|
Szanowna redakcjo!
Jestem młodym rolnikiem, planuję rozwój swojego gospodarstwa, ale niestety napotykam na swojej drodze wiele problemów. Dostałem po rodzicach gospodarstwo – postawiłem na rozwój i planuję budowę dwóch tuczarni w Będzyminie gm. Żuromin na działce po moich dziadkach. Od początku 2010 roku przygotowywałem razem z firmą budowlaną raport środowiskowy i badałem wpływ takiej chlewni na środowisko. Taki raport złożyłem wraz z innymi dokumentami do Urzędu Miasta i Gminy Żuromin.
Postępowanie toczyło się rok – w tym czasie powstał protest rolników w miejscowości, obok której ma powstać chlewnia – tj. 0,5 km od wsi. Protestują, ponieważ nie chcą chlewni obok wsi. W 2011 roku dostałem pozytywną decyzję środowiskową z Wydziału Ochrony Środowiska w Warszawie – stwierdzono, że budowa dwóch chlewni nie będzie zagrażać ludziom, środowisku ani zwierzętom. Otrzymałem również pozytywną opinię z Sanepidu. Burmistrz Żuromina jednak wydal negatywną decyzję uzasadniając ją protestem ludzi. Odwołałem się do Wojewódzkiego Sejmiku Odwoławczego – uchylono decyzję burmistrza i przesłano do ponownej analizy – uzasadniając, że chlewnie nie będą szkodzić ludziom i że nie wzięto pod uwagę opinii Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Warszawie i Sanepidu. Do sprawy dołączyło się jako strona Stowarzyszenie Prawników Ochrony Środowiska. Sprawa toczy się nadal i czekam na decyzję burmistrza. Pytam się, gdzie jest sprawiedliwość i prawo, dlaczego społeczeństwo stwarza problemy, dlaczego nie chce, aby rolnictwo w Polsce się rozwijało. Dodam, że każdy z tych protestujących ma po 50 świń. Sądzę, że boją się konkurencji. Moje chlewnie mają pozytywne opinie z Wydziału Ochrony Środowiska i Sanepidu, a ja dalej nie mogę budować... Problem dużych ferm na tych terenach stał się bardzo modny, nagminnie przeszkadza się młodym hodowcom w rozwijaniu swojego gospodarstwa. Chlewnie, które chcę wybudować mają być jednymi z najnowocześniejszych w naszym kraju z ogrzewaniem ziemnym, odzyskiem ciepła – tym samym ekologicznym ogrzewaniem budynków w czasie zimy. Budynki są zaprojektowane na 2 tys. sztuk każdy. W przyszłości planuję dobudować małą biogazownię do tych budynków. Na rynku spada ilość świń, cena mięsa idzie w górę. Aby sprostać podaży musimy zwiększać import świń a blokujemy możliwość rozwoju własnych gospodarstw, tak aby mogły konkurowały z zachodnimi i by istniała stabilizacja na rynku trzody chlewnej. Zdecydowałem się przesłać ten list do redakcji w nadziei, że trafi on do osób protestujących, którzy jeszcze raz przemyślą swoją decyzję. Rozwój mojego przedsiębiorstwa nie zagrozi ich rodzinnym biznesom, wręcz przeciwnie dołoży swoją cegiełkę do zahamowania dalszego spadku pogłowia, a tym samym obniży import świń z innych krajów. Liczę na wydanie pozytywnej opinii w sprawie budowy fermy.
Jarosław P. Tuż przed oddaniem czasopisma do druku dowiedzieliśmy się, że p. Jarosław P. zrezygnował z budowy chlewni. Trudności jakie napotykał były nie do przeskoczenia. Pomimo wydania pozytywnej opinii przez burmistrza Polskie Stowarzyszenie Prawników Ochrony Środowiska jako strona w sprawie odwołała się od tej decyzji do Samorządowego Kolegium Odwoławczego umieszczając stek bzdur w odwołaniu – opowiada redakcji p. Jarosław. Nie widać końca sprawy. To odwołanie i tak długi okres postępowania mimo pozytywnych opinii sprawiło, że plan budowy chlewni legł w gruzach i hodowca nie ma zamiaru już budować. Planuje natomiast rozwinąć gospodarstwo w innym kierunku. Polska to kraj, gdzie nie można rozwijać się i wzbogacać dobrostanu rolnictwa – twierdzi p. Jarosław. – Tu rolnik musi być głupi i biedny. W Polsce rolnik musi poświęcić około 5 lat na prawne potyczki, by udowodnić, że ma dobre zamiary i że chce się rozwijać – a w tym czasie bankrutuje. Pozostaje więc zmienić kierunek produkcji. Mam nadzieję, że moja przygoda z budową chlewni da ludziom do myślenia. Za 10 lat okaże się, że nie mamy już polskiej zdrowej wieprzowiny. Ludziom śmierdzi chlewnia, lecz jedzenie już nie i ich własne świnie we własnym gospodarstwie też nie. Ja się poddałem. Wygrała biurokracja i brak odpowiedzialności urzędników, prawników i złośliwość ludzka. W tym kraju najlepiej jak się jest bezrobotnym i nic się nie robi, tylko czeka na gotowe. Budowa chlewni w Polsce to mur nie do przeskoczenia – jeśli nie kupi się starej, to o nowej można tylko pomarzyć – co z tego, że są dofinansowania, że są kredyty preferencyjne, jak nie można przeskoczyć biurokracji i zawsze ktoś stanie na drodze, a wtedy to trwa latami. Gdyby jednak jakiś rolnik zdecydował się na budowę nowej chlewni, to chętnie pomogę i doradzę, gdzie i jak się odwołać, co pisać i gdzie składać dokumenty.
Jarosław P. Kontakt z p. Jarosławem przez redakcję
|