Kursy walut

Kursy NBP z 09-02-2012
walutaskupsprz.
USD3.11683.1798
EUR4.13444.2180
CHF3.41523.4842
JPY4.05244.1342
cięcie laserem
przejdź

giełda online

Zboża paszowe
cena netto zł/t
pszenica760-810
kukurydza760-810
owies paszowy zg z PN
jęczmień800-840
Śruty
rzepakowa750-790
sojowabrak ofert
żródło:www.rolpetrol.com.pl
Każdy musi odpowiadać za swoje sukcesy i swoje błędy PDF Drukuj Email
Indyk Polski
Wpisany przez Katarzyna Markowska   

Rozmowa z Wojciechem Mączkowskim prezesem stowarzyszenia „Olsztyńskie Stowarzyszenie Producentów Drobiu” – grupy skupionej wokół Grupy Kapitałowej Indykpol SA.

W naszym kraju istnieją 3 ogólnopolskie organizacja drobiarskie – KRD, KIPDiP oraz Polski Związek Zrzeszeń Hodowców i Producentów Drobiu, każda z nich ma swoje zadania statutowe. Dlaczego więc wciąż istnieje potrzeba zrzeszenia się producentów drobiu?

Myślę, że konieczne i celowe jest zrzeszanie się „na dole”. Jest szybszy przepływ informacji i nie są one przekłamywane. My opieramy się na faktycznych danych. Wymienione organizacje drobiarskie działają na innym gruncie i mają inne zadania, ale cele mamy wspólne. Głównym celem wszystkich organizacji drobiarskich jest uregulowanie rynku. Wydaje się, że mamy obecnie wolny rynek i że obowiązują tutaj zasady popytu i podaży. Do końca jednak tak nie jest, gdyż każdy rynek wymaga regulacji choćby po to, by przystosować produkcję do zapotrzebowania klientów. My hodowcy też w tym musimy uczestniczyć.
Głównym celem naszego stowarzyszenia ma być konsolidacja i negocjacja najkorzystniejszych warunków dla hodowców, a nie tylko żądanie wyższej ceny za żywiec. Niestety, jest to proces długotrwały. Wieloletnich zaniedbań nie da się załatwić w krótkim czasie, więc musimy uzbroić się w cierpliwość. Jednak wiele problemów można załatwić niemal „od ręki” i tu jako stowarzyszenie staramy się działać natychmiast.
Obecnie zrzeszamy 46 hodowców o łącznej powierzchni ponad 160 tys. m2 hal produkcyjnych. Tak duża grupa może wynegocjować korzystne dla jej członków warunki zakupu surowców do produkcji. Pozwoli to na obniżenie kosztów hodowli, a co za tym idzie podniesie naszą konkurencyjność wobec innych hodowców.
Razem z Indykpolem stworzyliśmy Grupę Zakupową, by zwiększyć siłę przebicia w negocjacjach cen zakupu surowców. Udało nam się także podpisać nową umowę współpracy oraz wynegocjować cenę minimalną skupu żywca, która zadowala obie strony. Są to początki i mamy nadzieję, że takich przykładów będzie więcej. Pozwolą one zaplanować tak produkcję, by nie przynosiła strat żadnej ze stron.
Moim marzeniem jest utworzenie takich stowarzyszeń przy każdej ubojni a następnie stworzenie związku, których zarządy będą prowadzić wspólne rozmowy i podejmować decyzje na szczeblu krajowym.
 Już dziś uczestniczymy w wielu spotkaniach, prowadzimy szereg rozmów z dostawcami, ubojniami, ale również odbywamy spotkania z posłami i senatorami, ministrami i wieloma innymi instytucjami, które mogą nam pomóc w uregulowaniu rynku.
Podsumowując powyższe chciałbym zaapelować do wszystkich hodowców, aby zrzeszali się w stowarzyszenia, grupy producenckie lub spółdzielnie, bo w pojedynkę niewiele można zdziałać. Wymienione krajowe organizacje powyższych problemów za nas nie załatwią. Musimy zrozumieć, że jeżeli sami nie zaczniemy walczyć o swój byt, nikt inny nam nie pomoże.


Jaka jest obecnie faktyczna sytuacja producentów indyków rzeźnych w Polsce?

Sytuacja producentów indyków w Polsce jest tragiczna. W chwili obecnej nie ma hodowcy, który nie poniósłby strat finansowych na swojej fermie indyków. Nasze gospodarstwa są wysoce wyspecjalizowane w produkcji indyka. Dzięki zaciągniętym kredytom na budowę i modernizację ferm (udzielanych chętnie przez banki) hodowla drobiu bardzo się rozwinęła, gdyż kredyty były dotowane i poręczane przez państwo. Nikt jednak nie kontrolował ilości przyznawanych kredytów i budowanych kurników. Doprowadziło to do nadprodukcji mięsa indyczego. Zaprzestanie lub ograniczenie produkcji, czy też zmiana profilu pociągnie za sobą natychmiastową wymagalność spłaty kredytów na komercyjnych warunkach. Producenci drobiu znaleźli się w pułapce. Część hodowców zaprzestała produkcji, ale większość ma kredyty, które trzeba spłacać, pracowników którym należy wypłacić wynagrodzenie i rodziny, które trzeba nakarmić. Stąd też konieczne są kolejne wstawienia, a brak ich efektywności pogłębiają i tak już duże straty.
Hodowcy mają coraz to większe kłopoty z otrzymaniem kredytu, ponieważ banki bacznie przyglądają się sytuacji na rynku. W związku z tym wzrastają zadłużenia w wytwórniach pasz, wylęgarniach i u innych dostawców. Jeżeli taka sytuacja potrwa dłużej, kłopoty będą mieli nie tylko hodowcy.


Czy producenci indyków traktowani są jako równorzędny partner przez ubojnie i jak
wygląda to w przypadku Grupy Kapitałowej Indykpol SA?

W każdej ubojni jest inaczej. W większości mniejszych ubojni współpracuje się bez umów kontraktacyjnych, ale we wszystkich ceny są brane „z kapelusza”. Po stronie hodowców nie ma kalkulacji kosztowej. Czasem umowa kontraktacyjna jest wybawieniem, ale czasem karą, ponieważ duże ubojnie (gdzie obowiązują umowy kontraktacyjne) na podwyżki żywca na rynku reagują wolniej. Nie znam przypadku, aby jakakolwiek ubojnia traktowała hodowcę jak partnera, chyba że akurat brakuje żywca na rynku. W czasie, gdy panowała ptasia grypa ubojnie wykorzystywały sytuację i bez żenady kupowały indyki po symbolicznej złotówce za kilogram. Gdy zaczyna brakować żywca na rynku, przedstawiciele ubojni wyjeżdżają w teren „żebrząc” o żywiec. W sytuacjach takich aż prosi się o uregulowanie rynku, bo postępowanie jednych i drugich jest żenujące.
Partnerstwo moim zdaniem polega na tym, iż obie strony współpracując ze sobą osiągają dochody. Dziś tego nie ma, nie można więc mówić o partnerstwie. Mam nadzieję, że rozmowy stowarzyszenia z Indykpolem to pierwsze „jaskółki” partnerstwa, a nie naiwności?


Jakie są według Pana szanse na uregulowanie rynku drobiarskiego w Polsce? Jakimi metodami można to założenie osiągnąć?

Szanse na uregulowanie rynku drobiarskiego są duże. Obecna sytuacja powinna uzmysłowić nam, że bez współpracy wszystkich ogniw łańcucha drobiarskiego, inne nie mają prawa bytu. Trudnym zadaniem jest dostosowanie naszego prawa do prawa unijnego i ochrona rodzimego rynku przed nieuczciwą konkurencją. Na tym polu ogromne zadania stoją przed rządzącymi i ustawodawcami, którzy muszą wprowadzić kilka nowelizacji do naszego prawa, ale bez naszych wskazówek i podpowiedzi nie poznają wszystkich bolączek rynku drobiarskiego.
Musi zacząć działać rozliczanie według kalkulacji kosztowej, wtedy każdy będzie mógł liczyć na opłacalność produkcji. Nie może być tak, że ubojnie, a także wytwórnie kontaktują się między sobą ustalając korzystną dla siebie cenę. To nie wina hodowcy, że wytwórnie zakupiły zboże po wyższych cenach niż są obecnie. Tak samo nie może być winą hodowcy, że ktoś podpisał złe kontrakty na sprzedaż mięsa. Niech każdy odpowiada za swoje sukcesy i swoje błędy.

Dziękuję za rozmowę i życzę wytrwałości w swoich działaniach.


Rozmawiała:
Katarzyna Markowska

Tags: publicystyka , rynek drobiu , wywiad