| Omaz wchodzi na polski rynek |
|
|
|
| Hodowca Drobiu | |||
| Wpisany przez Piotr Lisiecki | |||
|
Dużo się obecnie dzieje na rynku drobiarskim. Niestety, głównie za sprawą absurdalnych regulacji unijnych ze słynną „dyrektywą dobrostanową” na czele, której zapisy oznaczają dla większości hodowców w Europie konieczność poważnej przebudowy ferm. Wobec takiego przymusu dobrze się dzieje, że na polski rynek wchodzi kolejny dostawca systemów do chowu kur.
Jest nim firma OMAZ, która ma we Włoszech najdłuższe, ponad 50-letnie doświadczenie z produkcji klatek.
Bezpośrednio przy produkcji instalacji pracuje ok. 25 pracowników, co jest zespołem na tyle małym, że łatwym do opanowania i utrzymania dobrej atmosfery. Zgodnie z ogólnym trendem wykorzystuje się oczywiście rozbudowany system współpracy z poddostawcami. Są to sprawdzone firmy włoskie, najczęściej rodzinne, z okolic Civitanova Marche i Florencji. Zwiedzając halę fabryczną i magazyn złośliwie wypatrywałem produktów Made in China, ale niczego nie wypatrzyłem. Oprowadzający po zakładzie inżynier Antonio Barzanti (szef sprzedaży) dużo opowiadał o filozofii działania firmy, która sprowadza się do tego, żeby utrzymywać jakość produktów na wysokim poziomie, nawet kosztem marży i wielkości produkcji. Atmosfera zakładu produkcyjnego wydała mi się bliższa małemu producentowi aut sportowych (np. Lamborghini czy Ferrari), niż wielkiemu producentowi aut masowych (jak Fiat).
W okolicach Bolonii miałem okazję zobaczyć instalację OMAZ w akcji, tj. na fermie Orlandini. Zarówno jak na warunki włoskie, jak i polskie, jest to nieduży producent jaj, którego sposobem na utrzymanie się na rynku jest dostarczanie rozpoznawalnego produktu możliwie blisko ostatecznego odbiorcy lub nawet bezpośrednio do konsumenta. Dzięki temu właściciel fermy stara się nie dzielić marżą z pośrednikami. Taka filozofia zmusza do intensywnej pracy przy dystrybucji oraz pakowania w ciekawe (więc również droższe) opakowania. Ferma sprawia bardzo dobre wrażenie, wszystko jest na miejscu, czyste i uporządkowane. Oczywiście organizując wizytę dziennikarza i potencjalnych klientów na pewno starannie wybrano miejsce zwiedzania, ale 17 lat pracy w branży drobiarskiej zobowiązuje i byle czego nie kupuję. A jajka z Orlandini kupiłbym bez obaw i nakarmił swoje dzieci.
W opisywanym przypadku udało się tę sztukę osiągnąć, co opiszę żartem: Nie szczypie w oczy, można zjeść kanapkę a jednocześnie nie urywa głowy. Ogromne niskoobrotowe wentylatory w ścianie szczytowej usuwają powietrze z kurnika, a jednocześnie są wykorzystywane do pracy systemu MDS (o czym nieco dalej). W miejsce powietrza usuwanego napływa świeże z zewnątrz. Niestety, latem jego temperatura jest bardzo wysoka. Aby ją obniżyć wloty są wyposażone w bardzo rozbudowany system schładzania ewaporacyjnego. Zasadę działania takiego systemu wielokrotnie w Hodowcy Drobiu opisywaliśmy, więc tylko dla przypomnienia: do odparowania wody potrzebna jest energia cieplna. Pozyskuje się ją z powietrza, które wpływa do kurnika. Pozbawione części ciepła powietrze, jest po prostu chłodniejsze. Z punktu widzenia fizyki banalnie proste. W praktyce trzeba zbudować urządzenie, które będzie to ciepło odbierać. Robi się to przepuszczając powietrze wokół materiału łatwo nasiąkającego wodą, najczęściej grubego kartonu. Osiągnięcie wyraźnego efektu zbicia temperatury, bez jednoczesnego zwiększania wilgotności wewnątrz kurnika wymaga ogromnych powierzchni styku nawilżonego materiału i przepływającego strumienia. Urządzenie, na fermie Orlandini to największe, jakie widziałem. W gorącej Italii sprawdza się znakomicie.
Nasza Redakcja nie opowiada się za żadnym rozwiązaniem, bo prawda jest taka, że marnie spasowany łańcuch zrobiony z byle jakiego materiału przysporzy hodowcy więcej problemów niż dobrze zbudowany wózek. I odwrotnie. Instalacja Space L, która będzie promowana na polskim rynku (zgodna z „dyrektywą dobrostanową”) sprytnie wykorzystuje wózek paszowy do spełnienia dwóch wymagań: 1. długości karmideł i 2. zapewnienia miejsca do grzebania. Do bocznych przegród montowane są rynny o odpowiednim kształcie. Wózek zatrzymuje się nad nimi i wsypuje paszę. Dzięki temu długość linii karmideł wydłuża się ponad długość ściany frontowej. Blisko końca rynienki znajduje się otwór, przez który wysypują się najlżejsze frakcje paszy. Włosi nazywają je „prochem paszowym”, ale chyba lepiej odda to staropolskie „zmioty”. Wysypują się prosto na tackę miejsca do grzebania. Prawo unijne nie precyzuje, w czym kury mają grzebać, więc takie zastosowanie drobnej części paszy, która i tak nie zostanie skarmiona wydaje się dobrym pomysłem. Módlmy się, żeby urzędnikom nie przyszło do głowy, że kura musi grzebać w piasku, bo to będzie oznaczać zniszczenie mechanizmów klatek.
Na koniec dwie ciekawostki: jedna wymuszona przez „zielonych” druga przez „animalsów”.
Dlatego systemowi MDS Sahara nie wróżymy powodzenia w Polsce. Chyba, że polscy „zieloni” urosną w siłę jak włoscy.
Czy warto zainteresować się produktami OMAZ? Moim zdaniem tak. Po wizycie w fabryce mogę zaświadczyć, że urządzenia produkuje się solidne i w profesjonalny sposób. Na pewno posłużą długie lata. Nowy partner włoskiego producenta (Europlast) daje gwarancję solidnego serwisu, dodatkowo wzmacnianą 50-letnim doświadczeniem OMAZ-u. Cena nie jest niestety niska, ale jej stosunek do jakości wypada bardzo dobrze. Zresztą, jeszcze nie spotkałem hodowcy, który byłby zadowolony z ceny, więc ocenę kosztów tych klatek i negocjacje zostawiam Czytelnikom. Na pewno ci, którzy się zdecydują na klatki Space L będą zaskoczeni szybkością montażu, który jest bardzo łatwy dzięki specjalnej konstrukcji elementów z tworzyw sztucznych, montowanych „na zatrzask”. To może być ważny argument, gdy dopadnie nas „syndrom roku 2012”.
|





































