Kursy walut

Kursy NBP z 09-02-2012
walutaskupsprz.
USD3.11683.1798
EUR4.13444.2180
CHF3.41523.4842
JPY4.05244.1342
Viagra
przejdź

giełda online

Zboża paszowe
cena netto zł/t
pszenica760-810
kukurydza760-810
owies paszowy zg z PN
jęczmień800-840
Śruty
rzepakowa750-790
sojowabrak ofert
żródło:www.rolpetrol.com.pl
Pułapka PDF Drukuj Email
Hodowca Trzody Chlewnej
Wpisany przez Jan M. Fijor   

Jan M. Fijor 

Latem 2008 roku, jedna z moich znajomych odkupiła od swego krewnego samochód, który ten ostatni sprowadził kilka tygodni wcześniej w ramach tzw. mienia przesiedleńczego ze Stanów Zjednoczonych. Zwracam uwagę, że zdarzenie miało miejsce w czasie pamiętnego boomu związanego z silną aprecjacją złotego, co już samo w sobie było okazją. Poza tym, pojazd (subaru, rocznik 2004) był uszkodzony i niekompletny, dzięki czemu kupiony został, jest na to formalna umowa, za ok. 10 tysięcy dolarów, wówczas niewiele ponad 21 tysięcy złotych.


 Zgodnie z prawem, polska nabywczyni samochodu, w ciągu 10 dni od daty kupna samochodu zobowiązana była zapłacić z tytułu haraczu znanego pod eufemizmem: podatek od czynności cywilno prawnych, zwany dalej PCCP, dwa procent ceny kupna, która wynosiła 21 tysięcy złotych. I choć żadnych czynności cywilno – prawnych nie wykonała, zapłaciła w Urzędzie Skarbowym, w terminie, 420 zł, okazując urzędniczce – jako podstawę naliczenia – kopie obu umów kupna; amerykańskiej i polskiej.
 Wprawdzie podczas składania formularzu podatkowego urzędniczka skarbowa zwróciła uwagę, że „cena pojazdu jest niższa od ceny rynkowej”, płacąca uznała to jednak za swego rodzaju komplement świadczący o tym, że kupując samochód na rynku amerykańskim postąpiła roztropnie. Tym bardziej, że import samochodów z USA nie jest zakazany, a amerykański kontrakt kupna
– sprzedaży stanowi niepodważalny dowód poprawności wyliczenia podatku od czynności cywilno-prawnych. Tym bardziej, że zgodnie z prawem, podstawę opodatkowania deklaruje podatnik, a nie fiskus. Gdyby było inaczej, tak jak jest np. z podatkiem od nieruchomości, VAT, różnymi akcyzami itp. wymiar kontrybucji określany jest przez władzę wykonawczą, a nie płatnika. Czyż mogła podejrzewać własny parlament, że tworzy prawo, które każdego obywatela czyni potencjalnym przestępcą?

 Mniej więcej osiem miesięcy po uiszczeniu PCCP właścicielka subaru otrzymała wezwanie z Urzędu Skarbowego, w którym zwrócono jej uwagę, że płacąc podatek od samochodu zaniżyła cenę, gdyż zgodnie z posiadanym przez Urząd Skarbowy informacjami od dealerów, rynkowa wartość takiego samochodu jest znacznie wyższa i wynosi ok. 50 tysięcy złotych. PCCP powinien zatem wynieść 1000 zł, a nie 420 zł. Autorka listu nie ukrywała, i to w tonie dość kategorycznym, że domaga się zapłaty tej różnicy. Chyba, że posiadaczka jest w stanie wyjaśnić „ponad wszelką wątpliwość”, że w sprawie istnieją jakieś szczególne okoliczności.

 Właścicielka subaru odnalazła umowy kupna, oryginalne papiery amerykańskie, w tym tytuł własności, na którym widniała pieczęć wskazująca, że pojazd w momencie kupna był uszkodzony, co było jednoznaczne z zakazem poruszania się go po drogach amerykańskich. W US to nie wystarczyło. Pani inspektor skarbowa oświadczyła, że ją interesuje wyłącznie wycena biegłego rzeczoznawcy, albo rachunki za remont z autoryzowanej stacji obsługi. Na tytuł własności i dokumenty amerykańskie nie chciała nawet spojrzeć, twierdząc że „tu jest Polska a w Polsce mówi się i pisze po polsku i dlatego trzeba to przetłumaczyć u tłumacza przysięgłego”.
 
 Od momentu kupna samochód przeszedł metamorfozę. Wprawdzie wciąż brakuje mu spojlerów, oprawek lamp i elementów blacharki, pojazd został jednak wyklepany, wylakierowany i robi dobre wrażenie. Problem w tym, że naprawy robione były metodą chałupniczą, na co rachunku nie ma. Żaden rzeczoznawca nie wyda w takiej sytuacji opinii, a gdyby nawet, to kosztuje ona od 2500 do 3500 zł. Przy takiej perspektywie 100 zł plus VAT za tłumaczenie tytułu własności wydało się upominkiem od urzędu skarbowego. Grożono jej podważeniem wiarygodności badania stanu technicznego pojazdu, domagając się specjalnego testu mającego stwierdzić, czy pojazd w ogóle nadaje się do ruchu. To byłoby dodatkowo od 500 do 1000 zł. Równocześnie, pracowniczka skarbówki zdyskwalifikowała jedyny dowód, jakim były fotografie samochodu, zrobione w Stanach w czasie kupowania go. Co w takiej sytuacji robić? Najtaniej wychodziło zapłacić różnicę, ale byłoby to równoznaczne z przyznaniem się do oszustwa podatkowego, co w tym konkretnym przypadku dokładało do rachunku jakieś 2000 zł kary.

  Amerykańskie auta

Na ratunek przyszła, o dziwo, Gazeta Wyborcza, a w niej informacja o tym, że zdaniem ekspertów MFW, Polska już niedługo wejdzie na ścieżkę spadku dochodu narodowego, a głównym powodem nadejścia recesji jest rosnące bezrobocie wywołane spadkiem inwestycji zagranicznych. Czy pani sądzi, że zdrowy na umyśle przedsiębiorca zagraniczny zainwestuje choć dolara w kraju, w którym jest tak okrutne prawo podatkowe? – spytała, pokazując urzędniczce skarbówki wycinek z GW. Jeśli ja stracę ten samochód, to nie dojadę do pracy, a jeśli nie dojadę, to będę bezrobotna. Takie prawo to pułapka. Jak można tak traktować obywatela? Kupiłam ten samochód najtaniej jak mogłam. I za to jestem karana – za swoją gospodarność!?

 Urzędniczka skarbówki głęboko westchnęła i wkładając wycinek z GW do akt rzekła: – Dobrze, to mi wystarczy.

 Mamy więc rzadki w okolicznościach skarbowych happy end, a co by tak było, gdyby akurat polska gospodarka znajdowała się w fazie prosperity?!

Jan M. Fijor
www.fijor.com

PS.
Ze względu na bezpieczeństwo bohaterów opisanego zdarzenia, niektóre jego okoliczności uległy zmianie. Licho nie śpi, a nuż nadejdzie nagły boom i powróci stare?

Tags: na drugi rzut oka