Copyright 2019

Piotr Lisiecki

Imprezy integracyjne dla klientów to zwykła praktyka działań PR dużych firm. Dla wielu to rutynowy sposób nawiązywania bliższych i bardziej osobistych relacji z odbiorcami. Publikujemy sprawozdania z takich spotkań również rutynowo. Rzadko jednak mamy możliwość napisać o okrągłym jubileuszu – jubileuszu 20 lecia. A takie właśnie wydarzenie miało miejsce na początku wakacji w Iławie.



20 lat temu, na początku przemian ustrojowych w Polsce, powstała firma GRELAVI, jako spółka-córka francuskiej grupy GRELIER. Wspomnieć tu wypada osobę ś.p. Josepha Grelier, założyciela grupy we Francji. Jego postać mimo wielu lat, jakie minęły od jego śmierci, wciąż jest z sentymentem wspominana wśród polskich hodowców indyka. W początkowym okresie działalność GRELAVI ograniczała się do importu piskląt z Francji. Jednak już w 1997 roku polskim fermom oferowano pisklęta lężone w polskiej wylęgarni, z jaj zniesionych na polskiej fermie reprodukcyjnej. Od trzech lat firma stanowi część holdingu Hendrix Genetics (Holandia).
    Te oficjalne wydarzenia z historii GRELAVI, a także całą masę mniej oficjalnych lub wręcz frywolnych wspomnień, mieli okazję usłyszeć uczestnicy uroczystego balu jubileuszowego zgromadzeni 5 lipca 2014 w luksusowym Grand Hotel Tiffi nad Jeziorakiem w Iławie. Gospodarzem uroczystości (z pomocą profesjonalnego konferansjera i zespołu muzycznego) był mówiący coraz lepiej po polsku Jean-Claude Dalle. Oczywiście oprócz wspomnień były okolicznościowe przemówienia, prezenty i wyróżnienia. Zapewne najatrakcyjniejsze prezenty przywiózł przedstawiciel nowego właściciela grupy GRELIER, p. Antoon van den Berg* (HENDRIX GENETICS). Są to wycieczki do Amsterdamu dla hodowców od lat kupujących pisklęta z GRELAVI. Amsterdam słynie z wielu, zakazanych gdzie indziej, atrakcji, zatem żartobliwych domysłów, jak nagrodzeni będą się bawić na wycieczce, nie brakowało do końca imprezy.
    W czasie oficjalnych przemówień nie brakowało wątków osobistych. Dlatego uczestnicy mogli dowiedzieć się m.in., która z hodowczyń częstuje najlepszym ciastem, a która najsmaczniejszym obiadem. Obie panie są w środowisku dobrze znane, ale nie możemy opublikować ich nazwisk z obawy, że wszyscy sprzedawcy zaczną masowo odwiedzać ich fermy.
    Gdy wszystkie oficjalne i mniej oficjalne wystąpienia dobiegły końca, a nagrody, wyróżnienia, dyplomy, kwiaty i prezenty trafiły w odpowiednie ręce, przyszedł czas na gwiazdę wieczoru. Jubileusz 20-lecia GRELAVI uświetnił swoim występem – weterynarz z wykształcenia – Robert Janowski. Większość z nas zna go z teleturnieju „Jaka to melodia?”. Na żywo dał się poznać jako bardzo ciepły i kontaktowy człowiek, bez sztucznego dystansu i gwiazdorzenia. Być może sprawiło to wykształcenie p. Janowskiego, a być może doskonała atmosfera zabawy, jaką wytworzyli gospodarze. Po minirecitalu rozegrano turniej „Jaka to melodia?” z udziałem uczestników jubileuszowego balu. Oczywiście prowadził Robert Janowski. Do ostatniej rundy trwała zażarta rywalizacja, pełna niespotykanych w telewizyjnej wersji teleturnieju zwrotów akcji i podpowiedzi kibicującej publiczności. Wierzcie czy nie – klienci i współpracownicy GRELAVI znają się równie dobrze na muzyce, jak na hodowli indyków.
    Czas na dobrej zabawie szybko upływał, trudno więc się dziwić, że impreza trwała do białego rana. Nie można zakończyć relacji z balu nie wspominając o onieśmielająco wykwintnych potrawach serwowanych gościom. Ale to w przypadku francuskiej firmy nie powinno być zaskoczeniem. Co do trunków zaś, to gospodarze obficie czerpali zarówno z tradycji francuskiej jak i polskiej. Kto był, ten wie o czym mowa – kto nie był, niech żałuje.
    Redakcja Indyka Polskiego życzy całemu zespołowi GRELAVI kolejnych dekad owocnej działalności, a ich klientom i współpracownikom zadowolenia ze wspólnej pracy.

*exclusive
Specjalnie dla Indyka Polskiego z Antoonem van der Bergiem rozmawia Piotr Lisiecki


PL:    Jak ocenia Pan sytuację na polskim rynku drobiarskim?
AB:    W roku 1990, gdy runął Mur Berliński i nastało uwolnienie rynków między Wschodem i Zachodem, byłem przekonany, że kraj taki jak Węgry będzie się rozwijał szybciej, natomiast kraj taki jak Polska wolniej. Ale się myliłem. W tamtym czasie inwestowaliśmy na Węgrzech a nie w Polsce, a tymczasem Polska rozwija się znacznie lepiej. Widzimy dziś, że Polska dokonała dużego postępu wykorzystując położenie między Wschodem a Zachodem, swoją rolniczą kulturę i konkurencyjność. Produkcja zwierzęca wciąż rośnie, co akurat jest dobre dla nas. Więc kupiona przez nas w 2011 GRELAVI również radziła sobie dobrze, rozwijając się wraz z rynkiem. Widzimy również rozwój w innych obsługiwanych przez nas sektorach. Obecnie szukamy możliwości wzmocnienia naszej pozycji w zakresie niosek i świń, równocześnie inwestujemy w sektor ryb (pstrągi). Mamy bardzo pozytywne doświadczenie z rynku polskiego.

PL:    Skąd decyzja o zakupie Grupy GRELIER? Czy to ze względu na GRELAVI (GRELAVI to spółka-córka GRELIER – przypis redakcji)?
AB:    Nie (uśmiech), zdecydowaliśmy się kupić GRELIER Francja jako główny cel biznesowy. Prowadzimy obecnie działania zarówno we Francji jak i w Polsce, poznając coraz lepiej uwarunkowania wewnątrz obu firm. Z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że GRELAVI zaskoczyło nas bardzo pozytywnie. Radzono sobie w Polsce dobrze i po zmianie właścicielskiej pozytywny trend się utrzymuje a nawet wzmacnia. To również pozytywnie nas zaskoczyło. GRELAVI ma profesjonalny, dobrze zmotywowany zespół.

PL:    A jak idą interesy we Francji?
AB:    No cóż, Francja to potężny zintegrowany rynek drobiarski, a francuska część grupy GRELIER jest oczywiście znacznie większa niż polska. Sytuacja na rynku francuskim jest dość skomplikowana i przestaje być on konkurencyjny. To ciągłe wyzwanie dla nas, ale radzimy sobie nieźle rozwijając się zarówno lokalnie, na rynku we Francji, ale głównie w zakresie eksportu piskląt i jaj wylęgowych.

PL:    Kiedy zmarł p. Grelier senior dochodziły nas głosy o kłopotach zbudowanej przez niego firmy.
AB:    Joseph Grelier był silną osobowością i podporą swojego biznesu. Gdy odszedł, mniej lub bardziej
niespodziewanie, w roku 2003 jego następcy nie mieli tak silnej osobowości i motywacji. Firma pozostawała w stanie dryfowania przez
następną dekadę. Ale to wciąż było bardzo mocne i duże przedsiębiorstwo. Więc kiedy stało się częścią naszej grupy i gdy doszło do pełnej integracji, odzyskało potencjał, co znalazło odzwierciedlenie w dobrym rozwoju od tamtego czasu. Połączyliśmy doświadczenia naszych firm i to dało dobrą kombinację. Muszę jednak podzielić się smutną refleksją, że gdyby Grelier senior żył dłużej, założony przez niego biznes rozwijałby się dalej. Gdy go zabrakło, nastała stagnacja.

PL:    Z okien naszej Redakcji widać budynek wylęgarni w Nagladach, zbudowanej niegdyś przez firmę Lecha Gizelbacha. Po dramatycznych okolicznościach ostatecznie ten obiekt przeszedł w ręce GRELAVI. Czy macie jakieś plany wobec tej wylęgarni?
AB:    Dobre pytanie, które również sobie stawiamy. Kiedy kupiliśmy GRELAVI, wylęgarnia w Nagladach była prawie unieruchomiona, a rozwijano wylęgi w Kętrzynie. Dużo zainwestowaliśmy w 2012 by osiągnąć w Kętrzynie najwyższy poziom jakości wylęgów. Wykorzystujemy ekonomię skali,
by osiągnąć lepszą jakość przy niższych kosztach, koncentrując wszystkie wylęgi w jednym miejscu. Ale nasza firma prowadzi wiele różnych aktywności i rozważamy rewitalizację zakładu w Nagladach. W grę wchodzą wylęgi niosek na potrzeby rynku polskiego i Europy centralnej, jako część programu rozbudowy naszej czeskiej filii INTEGRA. Więc potwierdzam: Tak, mamy plany względem Naglad.

PL:    Dziękuję za rozmowę i życzę dobrej zabawy na jubileuszowym balu.