|
Mam bardzo złą opinię o wszelkiego rodzaju „obrońcach zwierząt”. Uważam ich za ludzi... powiedzmy nierozsądnych. Chciałem napisać wariatów, ale być może w czasach politycznej poprawności jest to już słowo zakazane, jak Murzyn czy Cygan. Dostajemy do Redakcji listy od takich nawiedzonych. Ostatnio zwróciła się do nas p. Bogumiła Folman – Polska Fundacja Ochrony Zwierząt. Korespondencję od niej drukujemy w ramce.
Póki co, nasz kraj ma dużo szczęścia i ruchy obrońców zwierząt nie mają zbyt dużo do powiedzenia. Myślę, że za sprawą chłopskich korzeni dużej części naszego społeczeństwa, które to korzenie dość mocno łączą Polaków ze zdrowym rozsądkiem. Nauka zna jednak przypadki, gdy roślina przeniesiona na nowy, obcy grunt zaczyna się wyradzać. Choć jest niegroźna a czasem nawet pożyteczna w swoim naturalnym środowisku, to w nowym miejscu zaczyna szkodzić. Tak było w przypadku np. Kudzu* czy Barszczu Sosnowskiego.** Tak też stało się w przypadku Janusza Wojciechowskiego.*** Ten dość rozsądnie wypowiadający się polityk z chłopskiej partii dał się obrońcom zwierząt wmanewrować w głupią awanturę w wydumanej i właściwie nie istniejącej sprawie. Po co mu to było? Nie wiem. Może chciałby rozszerzyć krąg wyborców przed kolejnymi wyborami do Parlamentu Europejskiego? List jaki dostaliśmy od p. Folman jest podpisany nazwiskiem byłego prezesa NIK. W jego treści zupełnie nie mogę znaleźć typowego dla p. Wojciechowskiego zdrowego rozsądku. Raczej objawy ADHD (Attention Deficit Hyperactivity Disorder) czyli zespołu nadpobudliwości psychoruchowej, jaki dotyka wszystkich polityków, gdy idą wybory i niektóre dzieci. Muszą coś robić, gadać, kręcić się, pisać raporty itd. ****
Przyjrzyjmy się szczegółom: W p. 1 (zob. ramka) napisano „ten ważny dokument”, co u znających uprawnienia PE wywołuje rozbawienie. Wszystko, co robi PE zdaje się psu na buty, bo tek klub gaduły nie ma praktycznie żadnych uprawnień. Ale niechby tam – Polak będzie sprawozdawcą, jest jakiś sukces. P. 2 Wnioskuję z życiorysu posła Wojciechowskiego, że należy do tej samej cywilizacji co ja. Moja zaś cywilizacja oparta jest na 3 filarach: chrześcijaństwie, antyku i folklorze lokalnym. Na „eksploatacji zwierząt” oparta jest natura – w łańcuchu pokarmowym zwierzęta stanowią większość jego ogniw. Moja cywilizacja próbuje okiełznać naturę zgodnie z biblijnym zaleceniem „Czyńcie sobie ziemię poddaną” (Rdz 1, 28). Oczywiście, że zabijamy miliardy zwierząt, bo musimy zaspokoić głód i chronić się ich skórami od zimna. Zmiana od czasów jaskiniowych jest jednak ogromna. Człowiek nie poluje na dzikie zwierzęta, a celowo je rozmnaża i hoduje. Dba o nie, karmi, leczy, zapewnia jak najlepsze warunki, bo tylko zwierzęta w dobrej kondycji przynoszą dochód hodowcy. Teza postawiona w tym punkcie jest z założenia fałszywa – człowiek nie po to utrzymuje zwierzęta, żeby zadawać im cierpienia. Jest wprost odwrotnie – człowiek stara się minimalizować cierpienie zwierząt, bo to przynosi mu korzyść.
 P. 3 zawiera konfabulację. To co dzieje się w rzeźniach nie jest żadną tajemnicą. W rzeźniach dokonuje się uboju zwierząt i rozbioru ich mięsa na części służące dalszemu przetwórstwu. To, że nie każdy może tam wejść i sobie popatrzeć, wynika po prostu z zaleceń sanitarnych. Wycieczki gapiów mogłyby zawlec na teren – zakładu produkującego w końcu żywność – jakieś groźne bakterie. Zaręczam wszystkich Czytelników, że nigdy nie spotkałem się z odmową wpuszczenia do rzeźni. Oczywiście są pewne obostrzenia. Gdzieś tam musiałem zrobić badania, wszędzie musiałem włożyć strój ochronny. Często też musiałem brać prysznic, co dla wielu Polaków – sądząc po zapachach w autobusach – jest poważnym wyzwaniem. Oczywiście też widoki w rzeźni nie są dla ludzi o słabych nerwach. Ale tu wkraczamy w subtelności ludzkiej wrażliwości. Mogę spokojnie zrobić reportaż z wizyty w rzeźni, ale nie mogę oglądać w telewizji programów o chirurgii plastycznej. Moja żona odwrotnie. A np. część mężczyzn nie jest w stanie asystować przy porodzie własnego dziecka. Mdleją i już. Mogliby zatem spokojnie napisać parafrazując: To co się dzieje na porodówkach, osnute jest tajemnicą. Jest jednak odrobinę prawdy w tym co pisze p. Wojciechowski. Zdarzają się przypadki zwykłej głupoty pracowników zakładów mięsnych. Mają one charakter incydentalny, a nie systemowy. Podobnie jak fala w wojsku czy szkołach, albo przemoc w rodzinie. Wszyscy związani z produkcją zwierzęcą wiedzą, że stres u zwierząt tuż przed ubojem psuje smak mięsa. Wydziela się wówczas kortyzol, zwany hormonem stresu. Podobnie wszelkie zranienia czy złamania powodują wewnętrzne krwotoki i sinienia, obniżając jakość surowca. „Szokujące informacje, jak ta o świniach, niedobitych i żywcem wrzucanych do wrzątku” mówią tylko o niedopatrzeniu, głupocie i lenistwie. Podobnie jak „szokujące filmy, pokazujące krowy z połamanymi nogami, wywlekane łańcuchami z samochodów”. Nigdy nie słyszałem o takiej technologii uboju, która stosuje łamanie nóg u krów. Opisywany przypadek musi mówić o zranieniach w czasie transportu. Krowy jadą na ubój ciężarówkami, które muszą jechać dziurawymi drogami, bo budowy dróg blokują ekolodzy i obrońcy zwierząt. Można by więc postawić wniosek, że za połamanie nóg krowom w czasie transportu drogowego winni są ekolodzy. I „przyszedł czas, żeby się z tą wiedzą zmierzyć”. Nasza cywilizacja, wyrosła na fundamencie chrześcijaństwa, nie uznaje składania ofiar ze zwierząt. Ofiara Chrystusa, Syna Bożego przewyższa wszystkie inne ofiary. Występują jednak w Europie religie, które praktykują rzeź rytualną w dość wymyślny i bolesny dla zwierząt sposób. Z tą wiedzą, jakoś Janusz Wojciechowski, zmierzyć się nie chce.
 Jeszcze uwaga o ludzkim, bezmyślnym okrucieństwie. Jest ono, niestety, wpisane w ludzką naturę. Od zawsze zdarzały się jednostki pełne okrucieństwa, którego nie da się zrozumieć. Nasza cywilizacja radziła sobie z nimi dość skutecznie poprzez karę śmierci. Najwyższy wymiar kary uwalniał społeczeństwo od zwyrodnialca, dawał pewność, że nie popełni już nic złego. Uwalniał też populację od jego genów. Innym potencjalnym złoczyńcom dawał przestrogę, że stryczek może spotkać i ich. Jednak współczesna Europa wyrzekła się kary śmierci i będzie obserwować wzrost okrucieństwa i bestialstwa. To pewnik wynikający nie z moich przekonań, ale z praw cybernetyki i genetyki. O p. 4 i 5 mógłbym napisać kolejną stronę. Pisanie, co jesteśmy winni zwierzętom, a co ludzkiemu gatunkowi, oraz co degraduje nas moralnie, wolę jednak zobrazować kilkoma obrazkami. Uwaga!!! Są to znalezione w internecie bardzo drastyczne zdjęcia aborcji. Aborcja jest „na poziomie unijnym” nie tylko dozwolona, ale w dodatku kraje, które się nie poddają proaborcyjnym naciskom (jak Polska i Irlandia) są przez unijnych polityków piętnowane. Po ich obejrzeniu słowa posła Wojciechowskiego „Zróbmy przynajmniej tyle, żeby czas zabijania nie był czasem bezmyślnego okrucieństwa” wydają się ponurym żartem. Natomiast zdanie „Od okrucieństwa wobec zwierząt tylko krok, albo już pół kroku do okrucieństwa wobec ludzi” to zwykłe stawianie sprawy na głowie. To okrucieństwo wobec ludzi, zwłaszcza tych zupełnie niewinnych i bezbronnych, bo nienarodzonych, pozwala być również okrutnym wobec zwierząt. Podobnie jak brak kary adekwatnej do czynów najbrutalniejszych zwyrodnialców. Jak w przypadku morderców Anny Dybowskiej, wyrzuconej dla zabawy z pociągu przez Artura Foltyna i Dariusza Mioduskiego. I jak w przypadku belgijskiego pedofila – seryjnego mordercy Marca Dutroux. Piotr Lisiecki ______________________________________________ P. S. Pani Folman napisała do nas, że zależy jej na dyskusji w tej sprawie. Nam również, choć wyznajemy pogląd zgoła odmienny. Polecamy zatem nasze Forum. Szukajcie wątku pod tym samym tytułem, co niniejszy artykuł.
Tags: felieton , obrońcy zwierząt
|