Artykuły

Rolniczy rachunek za ustawę o alkoholu. Najwięcej straci chmiel

Drukuj

W środę 29 lipca sejmowa Komisja Zdrowia zajmie się projektem całkowitego zakazu reklamy i promocji alkoholu (druki 2007 i 2010). Debata toczy się o zdrowie publiczne, ale skutki gospodarcze tej zmiany sięgają głęboko w rolnictwo, i to w miejsca, o których w Sejmie nie pada ani słowo. Najmocniej odczuje ją uprawa związana z piwem niemal bez reszty, czyli chmiel.




Chmiel żyje z piwa i praktycznie tylko z piwa

Chmiel to jedna z najbardziej wyspecjalizowanych upraw w polskim rolnictwie i zarazem jedna z najściślej uzależnionych od jednego odbiorcy. Roślina jest wieloletnia, a raz założona plantacja owocuje przez kilkanaście lat, więc decyzja o jej prowadzeniu to zobowiązanie na całą dekadę i dłużej. Samo założenie chmielnika, z konstrukcją nośną, nasadzeniami i systemem nawadniania, pochłania nakłady, które zwracają się dopiero po latach. Zbiór i suszenie wymagają osobnego, kosztownego parku maszynowego. To wszystko sprawia, że chmielarstwa nie da się z sezonu na sezon przestawić na inną produkcję ani łatwo z niego wyjść bez realnej straty.

Polska należy przy tym do liczących się producentów chmielu w Europie, a jego uprawa jest u nas silnie skoncentrowana. Około 90 procent krajowej produkcji pochodzi z Lubelszczyzny, głównie z okolic Wilkowa, Karczmisk i doliny Bystrzycy. Odbiorca tego surowca jest w praktyce jeden. Chmiel nadaje piwu goryczkę i aromat, a poza piwowarstwem jego zastosowania są marginalne. Kondycja plantatorów zależy więc niemal wprost od kondycji browarów. Mniejszy rynek piwa oznacza mniejszy popyt na chmiel, a w ślad za nim niższe ceny skupu i cieńsze kontraktacje.

Rynek piwa już się kurczy, a projekt to przyspieszy

Rynek piwa maleje już teraz. Według danych Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, opartych na statystyce GUS, spożycie czystego alkoholu w Polsce spadło z 9,78 litra na mieszkańca w 2019 roku do 8,8 litra w 2024 roku, a największą część tego spadku bierze na siebie właśnie malejąca konsumpcja piwa. Całkowity zakaz reklamy uderza w jedyną kategorię alkoholu, która mogła się dotąd reklamować, więc według branży dołoży się do tego trendu i przyspieszy kurczenie rynku. Reklama piwa na dotychczasowych zasadach ma być możliwa najpóźniej do końca 2027 roku, potem znika. Dla plantatora, którego plantacja ma owocować jeszcze przez dekadę, to prognoza zbytu na resztę życia gospodarstwa.

Za chmielem idą jęczmień i słodownie

Wokół piwa funkcjonuje szerszy kawałek rolnictwa. Drugim surowcem jest jęczmień browarny, uprawiany na kontrakt pod potrzeby słodowni i browarów. To odmiany o określonych parametrach, sprzedawane głównie na ten jeden rynek, więc mniejszy popyt na piwo przekłada się na mniejszy areał kontraktowany i słabszą pozycję producenta w negocjacjach ceny. Osłabienie rynku piwa oznacza też słabszą kondycję krajowych słodowni, które są ogniwem pośrednim między polem a browarem.

Osobnym, choć mniej oczywistym wątkiem są pasze. Warzenie piwa daje produkty uboczne dobrze znane hodowcom, przede wszystkim młóto browarne i drożdże, wykorzystywane jako tania, lokalna pasza w żywieniu bydła i trzody w gospodarstwach położonych blisko browaru. Mniej uwarzonego piwa to mniej tego surowca, więc kurczenie rynku sięga pośrednio także obory.

Ustawa bez rachunku dla wsi

Projekt nie zawiera oceny skutków regulacji dla rolnictwa ani dla przetwórstwa. Nikt nie policzył, jak zmiana wpłynie na plantatorów chmielu, producentów jęczmienia, słodownie czy gospodarstwa korzystające z pasz browarnych. Ustawa jest przedstawiana jako prozdrowotna, ale jej ciężar spada na sektory, które ze zdrowiem publicznym nie mają nic wspólnego, a których w debacie po prostu nie widać.

Po środowym posiedzeniu Komisji Zdrowia projekt czeka jeszcze drugie czytanie, Senat i decyzja prezydenta. Na policzenie skutków dla rolnictwa czas więc jeszcze jest. Do tej pory nie zrobił tego nikt.