Kursy walut

Kursy NBP z 24-05-2012
walutaskupsprz.
USD3.41583.4848
EUR4.31994.4071
CHF3.59693.6695
JPY4.30174.3887
Miody Manuka
przejdź

giełda online

Zboża paszowe
cena netto zł/t
pszenica880-910
kukurydza870-930
owiesbrak ofert
jęczmień890-930
Śruty
rzepakowa1150
sojowabrak ofert
żródło:www.rolpetrol.com.pl
Hodowco, jak to jest z tym oskubywaniem? PDF Drukuj Email
Indyk Polski
Wpisany przez Indyk Lubuski   

Artykuł „Hodowco, nie daj się oskubać!” (Indyk Polski 4/2010) prowokuje do dyskusji i tę rolę spełnił znakomicie. Chociaż bardzo trudno jest dyskutować z zalewem populistycznych haseł typu „kłamstwa”, „terror”, „nieuczciwość”, „skubanie”, „cwaniactwo”, „zmonopolizowanie”. Jest to od lat spotykana maniera niektórych środowisk hodowców cierpiących na kompleks poszkodowanych i oszukiwanych przez wszystkich wokół. Przy takim nastawieniu trudno jest o rzeczową analizę zjawisk i racjonalne wnioski.



Ryzykowne porównania

Na wstępie należy stwierdzić, że dużym ryzykiem obarczone są wszelkie porównania naszych zjawisk gospodarczych do dobrze rozwiniętego rynku niemieckiego.
W Niemczech rynek produkcji indyków jest w pełni zorganizowany, a całość tuczu objęta systemem kontraktacyjnym. W branży indyczej funkcjonują cztery podmioty skupiające indyki żywe, przy czym największa ubojnia obejmuje prawie 60% rynku. Jednocześnie, co jest najważniejsze dla hodowców, producenci indyków zorganizowani są w silnych organizacjach związkowych. W konsekwencji te organizacje przedstawicielskie reprezentują wszystkich hodowców z powodzeniem prowadząc konsultacje cen zakupu pasz i skupu indyków żywych.


Zastanowić się należy, czy do tak opisanego rynku niemieckiego przyrównać można polski rynek indyków. Przede wszystkim u nas produkcja indyków nie jest tak silnie skoncentrowana. W kraju istnieje co najmniej 27 ubojni indyków, a udział największej w skupie ogółem nie przekracza 18%. Według obowiązujących standardów nie jest to pozycja monopolistyczna.
Szacuje się, że w Polsce umowami kontraktacyjnymi objęte jest niewiele więcej niż połowa tuczu indyków. Przed końcem tuczu trwa więc swoista licytacja, a indyki sprzedawane są do ubojni, która zaoferuje wyższą cenę skupu. Powszechnie znane są przypadki, gdy w okresach koniunktury porzuca się swego stałego odbiorcę na rzecz ubojni, która zapłaci więcej. Ponadto hodowcy nie są skonsolidowani i żadna z istniejących organizacji związkowych nie jest w stanie skutecznie reprezentować ich interesów. Stąd naiwne wydają się wnioski autorów artykułu, aby „formalnie kogoś upoważnić (najlepiej jakiś podmiot gospodarczy) do reprezentowania naszych interesów i wywierania nacisku na producentów pasz i ubojnie”.
A trzeba sobie jasno powiedzieć – nikt za nas dotąd tego nie zrobił i nie dokona tego w przyszłości.
Wracając do porównań to wydaje się, że nasz rynek indyków bardziej podobny jest do rynku francuskiego. Mięsa indyczego w Polsce i Francji produkuje się więcej niż wynoszą potrzeby żywnościowe mieszkańców. Natomiast rynek niemiecki jest rynkiem niedoborowym – około 60% samozaopatrzenia. W takiej sytuacji łatwiej jest utrzymać korzystniejsze ceny skupu żywca indyczego, a więc skuteczniej chronić swój rynek.

Problemy paszowe

Nie odmawiając zatem słuszności niektórym spostrzeżeniom autorów artykułu należy poczynić krytyczne uwagi do kilku tez mijających się z prawdami uznanymi w branży indyczej. Autorzy zajmują się dwoma obszarami zagadnień związanymi z: wytwórniami pasz i ubojniami indyków.
Początek rozważań ze sfery paszowej zawiera fałszywe założenie, że w kosztach tuczu indyków pasza stanowi 70-85%. Fachowcy wiedzą, że udział kosztów paszy nie przekracza 70%. Przecież w całości kosztów piskląt musi znaleźć się jeszcze miejsce na 11-13% kosztów piskląt i co najmniej 15% kosztów pozostałych. Ciekawe wnioski przynosi analiza cenników pasz z ostatnich 7 lat. Na temat przyczyn „spłaszczenia” cen mieszanek dla indyków muszą się wypowiedzieć wytwórcy pasz. Tak samo producenci muszą odpowiedzieć na zarzuty dotyczące jakości pasz, braku atestów i receptur dostarczanych mieszanek, nadmiernej konwersji paszy czy przenoszenia chorób za pośrednictwem paszowozów. W gospodarce rynkowej jest tak, że wymuszający wpływ na warunki i jakość zakupywanych towarów mają właśnie kupujący. Odbywa się to przez decyzję o zakupie lub odmowie zakupu towaru oferowanego przez producenta.


Rady dla hodowców?

Drugi obszar zagadnień poruszanych w artykule stanowi analiza cenników skupu indyków żywych i ocena zachowania ubojni indyków.
Jak wspomniano wcześniej, nieadekwatne do naszej rzeczywistości są porównania do rynku niemieckiego. W kwestii cenników jest to niemożliwe choćby z tytułu dużych wahań wartości złotego. W ostatnich 2-3 latach bywały okresy, że niemieccy producenci sprzedawali indyki żywe do ubojni w Polsce, więc ceny skupu u nas były korzystniejsze. W cennikach ilość przedziałów wagowych nie decyduje w istotnym wymiarze o opłacalności sprzedawanych indyków do ubojni, a decydujące znaczenie ma poziom cen skupu. Wyłącznie matematyczna analiza cenników skupu prowadzi do błędnych wniosków. Największym nietrafionym wnioskiem jest stwierdzenie, że „na dzisiaj produkcja indyczki jest zdecydowanie bardziej opłacalna”. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Potwierdzeniem tego, że bardziej opłacalny jest tucz indorów stanowi fakt wstawiania w ostatnich latach coraz większej ilości indorów. Największe ubojnie już dawno przewagę w tonażu produkcji mięsa uzyskały ze skupu indorów.

 


Wielce nietrafionym jest wniosek, że „z tabel tych jednoznacznie wynika, że nie opłaca się produkować żywca o średniej wadze większej niż 8 kg/szt. dla indyczki i 17 do 18 kg/szt. dla indora”. W praktyce jest znowu dokładnie odwrotnie i całe szczęście, że hodowcy postępują racjonalnie. W ostatnich latach systematycznie wzrasta jednostkowa
waga ubijanych indyczek i indorów. W tym względzie rzeczywiście doganiamy ubojnie naszych zachodnich sąsiadów. Działając tak, jak zalecają autorzy nie wykorzystalibyśmy potencjału genetycznego naszych indyków.
Nieporozumieniem więc jest nawoływanie do tego, aby producenci wstawiali więcej indyków i sprzedawali je po niższej wadze. Hodowcy już dawno zrozumieli, że zgubna dla wyników produkcyjnych i finansowych tuczu indyków jest taktyka nadmiernej obsady w indycznikach. Występujące wtedy pogorszenie warunków mikroklimatycznych w hali produkcyjnej jest przyczyną słabej jakości tuczonego stada indyków.


Oceny jakości, rozliczenia ubojni

W kwestii przyjęcia i rozliczeń sprzedanych stad autorzy nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć jak przebiega ten proces w ważniejszych, uznanych ubojniach indyków. Przede wszystkim – ważenie i liczenie ptaków jest zautomatyzowane i praktycznie odbywa się bez udziału bezpośredniego człowieka. Nowoczesne informatyczne systemy zapewniają rozliczenie produkcji w ubojni po stronie surowca i wyrobu gotowego.
W temacie tzw. potrąceń WIS należy wyjaśnić, ze dokonują ich lekarze wet. zatrudnieni przez Wojewódzką Inspekcje Weterynaryjną. Jest to jednostka całkowicie niezależna od ubojni indyków, więc na wysokość konfiskat nie mają żadnego wpływu. Rzeźnie tracą wręcz na dużych potrąceniach, gdyż ponoszą dodatkowe koszty ich utylizacji. Na temat wysokości potrąceń najwięcej do powiedzenia mają hodowcy z Polski Zachodniej sprzedający indyki żywe do ubojni niemieckich. Są one wyższe zdecydowanie, a bywały przypadki potrąceń kilkunastoprocentowych.
Całość odbioru jakościowego w ubojniach ma na celu osiąganie wysokiej jakości mięsa i produktów z indyków. Do tego dochodzi konieczność uzyskiwania odrębnych certyfikatów jakościowych mięsa i wyrobów na konkretne kierunki sprzedaży i do różnych krajów i sieci sprzedaży. Często początek tych systemów jakościowych rozpoczyna się na fermach indyków, o czym doskonale wiedzą hodowcy. Produkowanie wysokiej jakości towaru zapewnia lepszą jego sprzedaż na rynkach całej Europy, co ma decydujące znaczenie dla naszego nadwyżkowego rynku produkcji indyków.
Dążenie ubojni do uzyskiwania dobrych wydajności mięśni piersiowych jako najcenniejszego asortymentu tuczki indyczej, jest kolejnym zabiegiem podnoszącym efektywność produkcji indyków. Stąd wysoki uzysk fileta stanowi obopólną korzyść dla ubojni i producentów. Premię za uzysk fileta wypłacaną hodowcom należy rozumieć jako dzielenie się korzyściami z korzystniejszej sprzedaży towaru. Trudno się zgodzić z twierdzeniami, że premie za uzysk fileta są „niemożliwe do osiągnięcia” i, że „nie ma w ich przyznawaniu oczywistych procedur.” Teoretycznie na wydajność fileta wpływa co najmniej 10 czynników, z których najważniejsze są: pasza, pora roku, genotyp indyków, warunki środowiskowe w indyczniku, wiek, waga tuszki i inne. Wbrew twierdzeniom autorów artykułu premie w praktyce są powtarzalne i przyznawane według uznanych prawideł. Występują więc w stadach hodowców o najlepszej opiece ptaków, u indyków o wyższej wadze jednostkowej, przy skarmianiu pasz o optymalnym zbilansowaniu składników pokarmowych (szczególnie aminokwasów), stadach starszych, a także w porze późnojesiennej i zimowo-wiosennej, gdy indyki lepiej żerują (latem występują bardzo sporadycznie).


Umowy, fundusze

Trudne do zrozumienia są rozważania dotyczące Funduszu Promocji Mięsa Drobiowego. Przypomnieć należy, że zgodnie z ustawą powstało 9 funduszy promocji artykułów żywnościowych. Oby tylko udało się osiągnąć skutek większej sprzedaży mięsa drobiowego. Wtedy przy zwiększonym popycie na pewno jest szansa uzyskania korzystniejszych cen sprzedaży. Wynika to, w oczywisty sposób, z działania prawa popytu i podaży. Wbrew twierdzeniom autorów skorzystają z tego także hodowcy.
Nietrafione są także posądzenia, że ubojnie indyków dodatkowo zarabiają na podatku VAT od wyeksportowanych produktów mięsnych z indyków. Księgowi tłumaczą, że podatek VAT nie jest pozycją kosztotwórczą. 3% tego podatku doliczane przy sprzedaży krajowej trafia na osobne konto w ubojni i odprowadzane jest do Urzędu Skarbowego. Przy „0” stawce VAT za towary sprzedane poza terytorium naszego kraju, ubojnie nie uzyskują więc nic. W efekcie wyniki netto są takie same.
Powracającym ciągle tematem jest słuszny skądinąd postulat określania ceny skupu indyków w umowach kontraktacyjnych. Prawda jest taka, że można to zrealizować tylko pod warunkiem wprowadzenia powszechnej kontraktacji. Jak dotąd odnosi się wrażenie, że na zawieraniu kontraktów nie wszystkim hodowcom i ubojniom drobiu za bardzo zależy. Od lat, w okresie dekoniunktury, hodowcy bez kontraktów muszą sprzedawać indyki po niższych cenach, a ubojnie w okresie koniunktury zmuszone są do przebijania średnich cen, aby zakupić surowiec. Pojedyncze ubojnie, z zakontraktowanymi dostawami na cały rok, nie mogą umieszczać cen skupu w umowach, gdyż i tak podlegają wahaniom cenowym na rozchwianym rynku mięsa indyczego.


Jest źle, czy nie najgorzej?

Zastanawiające jest ogólne założenie autorów artykułu, jakoby tucz indyków był i jest nieopłacalny, a w branży notuje się masowe bankructwa ferm indyczych. Wiadomo, że bankructwa firm produkcyjnych w gospodarce rynkowej nie stanowią żadnej sensacji. O ile występowały w branży indyczej, to ich miejsce zajmowały następne fermy lub przejmowane były przez podmioty silniejsze o dobrych wynikach produkcyjnych. Zdecydowanie należy stwierdzić, że na przełomie XX i XXI wieku produkcja indyków była najszybciej rozwijającą się gałęzią produkcji drobiarskiej. Przykładowo w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku średnioroczny przyrost tuczu indyków wyniósł prawie 10%, gdyż skup indyków w 2001 r. wyniósł 223 tys. ton, a szacunkowo w 2010 r. – 330 tys. ton. Taki wzrost produkcji możliwy był tylko dlatego, że tucz indyków był opłacalny dla producentów.
Wydaje się, że dużo nieporozumień bierze się z tego, że autorzy artykułu nie doceniają w pełni roli hodowców w łańcuchu produkcji indyków. Wszystkim jego uczestnikom musi zależeć na tym, aby ostatnie ogniwo produkcyjne – ubojnia, przetwórnia – wyprodukowało dobry towar sprzedając go, po zadowalającej wszystkich cenie. Dobry towar można uzyskać tylko z dobrego surowca, czyli indyków tuczonych. Dobry surowiec pozyskać można z wysokiej jakości piskląt indyczych i paszy w indycznikach spełniających wymagania technologiczne tuczu i przy odpowiedniej opiece hodowców.
Są to podstawowe warunki bezpiecznego finansowo funkcjonowania branży indyczej. Mimo licznych zakrętów gospodarczych w kraju na przestrzeni 35 lat funkcjonowania branży w wymiarze produkcji przemysłowej, kondycja uczestników łańcucha produkcyjnego zabezpieczała jej funkcjonowanie. Dotyczy to także ferm indyczych, jako ważnego początkowego ogniwa produkcji mięsa indyczego.


Post scriptum

Świadomie z niniejszych rozważań nad rentownością produkcji drobiarskiej należy wyłączyć okres gwałtownego wzrostu pasz zapoczątkowany w IV kwartale 2010r. Prawdopodobnie I półrocze 2011 r. będzie okresem stopniowego wchłaniania wysokich cen komponentów roślinnych – zboże, białko, tłuszcz – do kosztów tuczu i w efekcie cen zbytu produktów drobiarskich. Dotyczy to nie tylko rynku krajowego, lecz europejskiego i wręcz światowego.

Zachęcamy do dalszej dyskusji na łamach Indyka Polskiego na temat “skubania” hodowców.

Tags: produkcja drobiu , produkcja indyków