|
Po ukazaniu się wrześniowego wydania Hodowcy Drobiu zatelefonował do redakcji Pan, który wyraził chęć napisania artykułu polemizującego z tekstem dra Michała Jankowskiego „Pozorne oszczędności” (HD 9/09, str. 42). Chcąc jednak poznać opinie obu stron przedstawiliśmy przesłany do redakcji tekst dra Jankowskiemu. Obydwa listy publikujemy poniżej mając nadzieję, że uczciwość będzie górą. Jednocześnie informujemy czytelników, że nasze łamy są otwarte na Państwa problemy. Zapewniamy o naszej bezstronności.
Droga Redakcjo,
Jestem wiernym czytelnikiem waszego magazynu Hodowca Drobiu i jako właściciel fermy wysoko go sobie cenię. Zamieszczony w 9 numerze artykuł Pana Michała Jankowskiego “Pozorne oszczędności” wzbudził we mnie głębokie refleksje i po rozmowach z innymi hodowcami postanowiłem skreślić parę słów polemiki z autorem. Jeśli to możliwe proszę o jej zamieszczenie. Wstęp do artykułu jest bardzo ładny i oddaje stan faktyczny, ale już na początku autor wyraża żal, że obrót środkami żywienia zwierząt nie jest reglamentowany, w domyśle dla lekarzy weterynarii! Oczywiście wszyscy wiemy co powoduje reglamentacja – wzrost ceny i niewspółmierne korzyści dla nielicznych. Następnie ocenia jakość sprzedawanych preparatów a priori zakładając, że sprzedawany przez lekarza weterynarii preparat jest lepszy, niż taki sam sprzedawany przez inną osobę na przykład zootechnika. Skąd Pan Michał Jankowski wie, że osoby, które sprzedają te preparaty, jak je nazywa „fermowi sprzedawcy” nie mają odpowiednich magazynów do ich przechowywania? Ile to razy byłem świadkiem, jak lekarz weterynarii, z rozgrzanego w samo południe bagażnika, sprzedawał nie tylko preparaty witaminowe, ale również leki. Należy także zauważyć, że wiedza lekarza weterynarii dotycząca prawidłowego żywienia zwierząt jest niewielka. Lekarz weterynarii, jak sama nazwa wskazuje zajmuje się głównie leczeniem i profilaktyką. Musimy się także zapytać jaką to odpowiedzialność ponosi lekarz weterynarii za stado, któremu właściciel poda sprzedane przez niego preparaty witaminowe? Ano teoretycznie może ponieść odpowiedzialność przed swoją izbą, ale konia z rzędem temu, który wskaże lekarza, który taką odpowiedzialność za błąd kiedyś poniósł. Od sprzedawcy zawsze można swoich roszczeń dochodzić na drodze cywilno-prawnej. Idźmy dalej. Następny problem, który wywołuje autor jest stary jak świat i brzmi: czy Aspiryna firmy Bayer jest lepsza od Polopiryny Polfa, czyli które preparaty są lepsze: renomowanych międzynarodowych firm czy niewielkich producentów lokalnych? Ja bym inaczej postawił pytanie. Zapytajmy dla kogo są lepsze witaminy renomowanych firm? Na pewno dla sprzedającego je najczęściej lekarza weterynarii ponieważ uzyskuje on większą marżę, no i różne korzyści poza marżą. Wszyscy słyszymy, że nasi najwięksi lekarze weterynarii w nagrodę za odpowiednią sprzedaż wyjeżdżają na piękne wakacje do ciepłych krajów fundowane przez firmy. Szczególnie widać to przy lekach, które nam sprzedają. W związku z powyższym należy jednoznacznie ująć się za małymi lokalnymi firmami takimi, jak np. firma BioPoint, której współwłaścicielem jest autor artykułu „Pozorne oszczędności” p. Michał Jankowski, nawet wówczas, gdy nie była jeszcze wyposażona w specjalistyczny sprzęt do produkcji i mieszania preparatów mineralno-witaminowych. Ja kieruję się zawsze deklarowanym składem preparatu, a nie proponowanym dawkowaniem przez producenta. Za deklarowany skład producent ponosi odpowiedzialność. Proponowane dawkowanie jest tylko ramowe i najczęściej jest określone w rozporządzeniu Ministra Rolnictwa jako maksymalne, jednak właściciel może zastosować preparat zgodnie z potrzebami stada oraz swoją i ogólną wiedzą. Jakość preparatów witaminowych podlega oprócz kontroli producenta również wyrywkowej kontroli dokonywanej przez inspekcję jakości rolno-spożywczej. Być może Pan Michał Jankowski coś wie z autopsji o „parokrotnym rozwadnianiu” preparatów witaminowych sprzedawanych przez małe lokalne firmy? Do numeru Hodowcy Drobiu, w którym ukazał się artykuł autorstwa Pana Michała Jankowskiego dołączona była ulotka reklamująca preparaty firmy BioPoint. Z przykrością stwierdziłem, że oprócz chwytliwych haseł żaden z preparatów nie ma podanego składu ilościowego. Pozwoliłem sobie zajrzeć na stronę internetową firmy i tam jest podobnie. Na przykład preparat Biotyna + cynk ma podaną ilość biotyny, ale już nie cynku. Preparat C complex ma podaną zawartość witaminy C, ale już nie sodu i potasu, chociaż te pierwiastki w żywieniu są limitowane. Sam nie stosuję preparatów firmy BioPoint, ale wierzę, że na opakowaniu mają podany pełny skład. W przeciwnym razie nawet jaśnie oświecony lekarz weterynarii popełni błąd w dawkowaniu. W dalszej części artykułu autor powraca do sprawy wiedzy lekarza weterynarii, która na pewno jest duża, ale nie największa wśród innych zawodów rolniczych i wątpliwa jako jedyna gwarancja przepłacania. Na zakończenie z ostatnim wywodem Pana doktora Jankowskiego zgadzam się w całości. Najlepsze wyniki ekonomiczne posiadają te fermy, na których jest jasny podział obowiązków. Lekarz zajmuje się profilaktyką i leczeniem, a nie jest obwoźnym komiwojażerem sprzedającym wszystko na czym można tylko zarobić, o wysokości marż na lekach nawet nie wspomnę, jeżdżący po fermach w promieniu 300 km i niemającym czasu na spokojne wnikliwe zbadanie stada. Lekarz powinien decydować jakie zastosować witaminy i leki, a hodowca jakiej firmy, tak jak jest w medycynie ludzkiej. Wiedza dobrego lekarza weterynarii nie jest tajemna i nie stoi nigdy w sprzeczności z ekonomicznym działaniem właściciela stada, który ponosi pełną odpowiedzialność za swój biznes. Być może te parę słów wywoła burzliwą dyskusję, która tli się wśród hodowców, dotycząca postępowania lekarzy weterynarii.
Imię i nazwisko do wiadomości redakcji.

Na początku pragnę podziękować za polemikę z moim artykułem zamieszczonym w numerze 9/2009 Hodowcy Drobiu. Podobnie jak Państwo jesteśmy w firmie BioPoint czytelnikami zarówno Hodowcy Drobiu, jak również Indyka Polskiego oraz Hodowcy Trzody Chlewnej. W dużej mierze dzięki tym tytułom jesteśmy na bieżąco nie tylko z problemami pojawiającymi się w hodowli, ale również z bieżącymi problemami i dylematami hodowców. Z jednej strony cieszy mnie bardzo Państwa głos krytyczny, ponieważ rozmowy z naszymi klientami zawsze były motywacją do ciągłego rozwoju BioPoint oraz budowania świadomości wśród naszych odbiorców. Z drugiej strony niepokojące jest, że żaden z uczestników polemiki nie podał swoich danych osobowych, co wywołuje we mnie, wraz z treścią ich wypowiedzi, nieodparte wrażenie, iż prowadzę dialog z osobami trudniącymi się sprzedażą dodatków żywieniowych w sposób jaki opisałem w pierwotnym tekście. Jednocześnie mam nadzieję, że to tylko wrażenie, a zaistniała polemika to wynik przemyślanych konkluzji hodowców, których celem jest wyłącznie ich dobro, a także dobro kolegów i koleżanek z branży. W poniższym tekście nie będę szeroko nawiązywał do wszystkich wątków jakie zostały poruszone, chociażby temat wiedzy i kompetencji lekarzy weterynarii oraz sponsorowania wycieczek przez firmy farmaceutyczne. Wybór lekarza prowadzącego fermę zależy tylko i wyłącznie od hodowcy, co przy liczbie awiopatologów jakich mamy w kraju daje szerokie możliwości współpracy z lekarzem odpowiednim do potrzeb fermy i jej właściciela. Wycieczki fundowane przez firmy farmaceutyczne to znakomita okazja, by w spokoju wymienić doświadczenia lekarskie wyniesione z ferm oraz odetchnąć chociaż chwilę od codziennej pracy od rana do wieczora. Pracy w samochodzie, w upale, w korkach czy na ośnieżonych drogach. Każdy z nas przejeżdża blisko 100 tysięcy kilometrów rocznie i to nie dlatego, że fermy które obsługujemy są położone 300 km od lecznicy a dlatego, że jesteśmy zawsze do Państwa dyspozycji niezależnie czy jest to dzień pracujący lub wolny od pracy, czy jedziemy leczyć ptaki czy służyć wyłącznie poradą. Tym bardziej nie rozumiem takiego negatywnego nastawienia wobec lekarzy, kiedy widzę jak każda ferma w większym lub mniejszym stopniu, korzysta z jego wiedzy i doświadczenia, a koszt obsługi weterynaryjnej w stosunku do całkowitego kosztu produkcji jest niewielki. Znam osobiście wielu fantastycznych hodowców posiadających solidną wiedzę zootechniczną i weterynaryjną, ale i oni potrzebują najnowszych informacji, których uczymy się wspólnie na sympozjach naukowych właśnie od tych największych farmaceutycznych firm. Rejestracja produktu to zupełnie inna rzecz niż jego reglamentacja, co sugerował jeden z respondentów. Dystrybucja produktów BioPoint przez lekarzy weterynarii daje nam oraz Państwu gwarancję ich prawidłowego użycia oraz uzyskania maksymalnego efektu terapeutycznego. Pisząc o rejestracji miałem na myśli kontrolę chociaż tak ważnych parametrów jak: – dawkowanie, które powinno być adekwatne do deklarowanego składu, może wtedy nie byłoby absurdów podobnych jakie mamy z preparatami zawierającymi witaminę D3. Preparat D3 + Calcium firmy BioPoint zawiera 12,5 mln j.m. witaminy D3, a jego konkurencja najwyżej 1,25 mln j.m. Z kolei dawkowanie obu preparatów jest identyczne. Ciekawostką jest, że preparat konkurencyjny pojawił się dopiero po sukcesie BioPoint i produktu D3+ Calcium na rynku. Przy podobnej cenie zawartość w nim witaminy D3 jest dokładnie 10 x niższa i nie jest to “naciąganiem” hodowców. – opakowanie w jakim konfekcjonuje się substancje aktywne to sprawa kluczowa dla jego późniejszej skuteczności. Faktycznie jeśli ktoś sprzedaje produkty witaminowe czy ziołowe w transparentnych opakowaniach i gramaturze niedostosowanej do właściwości produktu nie może liczyć na jego 100% aktywność. Promienie słoneczne, temperatura, dostęp powietrza działają destrukcyjnie na substancje aktywne produktu. Dlatego tak wielką wagę przykładamy do konfekcji i nigdy nie używamy transparentnych opakowań, a jeśli tylko to możliwe stosujemy zamknięcie indukcyjne, które daje nam gwarancję szczelności i stabilności produktu podczas jego transportu w każdych warunkach.
Dlaczego preparaty używane przez lekarzy w swojej usłudze są lepsze i bezpieczniejsze niż produkty dostarczane na fermę w inny sposób? 1. Ocena wiedzy i pracy lekarza weterynarii jest dokonywana przez Państwa na zakończenie rzutu poprzez analizę takich parametrów jak: śmiertelność ptaków, końcowa masa ciała, współczynnik wykorzystania paszy. Są to wymierne informacje świadczące między innymi o rzetelności pracy lekarza weterynarii. Przy zakupie preparatów od osób jeżdżących od fermy do fermy nie można ocenić bezpośrednio ich wpływu na zwierzęta, narażacie Państwo ptaki na dodatkowy kontakt z potencjalnym wektorem chorób zakaźnych. Gdyby wzorem takich krajów jak Hiszpania, osoby sprzedające preparaty witaminowe na fermach były zootechnikami z szeroką wiedzą i doświadczeniem mogłyby faktycznie przynosić korzyść, ze sprzedaży, również hodowcy. 2. Intencją lekarza weterynarii jest leczyć zwierzęta zgodnie z nabytą wiedzą, wykształceniem i wykonywanym zawodem. Lekarz wizytując fermę ma do dyspozycji gamę preparatów, które ordynuje odpowiednio do problemu istniejącego na fermie, a przy doborze preparatów jakich będzie używał w swojej praktyce ma szeroki wachlarz firm i produktów do wyboru. Daje mu to większe możliwości wyboru niż hodowcy na fermie i czyni go bardziej świadomym używanego produktu. Oczywiście są grupy produktów, które hodowca może kupować we własnym zakresie, jednak powinno być to zawsze w pewnym stopniu skonsultowane z lekarzem prowadzącym fermę. 3. Preparaty dostarczane przez lekarzy są bardziej skoncentrowane co sprawia, że po przeliczeniu ceny dawki okazuje się, że cena produktu jest konkurencyjna. Zachęcam więc do analiz składów i ceny dawki preparatu. Wtedy okaże się jaki jest faktyczny koszt stosowania przez Państwa produktu. A co do braku pełnych składów na etykietach BioPoint? Jeszcze parę lat temu podawaliśmy je do wiedzy ogółu, teraz kiedy mamy swoich nieuczciwych naśladowców (pisząc nieuczciwych mam na myśli nieuczciwość wobec Was hodowców i nas jako producentów) pełne składy podajemy tylko na certyfikatach, o które można pytać u lekarzy weterynarii. My zawsze z chęcią je udostępniamy, ale tylko tym, którzy szukają wiedzy. 4. Odpowiedzialność lekarza za swoje decyzje jest gwarantowana przez ubezpieczenie, jakie musi co roku wykupić chcąc prowadzić praktykę. Nieprawdą jest więc, że lekarz nie ponosi odpowiedzialności, a kwota na jaką powinien być ubezpieczony zależy od ilości i wielkości obsługiwanych ferm. Zdecydowanie pewniejsze jest uzyskanie rekompensaty od firmy ubezpieczeniowej niż od sprzedawcy, który musiałby sprzedać swój dobytek na taką rekompensatę. Podobne problemy spotykamy w krajach, gdzie eksportujemy nasze produkty i jedynym kierunkiem jaki możemy przyjąć jest budowanie świadomości o jakości naszych produktów i sposobu ich prawidłowego użycia. Inna forma dystrybucji mogłaby zdecydowanie osłabić ich skuteczność przez nieodpowiednie stosowanie i dawkowanie. Podsumowując chciałbym upewnić Państwa, że żyjemy w wolnym kraju i to hodowca dokonuje wyboru dostawcy piskląt, paszy oraz lekarza obsługującego. Wierzę, że nie tylko lekarze dostarczają dobre produkty i osobiście znam firmy konkurencyjne, które uczciwie rywalizują z nami o hodowców, ale naprawdę jest ich niewiele. Nasz sukces opieramy na wiedzy, rzetelności i jakości co potwierdzają uzyskane przez BioPoint certyfikaty.
Michał Jankowski
 Tags: listy do redakcji , polemika
|