Kursy walut

Kursy NBP z 24-05-2012
walutaskupsprz.
USD3.41583.4848
EUR4.31994.4071
CHF3.59693.6695
JPY4.30174.3887
Konto firmowe
przejdź

giełda online

Zboża paszowe
cena netto zł/t
pszenica880-910
kukurydza870-930
owiesbrak ofert
jęczmień890-930
Śruty
rzepakowa1150
sojowabrak ofert
żródło:www.rolpetrol.com.pl
Milionerzy i ich pieniądze PDF Drukuj Email
Indyk Polski
Wpisany przez Elżbieta Biedrzycka   

Amerykańskie badania nad zachowaniem ludzi bogatych dowodzą, że ponad 82 procent z nich dorobiło się pieniędzy samemu, sami też tymi pieniędzmi zarządzają; są przy tym skromni, gospodarni, inwestują głównie we własny biznes i w rodzinę, unikając jak ognia zawodowych doradców i konsultantów.

 

 

Za sprawą socjologa z Atlanty, Thomasa J. Stanleya1 zmienia się stereotyp milionera. To już nie są utracjusze i hochsztaplerzy z pierwszych stron gazet, jak niektóre gwiazdy sportu, Hollywood, czy aroganci pokroju p. Dominika Strauss-Kahn, lecz ciężko pracujący, skromni i bogobojni obywatele, którzy swoje bogactwo zawdzięczają skutecznemu zaspokajaniu społecznych potrzeb i własnej ciężkiej pracy. Odkryli też piorunującą prawdę, że ponad 82 procent zamożnych ludzi Ameryki dorobiło się majątku samemu, i to od zera. Do podobnych wniosków można dojść obserwując milionerów w Australii, Czechach czy w Polsce.
Równie niestereotypowa była przedstawiona przez nich sylwetka typowego krezusa. Wbrew prawdom obiegowym i intuicjom okazało się, że nie są to absolwenci Harvardu czy innych renomowanych uniwersytetów, lecz zwykli ludzie po lokalnych college’ach, często też bez studiów wyższych, żyjący znacznie skromniej niż pozwalają im na to zasoby. Najbogatsi z nich, Warren Buffett czy Bill Gates, wydają na utrzymanie swoich rodzin poniżej 1 procent swoich dochodów, przeznaczając na cele charytatywne do 50 razy więcej niż wydają na siebie. Resztę swoich dochodów reinwestują. Są przy tym dobrymi ojcami i mężami; rozwody w małżeństwach milionerskich, podobnie zresztą jak pospolite przestępstwa, oszustwa czy inne brzydkie czyny zdarzają się od 7-10 razy rzadziej niż ludziom „normalnym”. Bernie Madoff czy Dennis Kozlowski to absolutne wyjątki. Prawdziwi milionerzy nie rozbijają się maybachami czy nawet mercedesami, nie noszą rolexów, garniturów od armatniego i nie piją drogich „chateu”. Mimo iż są przeważnie przedsiębiorcami, ludźmi bardzo zajętymi, pracującymi w nieustannym stresie od 70-100 godzin tygodniowo, są szczęśliwsi i spełnieni niż żyjący od wypłaty do wypłaty tzw. ludzie wolni.
Jeszcze bardziej zaskakujące są dane na temat ich dochodów. Zarobki przeciętnego milionera, a więc człowieka, którego majątek przekracza magiczny milion dolarów wynoszą… niespełna 140 tysięcy dolarów rocznie. Co więcej, pośród prominentnych profesjonalistów, a więc adwokatów, lekarzy, architektów, a nawet ludzi show biznesu, a więc ludzi z grupy zarabiających rocznie ponad 1 milion dolarów tylko co 12 (8 proc.) jest milionerem.
I teraz najciekawsza część, skąd ludzie bogaci biorą swoje pieniądze?
Wspomnieliśmy już, że ponad 82 procent dzisiejszych krezusów dorobiło się swych pieniędzy samemu, od zera. Tylko niespełna 18 proc. to rentierzy, spadkobiercy fortun. W Polsce te proporcje są jeszcze bardziej na korzyść self-made-man’ów, gdyż poprzedni system skutecznie zminimalizował wartość mas spadkowych. Większość współczesnych milionerów – poza niewielką grupką szczęśliwców, którzy wygrali w totolotka czy na loteriach – tak w USA, jak i w Polsce dorobiło się na własnej przedsiębiorczości, czyli na działalności gospodarczej. W tej grupie prym wiodą właściciele małych i średnich biznesów, którzy w grupie najbogatszych stanowią ok. 95 procent. Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak w Polsce są to właściciele zakładów rzemieślniczych, firm usługowych w rodzaju tartaków, niewielkich sieci gastronomicznych, firm budowlanych, zakładów pogrzebowych, składnic złomu, firm kamieniarskich, betoniarni i setek innych, mało spektakularnych przedsiębiorstw.
Wbrew doniesieniom tabloidów i medialnej hucpie, inwestorzy giełdowi, a więc grupa kojarzona z kwintesencją kapitalizmu, bywająca obiektem zazdrości i podejrzliwości ze strony organów ścigania, o której chętnie piszą tabloidy, stanowi wśród ludzi bogatych garstkę. Spośród 400 najbogatszych Amerykanów z listy dwutygodnika Forbes zaledwie 30-40 osób dorobiło się majątku na inwestycjach giełdowych. A i tak za każdym razem powtarzają się te same nazwiska, w USA są to: Warren Buffett, George Soros, Carl Icahn, Kirk Kerkorian, Ben Graham i in. u nas zaś: Leszek Czarnecki, Roman Karkosik, Jan i Grażyna Kulczykowie, Zygmunt Solorz-Żak, Michał Sołowiow i kilkunastu innych. Kiedy przyjrzeć im się z bliska, okaże się, że gros ich portfela giełdowego stanowią papiery związane z własnymi firmami (inwestycjami), co czyni ich bardziej przedsiębiorcami niż graczami na rynku papierów wartościowych.
Wspomniałem, że ludzie bogaci to z reguły ludzie gospodarni, żeby nie powiedzieć oszczędni, którzy większość swych dochodów reinwestują. O ile jednak są powściągliwi, jeżeli chodzi o wydatki konsumpcyjne, o tyle gdy w grę wchodzi pomnażanie kapitału, doradztwo prawne, wykształcenie dzieci, opieka zdrowotna dla rodziny, a także bezpieczeństwo, to sobie nie żałują. Znakomita większość z nich lokuje swoje pieniądze we własnych biznesach. Co ciekawe, tylko niewielką część majątku trzymają w papierach wartościowych innych, niż własne, firm. Decyzje w zakresie zarządzania swoimi pieniędzmi podejmują samodzielne, rzadko kiedy poszukując pomocy profesjonalistów od wealth management. Nie robią tego z kilku powodów, z których najważniejszy to ten, że niewielu tzw. ekspertów wie na temat pomnażania kapitału więcej niż oni sami.
Dlaczego zatem ci zacni, ciężko pracujący, płacący olbrzymie podatki i tworzący miejsca pracy ludzie nie cieszą się odpowiadającą ich statusowi sympatią? Dlatego, że zwykli ludzie, tak za oceanem, jak i nad Wisłą, zamiast zająć się budowaniem własnych fortun, tracą energię na zawiść, która pomaga im usprawiedliwić własną niemoc. Tymczasem, gdy prześledzić życiorysy ludzi bogatych, gołym okiem widać, że zostanie milionerem nie jest wcale takie trudne. Wystarczy nauczyć się dobrze służyć konsumentom, być oszczędnym, gospodarnym, porządnym człowiekiem, ciężko pracować i konsekwentnie rozglądać się za nowymi sposobnościami. Gorąco polecam!

Jan M Fijor
Autor jest członkiem
Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich,
założycielem i redaktorem naczelnym
wydawnictwa ekonomicznego,
Fijorr Publishing.

Tags: na drugi rzut oka