|
Sprowokowani nieuczciwością (wręcz kłamstwem), cwaniactwem, „terrorem” i zmową cenową, nierównym traktowaniem, zmonopolizowanymi działaniami wobec nas hodowców postanowiliśmy podzielić się z państwem naszą analizą tych zjawisk oraz wnioskami, a także służyć radą. Mamy nadzieję, że artykuł ten wywoła nie tylko dyskusję, lecz wręcz pozwoli na obronę przed „skubaniem”. Liczymy skrupulatnie swoje efekty i możliwości ekonomiczne opierając się na cennikach pasz i żywca. Kto nas skubie?
Zacznijmy od pasz (70-85% naszych kosztów). Chcąc porównać ze sobą konstrukcje cenników pasz w poszczególnych kolejnych latach dokonaliśmy przeliczenia cen pasz w kolejnych latach rodzajów do paszy nr 3 i wyraziliśmy to w procentach.


Dokonaliśmy zestawienia w tabeli nr 1 i diagramie nr 1. I tak np. w rubryce 2 tabeli 1 IBI 2 to 109,38% w stosunku do IBI 3 (1125 zł/t: 1120 zł/t x 100% = 109,38), a IBI 4 to 94,20% w stosunku do IBI 3 (1055 zł/t: 1120 zł/t x 100% = 94,20%). Takie zestawienie względem pasz nr 3 (praktycznie jest to pierwsza pasza w tuczu) pozwala na uwidocznienie polityki cenowej producentów pasz.


Zestawienia dokonaliśmy na podstawie cenników WIPASZ (konstrukcja cenników innych producentów pasz jest podobna) oraz aktualnego cennika z rynku niemieckiego. Skoncentrujmy się na paszach 3, 4, 5, i 6 (największe spożycie). Jak widać na diagramie nr 1 brutalna wobec hodowców polityka cenowa zaczęła się od 2007 r. Wytwórnie pasz doprowadziły do nadmiernego „spłaszczenia” cen – zbyt małych różnic cenowych pomiędzy poszczególnymi rodzajami pasz – spowodowanego przede wszystkim chęcią zwiększenia zysków. Spłaszczenia cen nie da się wytłumaczyć poziomem cen komponentów składu surowcowego pasz bądź innym składem, bo przecież mamy takie same atesty (świadectwa jakości) na paszę od wielu lat.


Proporcje pomiędzy poszczególnymi rodzajami pasz powinny być zachowane – czyli takie jak do 2006 r (tab. 1, rubryka 5). Potwierdza to cennik niemiecki z 2010 r., co widać w tab. 1 i diagramie 1 – ceny na rynku niemieckim (rubryka 13) zachowują taką samą proporcję jak ceny WIPASZ do 2006 r. (rubryka 5). Porównanie to pozwala na stwierdzenie, że od 2007 r. pazerność producentów pasza znacznie wzrosła. Zwiększone zyski przeniesiono na pasze, których kupujemy najwięcej.



 

 




 I tak jeżeli przyjmiemy, że zysk wytwórni pasz w % dla poszczególnych rodzajów pasz do 2006 r. był taki sam, i że IBI 3 kosztuje obecnie 1288 zł/t, a zysk wynosi dla IBI 3 tylko 3%, to jest 38,60 zł/t, to na podstawie naszych wyliczeń zestawionych w tabeli 1 można z dużą dokładnością obliczyć, że zysk dla paszy IBI 4 wyniesie 66,40 zł/t, dla paszy IBI 5 100,3 zł/t, a dla IBI 6 wyniesie 125,40 zł/t. Powyższe ilustruje diagram Nr 2. Gdyby zysk był na tym samym poziomie dla poszczególnych rodzajów pasz, to pasze IBI 4, 5 i 6 byłyby znacznie tańsze w stosunku do IBI 3, np. IBI 4 byłaby tańsza o 27 zł/t, IBI 5 tańsza o 62 zł/t, a IBI 6 tańsza o 87zł/t – zestawiono w tabeli nr 2.














Obecna konsytuacja cenników – poziomy cen pasz – nie pozwala na prowadzenie tuczu do wysokich mas ciała np. indyczki BIG 6 powyżej 8 kg/szt. i indorów BIG 6 powyżej 17,5 kg. Gdyby cenniki pasz były tak skonstruowane jak wyliczyliśmy, to negatywne skutki ekonomiczne (spadek zysku w miarę wzrostu średniej wagi żywca) w stosunku do bardzo złych dla hodowców cenników skupu żywca (dla ubojni wręcz znakomitych) byłyby znacznie mniejsze. Dziwi nas fakt, że atesty (świadectwa jakości) na pasze są tak ogólnikowe. Firmy nie podają np. jakie zboża wchodzą w skład surowcowy pasz (chodzi między innymi o przyswajalność białka itp., żyto jest wręcz trucizną), jakie zastosowano tłuszcze, oleje itp. Atesty drukowane są jak na powielaczu – są takie same od wielu lat – mimo tego, że każda nowa dostawa (partia) może mieć inny skład surowcowy (inna receptura). Producenci zasłaniają się tajemnicą handlową – a przecież to my płacimy za pasze, a nie za tajemnicę. Zmuszeni jesteśmy do kupowania przysłowiowego „kota w worku”. Ta „zasłona” producentów pasz powoduje, że hodowcy nie mają regresu wobec producentów pasz. Jeżeli producenci w atestach podają, że pasze są wyprodukowane zgodnie z ich normami zakładowymi, to normy te powinny być integralną częścią naszych umów handlowych – tym bardziej, że normy te powinny określać również parametry fizyczne pasz np. „twardość” granulek, wilgotność oraz temperaturę granulacji pasz, a także parametry biologiczne itp. Doprowadzono do takiej sytuacji, że nie mamy żadnych możliwości odbioru jakościowego pasz w momencie dostawy. Nie wiemy nawet w jaki sposób powinny być pobieranej próbki – nikt nas o to nawet nie pyta. My mamy potwierdzić tylko ilość, a nie jakość. Źródłem zakażenia indyków np. Salmonellą może być m.in. pasza (artykuł dr hab. prof. UWM Krzysztofa Lipińskiego „Żywienie jako czynnik ograniczający zakażenie bakteriami Salmonella” – Indyk Polski 1/2007) – nie wspominamy o innych zakażeniach (niejednokrotnie nagminnych). Choroby mogą zostać przeniesione za pośrednictwem paszowozów – nie wiemy nawet kiedy i czy kiedykolwiek były dezynfekowane – a my je przecież wpuszczamy na swoje obiekty. Najważniejszym elementem umów z producentami pasz powinna być konwersja paszy (narastające spożycie paszy/przyrost) dla poszczególnych tygodni i średnia waga indyków (nie mogą być to dane orientacyjne np. ±20%), tak jak to podaje np. Kartzfehn. Producenci piskląt podają bardzo precyzyjnie możliwości genetyczne (przyrosty wagi, spożycie paszy, itp.) – nie biorą tego z powietrza lecz na podstawie faktycznych wyników. Obecnie to nawet nie możemy mieć pretensji do konwersji paszy np. 5 przy wadze 18 kg/szt., gdyż zawsze będzie mowa, że to wina hodowcy, że indyki były chore itp., a nie to, że to właśnie wina jakości paszy. Praktycznie jedynym probierzem tego, czy pasza jest dobra są nasze stada – czy indyki są zdrowe, jakie mają przyrosty, jakie są upadki, a przede wszystkich jakie jest spożycie paszy. Domagamy się nowych zmienionych umów traktujących podmioty gospodarcze równo. Obecne umowy dają prawo tylko producentom pasz. To oni przewłaszczają stada, posiadają nasze weksle itp., wobec producentów pasz hodowcy nie mają żadnego regresu.


Kto jeszcze nas skubie?
Przejdźmy do skupu żywca indyczego. Zacznijmy od konstrukcji cenników i wytłumaczenia dlaczego dokonujemy porównań z cenami z rynku niemieckiego. Otóż na rynku niemieckim skup żywca indyczego odbywa się praktycznie tylko i wyłącznie poprzez różne organizacje producentów mięsa indyczego – podobnie wygląda współpraca z producentami pasz. Jak to widać na wykresach i tabelach, ich organizacje nie pozwalają na „skubanie” producentów żywca indyczego – nie tak jak nas niezorganizowanych. Ich konstrukcje cenników pasz i skupu żywca odzwierciedlają faktyczne koszty – nasze cenniki jak to wynika z ich konstrukcji powstały dla pomnożenia (pazerności) zysków producentów pasz i ubojni. Nawet spółka Farmer nie dba o interesy hodowców – toleruje złe umowy, niewłaściwe i nieuczciwe praktyki ubojni, akceptuje złe konstrukcje cenników skupu żywca i konstrukcje cenników pasz, itp. Właściwie jest to organizacja nieprzydatna dla hodowców, a być może poprzez brak profesjonalizmu nawet bardzo szkodliwa – chroni interesy ubojni i producentów pasz. Spółka Farmer jest wręcz zasłoną dla zmowy cenowej i praktyk monopolistycznych ubojni i producentów pasz. Na wykresach nr 1 do 8 przedstawiamy w jaki sposób skonstruowane są cenniki skupu żywca indyczego. Dokonajmy porównania konstrukcji cenników Indykpolu, Animexu, Łukosza z cennikami z rynku niemieckiego – przedstawiamy to na wykresach od 1 do 8. Porównując wykresy od razu (na pierwszy rzut oka) widać, że cenniki niemieckie są praktycznie liniowe (co 10 dkg), a ceny podawane są w tysięcznych (na fakturze całą wartość można przecież zaokrąglić). Taki wzrost cen (liniowy) w stosunku do średniej wagi jest uczciwy wobec hodowców. Udowodnijmy to na przykładzie konstrukcji cennika ubojni Łukosz (może to być każda inna ubojnia) – wykres nr 7 w porównaniu do jednej z ubojni w Niemczech. Cena skupu żywca indyków według cennika Łukosz w zakresie średniej wagi od 16 do 17 kg/szt. jest taka sama (4,69 zł/kg), w zakresie od 17 do 18 kg/szt. również jest taka sama (4,79 zł/kg), a na rynku niemieckim w tych zakresach jest różnica po 10 gr/kg (wykres nr 8) pomiędzy 16 do 17 kg/szt. i 17 do 18 kg/szt. jest co 10 dkg wyższa cena. Dokonaliśmy porównania konstrukcji cennika skupu indorów z ubojni Łukosz z konstrukcją ubojni niemieckiej w tabeli nr 3. Jak widać w tabeli nr 3 na „schodach” (ceny skokowe a liniowe) ubojnie mogą naszym kosztem zarobić nawet do 2%. Wręcz zdumiewająca jest zmowa cenowa (praktycznie taka sama polityka cenowa wszystkich ubojni – konstrukcje cenników są bardzo podobne – widać to szczególnie po porównaniu rozpiętości cenowych (wykresy 1-8). Dla indyczki w przedziale 8 do 10,5 kg/szt. rozpiętość cenowa dla ubojni Indykpol, Animex, Łukosz wynosi 0 zł, a dla rynku niemieckiego wynosi 24 gr. Natomiast dla indora w przedziale 18 kg/szt. do 20 kg/szt. rozpiętość cenowa (dopłata) dla ubojni Indykpol wynosi 0 gr, dla ubojni Animex wynosi 5 gr., a dla ubojni Łukosz wynosi 7 gr., natomiast dla ubojni niemieckiej wynosi 20 gr.


Już w marcu 2008 roku wystosowaliśmy pismo do firmy Indykpol, w którym udowadniamy, że ze względu na konstrukcje cenników pasz (spłaszczenie cen) dopłata do cen skupu żywca indyczki Big 6 w przedziale 8 kg/szt. do 10,5 kg/szt. powinna wynosić co najmniej 25 gr. W kolejnym piśmie w kwietniu tegoż roku wyliczamy, iż dopłata do cen skupu indora Big 6 niwelująca spłaszczenie cen pasz w przedziale 18 kg/szt. do 20,39 kg/szt. powinna wynosić 23 gr. Porównując te wyliczenia, już w 2008 roku dopłaty niwelujące spłaszczenie cen pasz z rozpiętościami cenowymi skupu żywca z rynku niemieckiego, widzimy, że są one takie same mimo tego, że jak pokazuje to diagram 1 rozpiętości cenowe pasz na rynku niemieckim są znacznie większe (od 5% do 10% dla poszczególnych rodzajów pasz). Dla uświadomienia jak nas „skubią” ubojnie zrobiliśmy zestawienie dla ubojni Indykpol, Animex i Łukosz porównując ich cenniki skupu żywca z cennikami niemieckimi.


Jak wynika z tych tabel ubojnie w prosty sposób cwaniactwem i nieuczciwością, zarabiają na nas dodatkowo do 5,5% na indyczce i do 4% na indorze, mimo tego że ich koszty przy uboju większych indyków maleją praktycznie proporcjonalnie od wzrostu wagi ubijanych indyków. Dla wyliczenia opłacalności produkcji żywca indyczego w zależności od średniej wagi dokonajmy następujących wyliczeń (każdy może wykonać swoją kalkulację na własnych danych – które naszym zdaniem powinny być bardzo podobne do naszych). W tabeli 10 i 11 obliczyliśmy średnią wartość paszy na podstawie cenników producentów pasz Golpasz, Wipasz, Piast i Provimi.


W tabeli 12 i 13 dokonaliśmy obliczenia wartości spożytej paszy dla poszczególnych średnich wag żywca na podstawie faktycznych konwersji paszy osiąganych przez Tompark, przy uwzględnieniu upadków i selektów. Podstawiając ceny pasz z tabeli 10 i 11 wprowadziliśmy dane dla wstawianych 1000 szt. indyków. W tabeli 12 obliczyliśmy wartości spożytej paszy dla indyczki Big 6, a w tabeli 13 dla indora Big 6. Jeżeli chcesz wprowadzić swoje dane, to w rubrykach 8 i 9 wstaw ceny pasz jakie masz obecnie, a jeżeli osiągasz takie wyniki jak Tompark (konwersja), to rubrykę 7 i 11 przemnóż wskaźnikiem np. jeżeli wstawiasz 4500 szt., to wymnóż przez 4,5, a następnie oblicz wartość paszy (rubryka 12). Na podstawie obliczeń z tabeli 12 i 13 wyliczyliśmy „wpływy” (są to pieniądze, które pozostają na pozostałe koszty – poza kosztami zakupu paszy i piskląt – takie jak usługi weterynaryjne, leki, profilaktyka, energia elektryczna, woda, słoma itd.) w zależności od średniej wagi żywca dla indyczki Big 6 w tabeli 14, a dla indora w tabeli 15, biorąc ceny skupu żywca z wykresów od 1 do 8.


Z tabel tych jednoznacznie wynika, że dla indyczki i indora „wpływy” uzyskane przez hodowców na rynku niemieckim (rubryka 22 w tabeli 14 i tabeli 15) w miarę wzrostu średniej wagi rosną. I tak dla indyczki w zakresie 8,0 kg/szt. do 10,5 kg/szt. „wpływ” rośnie o 2 254 zł, a dla indora w zakresie 18,0 kg/szt. do 20,39 kg/szt. wpływ ten rośnie o 1701 zł – faktycznie na rynku niemieckim wpływy te są znacznie większe, gdyż ceny pasz nie są sztucznie spłaszczone (patrz diagram 1). Zupełnie odwrotnie jest na rynku polskim – widać to na przykładzie ubojni Indykpol, Animex i Łukosz. W miarę wzrostu średniej wagi żywca „wpływy” maleją (rubryka 22, 23 i 24 tab. 14 i 15. I tak dla indyczki (w zakresie 8,0 kg/szt. do 10,5 kg/szt.) w Indykpolu wpływy maleją o 197 zł, w Animexie o 268 zł, a w Łukoszu o 220 zł, a dla indora (w zakresie 18 kg/szt. do 20,39 kg/szt.) w Indykpolu wpływy maleją o 1539 zł, w Animexie o 26 zł, a w Łukoszu o 499 zł. Z tabel tych jednoznacznie wynika, że nie opłaca się produkować żywca o średniej wadze większej niż 8 kg/szt. dla indyczki i 17 do 18 kg/szt. dla indora. Tak więc widać, że nasze zyski (po odjęciu od „wpływów” pozostałych kosztów) w miarę wzrostu średniej wagi zdecydowanie maleją (hodując duże indyki sami możemy niejednokrotnie doprowadzić do strat). Jak z tego wynika lepiej jest wstawiać trochę więcej i sprzedawać indyki mniejsze zwiększając w ten sposób zysk, a zmniejszając ryzyko związane z hodowaniem większych indyków. Tak jak ubojnie i producenci pasz konstruują swoje cenniki, to my hodowcy takie indyki powinniśmy produkować. Nie powinniśmy mieć żadnych sentymentów – za to liczyć skrupulatnie własne pieniądze, a nie pomnażać zyski ubojni i producentów pasz. Nie powinniśmy sami siebie „skubać” i doprowadzać się do bankructwa. Już w 2008 roku wyliczaliśmy w liście do Indykpolu, że dla zrekompensowania naszych zysków (żeby w skali roku były one takie same) różnica cenowa pomiędzy indorem a indyczką powinna wynosić 34 gr. Chodzi o to, żeby hodowcy indora mieli takie same zyski w skali roku, jak hodowcy indyczki. Taką niezbędną różnicę wymusza „spłaszczenie” cen paszy (szczególnie pasza nr 6 w stosunku do paszy nr 3 jest zbyt droga) i możliwość częstszych wstawień indyczek w stosunku do wstawień indora. Różnica ta powinna być zagwarantowana w umowach. Taką różnicę wymuszają również niskie ceny skupu selektów i ceny skupu żywca w przypadku konieczności rozluźnienia stada – bez selektów i rozluźnienia stada nie można wyprodukować dobrego żywca w postaci indora. Należy również zauważyć, że niejednokrotnie w selektach indora jest duża ilość indyczki (błąd seksowania). Naszym zdaniem nawet niewielkie ilości indyczki należałoby sprzedawać jako indyczkę, a nie jako selekty. Na dzisiaj produkcja indyczki jest zdecydowanie bardziej opłacalna. Dla pomnażania zysków ubojnie potrafią wymyślać różnego rodzaju premie, jak np. premia za wydajność mięśnia piersiowego – premia wręcz nie możliwa do osiągnięcia. Premia ta wygląda dobrze tylko w cennikach. Jeżeli udział procentowy fileta jest premiowany (co stosuje np. Bomadek, a do niedawna także Indykpol) i jest to składnik wynagrodzenia za żywiec, to muszą być jawne, sprawiedliwe i oczywiste procedury. Tak naprawdę to niewiadomo od kogo zależy przyznanie premii i komu się ona należy. Nie są podawane zasady – kto za to odpowiada, kto waży, kiedy waży i jaką wagą. Na podstawie naszej współpracy z Indykpolem możemy jedynie stwierdzić, że premia ta służyła do pomnażania zysków ubojni, a jej brak producentów żywca doprowadzał do utraty płynności finansowej i strat. Ubojnie potrafią również czerpać zyski – i to niemałe – w postaci wpływów uzyskanych od producentów pasz w przypadku wskazania konkretnej wytwórni jako dostawcy paszy na fermę. Wszystko to odbywa się oczywiście naszym kosztem. Zawsze w przypadku pośredniczenia w sprzedaży pośrednik nalicza własną marżę lub jak to miało miejsce w Indykpolu otrzymuje prowizję, jeśli w umowie handlowej wskaże producenta pasz. Przypuszczamy, że takie pośredniczenie, które przynosi wymierne korzyści przy minimalnych kosztach (nie jest potrzebny nawet własny transport) może spowodować, że pojawią się i inni pośrednicy w sprzedaży paszy. Od 1 lipca 2009 roku z naszego wynagrodzenia za żywiec dokonywane są przez ubojnie potrącenia na Fundusz Promocji Mięsa Drobiowego1. Załóżmy, że poprzez Fundusz zwiększy się eksport mięsa, to jednak tak naprawdę pomnożone zostaną zyski ubojni, bo zgodnie z Art. 41,1 ust. 3 i ust. 4 ustawy z 11.03.2004 roku o podatku od towarów i usług, za produkty wyeksportowane poza terytorium naszego kraju, podatek VAT wynosi 0%. Jeżeli ubojnia wyeksportuje nasze mięso, to poprzez sposób rozliczania podatku VAT zarobi dodatkowo 3%. Ubojnie nawet nie poczuwają się do tego, aby za wyeksportowane mięso hodowcom wypłacić dodatkowe wynagrodzenie. Jak widać, to ubojnie będą przede wszystkim korzystać z naszych pieniędzy (poprzez Fundusz Promocji Mięsa Drobiowego) na zwiększenie swoich zysków, poprzez promowanie swoich wyrobów. Fundusz ten jest bardzo niesprawiedliwy dla producentów żywca, bo w żaden sposób nie wpływa na ceny płacone hodowcom za żywiec. Nawet zwiększony popyt na mięso indycze nie spowoduje wzrostu cen żywca – pazerność ubojni jest wręcz olbrzymia. Z przykrością należy stwierdzić, że praktyki ubojni poprzez zawierane z nami umowy, nie przystają ani do rachunku ekonomicznego, ani do obowiązujących regulacji prawnych. Poprzez należyte wykonywanie swoich obowiązków i nienaruszanie warunków umów możemy nie osiągać korzystnych wyników ekonomicznych. W normalnym systemie partnerskim umowy powinny zapewniać nam osiąganie odpowiednich warunków finansowych umożliwiających osiąganie jak najkorzystniejszych wyników ekonomicznych. Tej dyrektywie powinny podporządkowane być wszelkie działania na płaszczyźnie ekonomicznej i prawnej. Niestety, tak nie jest. Rzecz w tym, że całe ryzyko negatywnych następstw (np. sytuacja kryzysowa) przenoszone jest na hodowcę, prowadząc go niejednokrotnie w prostej linii do bankructwa. Łączące strony umowy podlegają regulacjom kodeksu cywilnego (§46). W systemie umów kontraktacyjnych (stanowiących podtyp umowy sprzedaży) musi być z góry określona cena sprzedaży obowiązująca w danym cyklu produkcyjnym (art. 536 i art. 613 K.C.). Cena może być ustalona także przez ustalenie sposobu jej określenia np. przez odesłanie do cen średnich płaconych w określonym miejscu i czasie (np. cen z rynku niemieckiego – w Polsce jest zmowa cenowa) lub do cen paszy, ale przy zagwarantowaniu określonego poziomu ceny minimalnej i gwarantującej opłacalność. Jednostronne zmiany ceny po podpisaniu umowy są niedopuszczalne. Skutkiem powyższego byłoby niedopuszczalne przenoszenie ryzyka umowy na jedną ze stron i stanowiłoby warunek uciążliwy w rozumieniu art. 5 i art. 8 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (Dz. U. nr 86 z 2003 r. poz. 804 (j.t.) ze zm.). Podlegają więc sankcjom tej ustawy i art. 5 K.C. Ponadto to ubojnie nierówno traktują podmioty gospodarcze np. one mogą naliczać olbrzymie kary, kupować lub nie od nas żywiec – my praktycznie nie mamy żadnego regresu wobec ubojni. W umowach często jest niedookreślony zwrot „z winy” producenta (hodowcy), który niczego nie wyjaśnia, a służy jedynie ubojniom. W związku z tym, że konfiskaty PIW (tzw. VIS) nie podlegają zapłacie, a nawet są stosowane dodatkowe obciążenia (np. za utylizację). Istnieją także specjalne premie za nie przekroczenie pewnych wskaźników VIS, jednak w umowach nie jest jasno określone, co to jest VIS (parametry), kto to waży, na jakiej wadze itp. Nie może być tak, że producenci żywca mają zawsze wątpliwości, co do ilości i jakości konfiskat. Procedury związane z VIS powinny być oczywiste i jawne. Powinniśmy mieć możliwość oceny, czy wszystkie procedury stosowane przez ubojnie są zgodne z obowiązującą umową. W przypadkach spornych powinniśmy mieć w umowie zagwarantowaną możliwość reklamowania. Obecnie takiej możliwości nie mamy. Nie powinniśmy zgadzać się na takie umowy. Jak więc widać, nawet poprzez umowy jesteśmy „skubani”.
Co należałoby zrobić?
Naszym zdaniem, w związku z tym, że ani grupy producenckie, ani organizacje, takie jak spółka Farmer, nie są w stanie (lub nie chcą) nas reprezentować i bronić naszych interesów, to powinniśmy formalnie kogoś upoważnić (najlepiej jakiś podmiot gospodarczy) do reprezentowania naszych interesów i wywierania nacisku na producentów pasz i ubojnie. Moglibyśmy mieć pełne analizy ekonomiczne i mielibyśmy jednolitą politykę finansowo-ekonomiczną. Naszym zdaniem koszty byłyby znacznie mniejsze niż koszt Funduszu Promocji Mięsa Drobiowego, a efekty ekonomiczne zdecydowanie większe jak do tej pory. Zatrudnienie podmiotu gospodarczego, który nie byłby producentem żywca, a reprezentowałby tylko nasze interesy pozwoliłoby również na poprawę, pełną i jednolitą obsługę prawną nas hodowców. Takie rozwiązanie pozwoliłoby również w skrajnych sytuacjach na profesjonalne prowadzenie sporów zbiorowych. Poprzez taką formułę nie bylibyśmy szantażowani i okłamywani przez producentów pasz i ubojnie. Tags: produkcja indyków
|