|
Hodowca Drobiu
|
|
Wpisany przez Piot Lisiecki
|
26 marca 2008 odbyła się konferencja szkoleniowa na temat: „Nowe surowce i technologie stosowane w produkcji pasz oraz aktualna sytuacja w polskim przemyśle paszowym“. Organizatorami były Instytut Zootechniki PIB w Balicach koło Krakowa (gospodarz szkolenia) i Polski Związek Producentów Pasz. Zgodnie z przewidywaniami górę wzięła refleksja nad „aktualną sytuacją w polskim przemyśle paszowym“. Po prostu staraniem polskich i unijnych polityków czeka naszą branżę wiele niekorzystnych zmian. Prywatny biznes nie znosi próżni i dlatego przygotował gotowe rozwiązania problemów, jakie sprawiają nam politycy.
Owe rozwiązania przedstawiono w części „nowe surowce i technologie“. Kilka jest wielce obiecujących, bo pozwala skarmić zwierzętami produkty uważane do dziś za odpadowe. Inne pozwalają wyciągnąć więcej z tego, co już dziś używamy. Być może też czeka nas mała rewolucja surowcowa, jeśli na rynek powróci zapomniana dziś śruta arachidowa. Jak wspomniałem dużo dyskutowało się o zmianach w prawie paszowym, czemu trudno się dziwić, bo uczyniono branży paszowej wielką krzywdę zakazem stosowania surowców z roślin genetycznie ulepszanych. No niestety, Diarrhoea intelectus (biegunka intelektualna) powoduje, że boję się w ogóle używać słowa „genetyczny“. Doszło do tego, że niedługo dzieci na podwórku będą się obraźliwie przezywać „Ty genetyku“. Uczestnicy konferencji mogli się również zapoznać z ofertą dla laboratoriów firmy FOSS. Można było z bliska przyjrzeć się pracy analizatora jakości surowców, działającego z wykorzystaniem NIR (Near InfraRed - bliska podczerwień). Jego zaletą jest stosunkowo przystępna cena, szybki wynik i właściwie brak kosztów wykonania badania (tyle co „za zużyty prąd“). Prostota obsługi wystawianego urządzenia powoduje, że nawet ja mógłbym się jej nauczyć w kilka minut. Porażająca jest natomiast niska frekwencja na tego typu spotkaniach. Tak jakby problem zakazu GMO zupełnie nie dotyczył ogromnej przecież branży. Zupełnie nie mogę tego zrozumieć, że obracające ogromnym kapitałem firmy nie mogą wyasygnować 150 zł + koszt przejazdu i wysłać choćby jednego pracownika, żeby wziął udział w ważnym szkoleniu. W rezultacie głos na ten temat zabierają pracownicy nauki, urzędnicy państwowi, nawiedzeni ekolodzy czy dziennikarze (dyletanci jak ja) zamiast ludzi żyjących z produkcji pasz. To oddanie walkowerem pola do debaty jest w moim przekonaniu głównym powodem tak łatwego wprowadzania zakazów krępujących swobodę działalności gospodarczej paszowców. Symboliczny koszt udziału zwróci się choćby dzięki temu, że nadstawimy ucha co słychać u konkurencji. Naprawdę jestem tym szczerze zniesmaczony. Tym bardziej, że na szkoleniach poświęconych dotacjom z EU są zawsze pełne sale. Co może oznaczać, że już nie chcemy się uczyć, jak coś zrobić samemu, tylko jak żebrać o dotacje. Jeśli tak jest, to znaczy, że mentalność niewolnicza homo sovieticus zwyciężyła.Tags: pasze , publicystyka , reportaż
|