierząt” zapisów, dotyczących administracyjnego nadzoru nad drobiem i prowadzenia oceny wartości użytkowej drobiu. Ostatnio mamy szczęście, albo pecha, do patriotów. Prezydent Barack Obama chce nas obdarzyć nieuzbrojonymi patriotami, a wśród zootechników z tzw. pierwszej półki, nie brak patriotów nieuzbrojonych w dostateczną wiedzę o hodowli zwierząt.
 Oczywiście KIPDiP nie akceptuje takiego stanowiska, ale je w pełni rozumie. Polemizujący ze stanowiskiem Izby luminarze polskich nauk zootechnicznych, nie tyle bowiem bronili pozycji polskiej hodowli drobiu, która w kraju od co najmniej 20 lat znajduje się w stanie szczątkowym, ale występowali w obronie słaniającej się hodowli innych gatunków, dużych zwierząt gospodarskich i nie ukrywając – także „własnej skóry”. Wystarczy prześledzić artykuły ukazujące się w „Przeglądzie Hodowlanym” by stwierdzić, że stan krajowej hodowli zwierząt gospodarskich, delikatnie mówiąc – jest w kiepskiej kondycji. Według Strabla (PH, 6/2009), zaledwie 20% krajowego pogłowia bydła czarno-białego, objęte jest kontrolą użytkowości, co znacznie ogranicza dokładność oceny buhajów.
Bydło to w dużym stopniu jest doskonalone genetycznie, nie w oparciu o krajowy program hodowlany, a poprzez unasienianie importowanym nasieniem. Nie tylko „od lat ojcowie buhajów, pochodzą wyłącznie z hodowli zagranicznych”, ale i obecnie, wiele młodych buhajków jest ciągle sprowadzanych zza granicy. Słusznie się zatem Autor zastanawia, czy w miejsce kosztownej oceny buhaja, która przeprowadzana na potomstwie, pochłania ok. 40 tysięcy €, a na jej wyniki trzeba oczekiwać 7-8 lat, nie zastosować genomowej selekcji. Takiego właśnie rozwiązania obawiają się znakomici uczeni specjaliści od hodowli zwierząt oraz prowadzący dotychczas ocenę ich bydła. W dyskusji nad zasadnością prowadzenia oceny użytkowości drobiu podkreślono, że rezygnacja z niej pociągnie za sobą konieczność zwolnienia z pracy kilkunastu osób. Oczywiście to jest wzruszający argument, szczególnie gdy w sytuacji dziury budżetowej, dotacja MRiRW na prowadzenie oceny użytkowości drobiu, wynosi prawie 2 mln. zł/rocznie, nie wspominając już o nieuprawnionym haraczu ściąganym za prowadzenie oceny przez KRD-IG w wysokości 800 zł/zestaw rodzicielski, czy stado towarowe drobiu. Tymczasem Podsekretarz Stanu w MRiRW p. Tadeusz Nalewajk, w liście do Prezesa KIPDiP z dnia 16 czerwca 2009 r. informuje, że „zgodnie z przepisami art. 7 ustawy z dnia 29 czerwca 2007 r. o organizacji hodowli i rozrodzie zwierząt gospodarskich (Dz. U. Nr 133, poz. 921 oraz 2008 r. Dz. U. Nr 171, poz 1056) ocena wartości użytkowej prowadzona jest na wniosek albo za zgodą właściciela lub posiadacza zwierząt gospodarskich poddawanych ocenie, co oznacza, że podmioty utrzymujące drób nie mają obowiązku poddawania tego drobiu ocenie”. Stosując typowy urzędniczy makiawelizm, zapomniał jednak dodać, że kto w Polsce wykorzystywał do produkcji piskląt wyprodukowane w Polsce jaja wylęgowe, niespełniające wymagań art. 38 ustawy „hodowlanej”, to do tej pory popełniał wykroczenie i podlegał karze grzywny, a „nielegalne pisklęta” mogły ulec przepadkowi. Kary te nie grożą jedynie importerom, przepisy te obowiązują bowiem tylko rodzimych producentów. Jaja wylęgowe i pisklęta towarowe można bez żadnych tego rodzaju ograniczeń „hodowlanych” przywozić zarówno z innych krajów członkowskich, jak i z krajów trzecich. I jak się do tego mają zarzuty wszystkich oburzonych, że Krajowa Izba wnioskując o dostosowanie ustawy hodowlanej do unijnego prawodawstwa zootechnicznego chce tym samym likwidacji rodzimej hodowli.
 Biorąc powyższe pod uwagę można dojść do wniosku, że brak rozeznania między hodowlą a chowem zwierząt jest bolesny w skutkach dla branży drobiarskiej, gdyż prowadzi do popełniania świadomych lub nieświadomych błędów przez różnego rodzaju ekspertów w nauce, praktyce i służbie państwowej.
 Aby uniknąć jakichkolwiek niedomówień, KIPDiP nie postuluje o wykreślenie z ustawy o hodowli i rozrodzie zwierząt gospodarskich, cytowanych w niej różnych gatunków drobiu, jak również nie jest przeciwna zasadom finansowania z budżetu państwa ochrony rodzimych ras kur, gęsi i kaczek, natomiast wnioskuje o wykreślenie z ustawy wszelkich zapisów dotyczących objęcia stad reprodukcyjnych i towarowych obowiązkową oceną użytkowości.
 Zwracając się o opinię do Polskiego Towarzystwa Zootechnicznego, spodziewaliśmy się, że nasze merytoryczne argumenty oparte na unijnym prawie hodowlanym, mogą być potraktowane jako głos w dyskusji nad konieczną nowelizacją krajowych przepisów.
 Dlatego nie tracimy nadziei, że postulaty dotyczące likwidacji nadzoru państwa nad hodowlą drobiu, doczekają się takiej merytorycznej opinii Polskiego Towarzystwa Zootechnicznego, o jaką apeluje na łamach Przeglądu Hodowlanego Nr 7/2009 organu tego Towarzystwa – Prof. Sławomir Mroczkowski z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy, w artykule “Podmiotowość hodowcy”, powołując się na jego rangę i autorytet: „Polskie Towarzystwo Zootechniczne jest towarzystwem naukowym o ściśle określonych statutowo celach i środkach działania, a także o ugruntowanej pozycji, wypracowanej przez pokolenia.”



Tags: prawo na co dzień