Kursy walut

Kursy NBP z 24-05-2012
walutaskupsprz.
USD3.41583.4848
EUR4.31994.4071
CHF3.59693.6695
JPY4.30174.3887
hotele Krakw
przejdź

giełda online

Zboża paszowe
cena netto zł/t
pszenica880-910
kukurydza870-930
owiesbrak ofert
jęczmień890-930
Śruty
rzepakowa1150
sojowabrak ofert
żródło:www.rolpetrol.com.pl
przejdź
Koniec snu? PDF Drukuj Email
Hodowca Drobiu
Wpisany przez Jan M Fijor www.fijor.com   

Utrata nieruchomości z powodu niewypłacalności kredytowej (foreclosure) to dla milionów Amerykanów nieodwracalna trauma, jednakże sposób, w jaki odreagowują oni ból po tej stracie wydaje się być zaskakujący.

 


Amerykańskie marzenie

W Stanach Zjednoczonych własny dom to do niedawna żadna fanaberia. Mieszkać gdzieś trzeba. Zamiast płacić czynsz, korzystniej jednak (było) nieruchomość posiadać. Poza tym, posiadanie daje prawo do aprecjacji. Tom Steele wiedział o tym od małego. Jego dom w Palatine, w stanie Illinois, który kupił w 1995 roku za 190 tysięcy dolarów, w ciągu zaledwie 9 lat podrożał niemal o 100 procent. Średnio 8 procent rocznie, do tego wolne od podatku. Gdy latem 2004 roku firma Toma przeniosła swoją siedzibę z Schaumburg w stanie Illinois do Cupertino w Kalifornii, Tom skasował za dom netto 350 tysięcy i przeniósł się na drugi koniec Ameryki. Tam co prawda za znacznie gorszy dom zapłacił 690 tysięcy, ale stać go było. Wiedział przecież że i ten dom podlegać będzie aprecjacji. Miał w pamięci słowa dziadka, który zwykł powtarzać:
– Ludzi przybywa, a ziemi nie przybywa, dlatego ceny nieruchomości rosną. Muszą rosnąć.
Pierwsze pęknięcia w tym schemacie dostrzegł Tom już na początku swego pobytu w Kalifornii. W ciągu trzech pierwszych lat, rzekomo z powodu wzrostu wartości nieruchomości, podatek od nieruchomości Toma podniesiony został prawie o 70 procent. I chociaż w 2009 roku, z powodu kryzysu, został obniżony o ok. 15 procent, to i tak kosztował rodzinę Toma ponad 1100 dolarów miesięcznie! Równocześnie w tarapaty wpadła firma, w której pracował. Miał do wyboru zwolnienie, albo pracę na pół etatu. Wybrał to drugie.
Tak oto, niemal z dnia na dzień, na szyi Toma zacisnęła się pętla niewypłacalności. Do wspomnianych 1100 dolarów miesięcznie, dochodziła bowiem pożyczka hipoteczna – 1700 dolarów miesięcznie, spłata pożyczki studenckiej żony (700 dolarów), szkoła dzieci (1000 dolarów), raty za samochody (900 dolarów), ubezpieczenia i karty kredytowe (500 dolarów). A gdzie koszty utrzymania, ubranie, paliwo, wyjście do restauracji, wakacje, czy dobra książka? Coraz częściej zdarzało mu się spóźnić ze spłatami kredytu. Próbował dom sprzedać, ale nie było chętnych. Pertraktował z bankiem korzystniejsze warunki – bez powodzenia. Jesienią 2009 roku został postawiony w upadłość, a rok później stracił dom na foreclosure.


Mit prysł

Dom, ta rodzinna twierdza, powód do dumy, stał się dla Toma i milionów innych Amerykanów grobem ich marzeń.
Amerykańskie nieruchomości, które miały być „symbolem dostatku”, „azylem wolności”, „inwestycją lepszą od złota”, straciły w ciągu ostatnich 3-4 lat do 80 procent swej wartości. Nazajutrz po eksmisji, 30 listopada 2010 roku, Tom przełknął ślinę goryczy, sprzedał wszystkie wartościowsze przedmioty, spakował resztę do samochodów i wyruszył w świat.
Amerykańskie media donoszą o podobnych działaniach wielu młodych ludzi. „Wall Street Journal” stworzył nawet dla tego ruchu osobny termin: „nowa mobilność”. Młode małżeństwa sprzedają swoje meble, szkło, obrazy, porcelanę i wyjeżdżają w świat. Często daleko poza Stany Zjednoczone. Tom ma w planach osiedlić się w Panamie, gdzie jeden z jego przyjaciół szkolnych stworzył szkołę biznesu.
Miliony ludzi przysięgają sobie, że już nigdy nie dadzą się nabrać na mit drobnomieszczańskiego stylu życia. Nie chcą przekonać się, że uwierzyli w coś, co okazało się tragicznym złudzeniem. Tom nie chce słyszeć o własnym domu. Chyba, że mu go ktoś sprezentuje. Nowym sensem życia dla niego i innych zwolenników „nowej mobilności” stały się wartości, w tym najważniejsza z nich: życie godne, a nie godziwe. Ci ludzie inwestują w siebie. Tom rozpoczął intensywną naukę hiszpańskiego, czyta klasyków, słucha muzyki. Wciąż pracuje w firmie software’owej, ale szykuje się do zasadniczej zmiany; chce być wolnym, żyć bliżej ludzi, uczestniczyć w ich aspiracjach i działaniach, a przede wszystkim nie zamykać się w twierdzy, która jak za dotknięciem różdżki politycznych cyników, może rozpaść się w proch pociągając za sobą wysiłek pokoleń. Wystarczy im to, co można spakować do kilku walizek i bagażnika.
Ludzie przestali dostrzegać sens w życiu na kredyt, ciągłym ciułaniu i noszeniu oszczędności do banku, który później bez zmrużenia oka wszystko skonfiskuje. Ameryka przestała być dla nich ziemią obiecaną, stając się ziemią przeklętą. Równocześnie coraz mniej jest miejsca na tradycyjne wartości średniego pokolenia Amerykanów, takie jak dorabianie się, przedsiębiorczość, kariera, biznes, start-up, wiara, sukces, samowystarczalność. Ten naród przedsiębiorczych pionierów, zamiast tworzyć konsumuje; zamiast walczyć poddaje się bez sprzeciwu. Banki duszą się od przejętych nieruchomości, których – mimo dramatycznie niskiej ceny – prawie nikt nie chce kupować. Na rynku kredytowym rekordowo niskie oprocentowanie, lecz inwestorów gotowych skorzystać z takiej okazji niewielu. Jim Cramer, autor popularnej audycji telewizyjnej Mad Money na CNBC zastanawia się co zrobić, żeby ludzie przestali „czekać na mannę z nieba” i zaczęli chcieć. Mnożą się programy motywacyjne; konserwatywny kongresmen Ron Paul namawia do walki z FED, jego syn Rand zachęca, by amerykańscy producenci przenieśli swe fabryki z Chin z powrotem do USA, Glen Beck z Fox News z okazji stulecia urodzin Ronalda Reagana apeluje do patriotyzmu i ducha pionierów, ale Toma i jego rówieśników ta czcza gadanina mało obchodzi. Nie chcą ciułania, dorabiania się, inwestowania, odkładania na emeryturę itp. Już nie wierzą w skuteczność systemu. Po co sobie odmawiać, skoro i tak nasz majątek padnie łupem cwaniaczków z Wall Street i hochsztaplerów z Białego Domu.
I co będzie z tą Ameryką? Co się stanie z gospodarką, gdy ludziom przestanie zależeć na domach, samochodach, meblach, ciuchach, czy innych dobrach materialnych? Zburzą istniejący system wartości, czy po prostu będzie to koniec naszego świata. Odpowiedź na to pytanie jest o tyle ważna, że przykład Ameryki jest zwykle zaraźliwy.

 

Tags: na drugi rzut oka