|
W poprzednim artykule (HB 8-08) zajmowałem się niektórymi metodami sterowania rozrodem poprzez synchronizację rui. Zwracałem przy tym uwagę, że ich generalną „wadą” jest konieczność obserwowania samic przez kilka dni i inseminowania ich stosownie do czasu, kiedy wykazały objawy rui. Czy można zsynchronizować samice tak dokładnie, aby wszystkie zabiegi inseminacji wypadały w tym samym czasie i mogły być wykonywane „w ciemno”? W wielu przypadkach hodowca jest zainteresowany możliwością dokładnego przewidzenia terminu owulacji u danej jałówki czy krowy (albo większej ich liczby). Jest tak zwłaszcza wtedy, gdy zorganizowanie normalnego systemu codziennej obserwacji rui i inseminacji „na bieżąco” jest trudne lub niemożliwe. Z taką sytuacją mamy – dla przykładu – do czynienia w stadach bydła mięsnego, utrzymywanych przez całą dobę na pastwisku.
Właściciel takiego stada, jeśli już zdecyduje się na użycie inseminacji, wolałby czynności związane z chwytaniem i unieruchamianiem zwie-rząt ograniczyć do minimum i skoncentrować w możliwie krótkim okresie czasu. Najlepiej dla niego byłoby, gdyby wszystkie samice mogły być inseminowane w jednym, określonym terminie, bez konieczności obserwacji rui – niejako „w ciemno”. Synchronizacja owulacji
Program, umożliwiający skuteczne zastosowanie inseminacji „w ciemno” oparty jest na wykorzystaniu dwóch preparatów hormonalnych. Jeden to wspomniana wcześniej prostaglandyna (PG), drugi preparat zawiera hormon oznaczony skrótem GnRH (lub jego analogi). Działanie obu tych hormonów było omawiane w pierwszej części artykułu. Jedną z metod łącznego ich wykorzystania do sterowania rozrodem przedstawia schematycznie załączony rysunek. W pierwszym dniu programu podaje się wszystkim zwierzętom iniekcję domięśniową („zastrzyk”) GnRH. Po siedmiu dniach samice otrzymują iniekcję domięśniową PG, a po dalszych 2 dniach znowu GnRH. W okresie 12-18 godzin po drugim podaniu GnRH inseminuje się wszystkie objęte programem samice. Zaletą opisanego sposobu postępowania jest wyeliminowanie konieczności obserwacji rui i możliwość przeprowadzenia wszystkich inseminacji w jednym dniu. Podstawową wadą jest stosunkowo wysoki koszt hormonów (trzy iniekcje) oraz konieczność czterokrotnego unieruchamiania zwierząt (trzy razy w celu podania hormonów i raz w celu przeprowadzenia inseminacji).
Jakiej skuteczności można się spodziewać stosując opisany sposób postępowania? Odpowiadając na to pytanie oprę się o wyniki dużego doświadczenia przeprowadzonego w Niemczech, w trzech stadach produkcyjnych o przeciętnej wydajności 7000-8000 kg mleka od krowy rocznie. Synchronizację rui i owulacji stosowano tam jako standardową metodę rozrodu. Krowy, które nie zacieliły się w wyniku synchronizacji, były następnie inseminowane w miarę pojawiania się naturalnych rui. Jak widać w załą-czonej tabeli, przeciętnie rzecz biorąc, około 1/3 krów poddanych synchronizacji i inseminowanych „w ciemno” zacielało się po tym zabiegu, przy czym skuteczność inseminacji była wyższa u krów pierwiastek. Porównując skuteczność inseminacji „w ciemno” ze skutecznością zabiegów dokonanych na tych samych krowach po naturalnej rui widzimy, że inseminacja następująca po zaobserwowanych rujach była skuteczniejsza (różnica około 5%). W rezultacie opisanego postępowania osiągnięto niezłe (przy tym poziomie wydajności) wyniki rozrodu. Ponad 80% pierwiastek i około? spośród krów zostało zacielonych przed 200 dniem laktacji, a przeciętny okres międzyciążowy (wyliczony dla krów zacielonych) wyniósł około 105 dni. Opisywane dotychczas sposoby sterowania rozrodem bydła opierały się na iniekcjach prostaglandyn, wspartych ewentualnie podawaniem GnRH. W pierwszej części artykułu wskazywałem, że podstawową rolę w sterowaniu cyklem płciowym krowy odgrywa progesteron. Czemu zatem nie zastosować go bezpośrednio do sterowania rozrodem? Główny „problem” z progesteronem polega na tym, że trzeba znaleźć sposób na dostarczanie tego hormonu do organizmu krowy w stałych dawkach, przez wiele dni. Rozwiązania są dwa – oba opierają się na pomyśle, aby do organizmu krowy wprowadzić jakieś „urządzenie”, które będzie w sposób ciągły uwalniało progesteron, spełniając rolę „sztucznego ciałka żółtego”. Do tego celu można wykorzystać albo niewielkie kapsułki, zwane implantami, które wszczepia się (implantuje) pod skórą zwierzęcia, albo wkładki umieszczane w pochwie krowy lub jałówki. W Polsce implanty nie są dopuszczone do stosowania, zajmiemy się zatem tylko wkładkami. Wkładka, czyli dodajemy progesteronu
Omawiając cykl płciowy krowy wskazywałem, że wysoki poziom progesteronu we krwi hamuje dojrzewanie pęcherzyków jajowych, przeciwdziałając wystąpieniu rui i owulacji. Nie ma przy tym znaczenia, czy jest to progesteron produkowany w sposób naturalny przez ciałko żółte, czy pochodzący z innego źródła – ważne, aby była go odpowiednia ilość we krwi i aby jego zawartość nie spadała poniżej pewnego poziomu. Zadanie „dostarczyciela” progesteronu mogą spełniać wkładki dopochwowe. Obecnie oferowane w Polsce wkładki są wykonane z giętkiego, sprężystego plastyku i mają kształt litery „T” (schematycznie pokazano ją na rysunku). Umieszczenie takiej wkładki w pochwie krowy (lub jałówki) jest możliwe dzięki zastosowaniu odpowiedniego aplikatora. Jest to nieskomplikowane urządzenie składające się z plastykowej rurki i tłoczka. Wkładkę umieszcza się w aplikatorze w ten sposób że jej ramiona są zagięte do góry, tak że „T” zmienia się w bardzo chude „Y”. Następnie aplikator, zwilżony odrobina substancji poślizgowej (lubrykanta) wsuwa się do pochwy krowy i naciska tłoczek. Wkładka wysuwa się z wnętrza aplikatura do pochwy samicy, a rozprostowujące się ramiona zapobiegają jej przypadkowemu wysunięciu się. Aplikator można już wysunąć z pochwy. Cienka linka zamocowana do dolnej części trzonu wkładki zwisała będzie spomiędzy warg sromowych krowy. Umożliwi to usunięcie wkładki w odpowiednim czasie. Od momentu wprowadzenia do pochwy wkładka rozpoczyna swoje działanie. Wilgotne środowisko powoduje uwalnianie się progesteronu, który jest następnie wchłaniany do krwi zwierzęcia, oddziałując na jego procesy rozrodcze. Opis aplikacji wkładki może sprawiać wrażenie, że jest to zabieg drastyczny i potencjalnie niebezpieczny dla samicy. W rzeczywistości jest to czynność prosta (może ją wykonywać sam hodowca) i nie powodująca cierpień zwierzęcia ani komplikacji zdrowotnych. Tylko wyjątkowo (w około 2 przypadkach na 100) samice reagują na wprowadzenie wkładki niewielkim odczynem zapalnym, który mija po jej usunięciu. Bardzo rzadko zdarza się również samoczynne wydalenie („zgubienie”) wkładki przez samicę. Wkładka – jak to działa?
Podawanie prostaglandyn powoduje pojawienia się rui tylko w tym przypadku, gdy krowa była w momencie iniekcji w tej fazie cyklu, kiedy ciałko żółte produkuje progesteron. Programy oparte na PG słabo zatem działają w przypadku zwierząt, których jajniki nie wykazują cyklicznej funkcji. Z taką sytuacja mamy często do czynienia u krów mięsnych karmiących cielęta lub krów mlecznych na początku laktacji. W ich przypadku programy sterowania rozrodem oparte na wykorzystaniu wkładek progesteronowych mogą przynieść znaczną poprawę uzyskiwanych rezultatów. Przykład takiego programu podany jest na rysunku. Programu rozpoczyna się zaaplikowaniem krowie wkładki dopochwowej. Równocześnie podajemy samicy iniekcję GnRH. Po 7 dniach usuwamy wkładkę z pochwy, a następnego podajemy prostaglandynę w iniekcji. Od tego momentu rozpoczynamy obserwację rui i inseminację krów, u których ją stwierdzono. Większość rui przypada w drugim i trzecim dniu po usunięciu wkładki. Jeśli chcemy uniknąć konieczności obserwacji rui, to przedstawiony program można zmodyfikować w ten sposób, że wszystkie krowy inseminujemy 66 godzin (2,5 doby) po podaniu PG. Bezpośrednio po inseminacji podajemy im GnRH w postaci iniekcji. Programy na każdą okazję Część z Czytelników jest już zapewne lekko „skołowana” tymi wszystkimi iniekcjami prostgalndyny i GnRH oraz aplikowaniem i usuwaniem wkładek. Będą oni zapewne radzi dowiedzieć się, że te trzy zabiegi to główne „narzędzia”, którymi dysponujemy przy farmakologicznej kontroli rozrodu bydła i żadnych innych już omawiał nie będę. Narzędzia znamy już wszystkie, co wcale nie znaczy, że znamy już wszystkie programy sterowania rozrodem. Jak podkreślałem w pierwszej części tego tekstu, „dyrygowanie hormonalną orkiestrą” nie jest wcale proste. Osiągnięcie zakładanych rezultatów jest możliwe tylko wtedy, gdy program sterowania rozrodem dobierzemy nie tylko do swoich potrzeb, ale także do wieku i kierunku użytkowania zwierząt, którymi się zajmujemy. Inne programy są bowiem zalecane dla krów mlecznych, a inne dla mięsnych. Skuteczność tego samego programu może być też różna u krów i u jałówek Umiejętnie „żonglując hormonami” można jednak stworzyć program sterowania rozrodem prawie „na każdą okazję”. W wielu wypadkach jednak może się okazać, że nie jest on „na każdą kieszeń”. Przykładem niech będzie program stosowany w wielu dużych stadach krów mlecznych w Stanach Zjednoczonych, prezentowany na poniższym rysunku. Pokazana tam długa sekwencja iniekcji hormonalnych umożliwia „zsynchronizowanie” większości krów oraz skupienie czynności związanych z obserwacja rui i inseminacją w określonych dniach tygodnia (poza weekendami). Upraszcza to organizacje pracy i oszczędza robociznę. Program wygląda imponująco i jest skuteczny. Powstaje jednak pytanie, czy w swoim stadzie chcemy każdej krowie podawać pięciokrotnie zastrzyki hormonalne, oraz czy nas na to stać?
 Na takie pytania jak „sterować rozrodem czy nie sterować?”, „jeśli tak, to czy u wszystkich zwierząt czy tylko niektórych?” oraz „jaki program wybrać i preparaty której firmy stosować?” nie ma jednej, dla wszystkich obowiązującej odpowiedzi. Dobranie programu pasującego do zakładanych celów i posiadanych zwierząt, hodowca powinien powierzyć lekarzowi weterynarii i to najlepiej takiemu, który specjalizuje się w rozrodzie bydła. Ze specjalistą należy też przedyskutować sprawę kosztów wprowadzenia proponowanego programu i ich stosunku do spodziewanych zysków wynikających z poprawy rozrodu bądź ograniczenia pracochłonności. Narada ze specjalistą jest konieczna, ale rozstrzygającej odpowiedzi co do „najlepszego” systemu sterowania rozrodem udzieli nam dopiero praktyka we własnym stadzie i na własnych zwierzętach. Zdaję sobie sprawę, że nie byłem w stanie przekazać Czytelnikom wszystkich potrzebnych im informacji o sterowaniu rozrodem bydła. Będę rad, jeśli uda mi się chociaż zachęcić Państwa do stawiania weterynarzom i specjalistom od rozrodu większej liczby pytań z tej dziedziny. Tags: bydło , hodowla bydła , inseminacja , rozród
|