Stanisław Roszkowski
Dzisiejsza popularność kur czubatych w Polsce jest tak oczywista, że aż „normalna” – wszyscy przechodzą nad tym do porządku dziennego. Fakt rejestracji czubatki dworskiej w 2018 roku, podczas międzynarodowej wystawy w duńskim Herning, jako drugiej po zielononóżce, polskiej rasy w standardach europejskich, tylko to potwierdza. W tym roku doczekaliśmy się rejestracji trzeciej polskiej rasy – karzełka polskiego. Ponieważ trwa właśnie trzecia dekada nowej fali mody na czubatość, warto pokusić się – z pewnego czasowego dystansu – na coś w rodzaju podsumowania.

Kiedy w styczniu 1997 roku zjawiłem się skoro świt na nieistniejącym już, a legendarnym targu w Falenicy, nawet przez myśl mi nie przeszło, że zacznie się coś, co zmieni moje życie. Zauroczyła mnie niewielka, żółta kurka z pięknym, okrągłym czubkiem.
– Padewska – usłyszałem po wyrażeniu swojego zachwytu.
– Niemiecka – dodał sprzedający, co miało oznaczać, że lepsza niż polska.
– W angielskim standardzie twoja kurka nazywana jest „polish” – powiedział mi Jarek Wartacz.
Znajomy wybrał się kiedyś na amerykańską wystawę, gdzie spotkał sporo kur czubatych.
– O, „padewskie”.
– A skąd ty pochodzisz?
– Z Polski.
– I ty, Polak, na polską kurę mówisz „padewska”?
Okazało się, że kurka nosi polską nazwę polish lub poland’s nie tylko w standardach angielskich i amerykańskich (American Standard of Perfection), ale także w Ameryce Południowej i w Rosji. Podobnie jest w Azji, w tym w Japonii – a byłem tam dziesięć razy, więc mogę to potwierdzić. Właściwie cały świat używa tej nazwy… poza Europą Zachodnią. I to też nie do końca.
W europejskich standardach (EE), na które niektórzy z naszych rodaków tak lubią się powoływać, w wersji angielskiej również widnieje nazwa polish. Warto też zauważyć, że nazwy padewska używają te kraje, które przez wiele lat znajdowały się w sferze wpływów niemieckich. To tam – do Lipska, Hanoweru i Erfurtu – jeździliśmy kupować hurtowo materiał hodowlany, bo tam było najbliżej.
Podstawowym pytaniem, jakie sobie zadałem, było: skąd taka globalna popularność nazwy poland’s i zupełna pustka w jej niby „ojczyźnie”, czyli w Polsce? A może warto byłoby wskrzesić tego „mamuta przeszłości” i zacząć coś z tym robić – namacalnego, rzeczywistego. Zadanie było niełatwe, bo zaczynaliśmy od zapisania białej karty. Do roku 2002, czyli od czasów prof. Laury Kaufman, która wyhodowała polbara (lata 1946–1954), przez pół wieku w Polsce nie prowadzono żadnej zorganizowanej pracy hodowlanej nad polskimi rasami kur. Do niedawna nie mieliśmy również rodzimej kury użytkowej.
Moja droga poszła w dwóch kierunkach.
Na początku skoncentrowałem się na popularyzacji tego, co zostało utrwalone i zarejestrowane w Zachodniej Europie. W ciągu piętnastu lat udało mi się stworzyć od zera cztery odmiany barwne jednego z wariantów kur czubatych miniaturowych, zwanej po niemiecku paduaner, a w polskich wzorcach zapisanej jako czubatka polska brodata miniaturowa: odmianę żółtą, czekoladową, kuropatwianą (we współpracy z Frankiem Peschke) i kuropatwianą jastrzębiatą, zwaną bursztynową. Te ostatnie dwie odmiany zostały zarejestrowane w EE i zdobywają coraz większą popularność nie tylko w Europie. Jeśli sobie uświadomimy, że przez dziesiątki lat w Europie wyhodowano osiem odmian barwnych, mam poczucie czegoś w rodzaju „spełnienia”. Dziś jest ich dwanaście. Szczególnie odmiana kuropatwiana stała się światowym przebojem.
Zostawmy ten wątek jednak na inną okazję.
Z biegiem czasu coraz bardziej fascynował mnie jednak historyczny, nazwijmy to – polski wątek czubatości. Zacząłem poszukiwać autentycznej, polskiej kury z czubem. Tylko jakiej? Co mówi o niej historia? O kurach czubatych, a w tym o ich pochodzeniu, znalazłem sporo materiałów archiwalnych, głównie w polskich źródłach. Z felietonistyczną swadą pisał o nich doktor Alfred Beill ze Stanisławowa:
Uważacie mnie za pesymistę?
– Co?
– Opowiem Wam bajkę.
– Posłuchajcie: Onego czasu – ale to już bardzo a bardzo dawno – chowały się w Polsce między indyczkami i gołąbkami także i kurki. A te kurki były bardzo ładne, bo miały na główkach ogromniaste czuby. I podobały się te kurki nie tylko polskim Zosiom, ale skoro jaki pan z dalekich krajów przyjechał i je zobaczył, zabierał je na podarek dla swoich dziatek. I rozmnożyły się te kurki u Niemców i Anglików, i po innych dalekich krajach, a oni je nazywali polskiemi kurami.
Ale potem Polakom znudziły się te kurki, sprowadzili sobie okazałe bramaputry i kochinchiny, a o swoich czubatkach całkiem zapomnieli. Niemcy i Anglicy tymczasem chowali je dalej, podawali im obce nazwiska, a jeżeli kto sobie przypomniał, że te kury z Polski, to mu mówili, że niektórzy tak je przedtem nazywali, ale nie dlatego, że stamtąd pochodzą, tylko że mają czub, który przypomina polski kołtun. Taka to wdzięczność na świecie… Może kto z Szanownych Czytelników wie, gdzie chowają „Polnische Haubenhuhner”, to mu dam konia z rzędem.
A z tej prawdziwej bajki można dla naszych młodych hodowców wysnuć naukę: Nie burzyć i niszczyć żmudną pracę poprzedników, nie krytykować, nicować i wprowadzać ciągłe innowacje, ale utrzymywać i pielęgnować skarby nasze własną racyonalną hodowlą udoskonalać polskie rasy, choćby nie tylko dla zysku, co dla idei.
„To i owo” („Hodowca Drobiu”, nr 2/1902, str. 11).
I kolejne cytaty:
Zwracamy się do naszych hodowców z prośbą o przesyłanie nam dat, w których okolicach czubatki polskie w czystości u włościan naszych lub po dworach się utrzymują i zawiadomienie nas o tych spostrzeżeniach. Okazy czyste, dobrze rozwinięte, chętnie Towarzystwo nabędzie, pod warunkiem że w okolice te nie sprowadzano nigdy czubatek z zagranicy.
(J. Szpilmana „Hodowca drobiu” nr 8/1902, str. 8)
Lub chociażby…
Parę razy pisałam w różnych gazetach o czubatkach i prosiłam o doniesienie mi, gdzie się takie kury znajdują, ażebym mogła dopomóc w wychowaniu rasowego gniazda lub też nabyć, gdyby były na sprzedaż; ale moje odezwy pozostały bez skutku, nikt się nie zgłosił i czubatki polskie w dalszym ciągu chowają tylko Anglicy, Niemcy i inne narody, tylko w Polsce są zapomniane.
(M. Karczewska, „Dobre nioski”, str. 13, rok wydania 1938)
Polskość kur czubatych to bardzo skomplikowany temat i wielowątkowy. Wtedy jednak, a więc pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i na początku XXI w., nie znałem tych cytowanych materiałów. Odkrywanie ich i studiowanie zajęło mi parę lat. Dzisiaj mamy nie tylko dostęp do materiałów drukowanych w Polsce w postaci artykułów w czasopismach i książkach, ale też globalny dostęp do internetowych archiwów z całego świata. Klikasz i masz… w kilka sekund zamiast przesiadywać całymi dniami w bibliotekach.
Cykl ponad 60 kart opisujących po kolei najbardziej popularne rasy kur - znajdziecie tam kartę z czubatką dworską!
Wtedy intuicyjnie czułem jednak, że temat polskich ras gołębi i drobiu ma dla naszego kraju ogromne znaczenie. Chowane od wieków po dworach i gospodarstwach włościańskich zwierzęta to element naszej bezcennej kultury materialnej, o której nie powinniśmy zapomnieć. Czubatki hodowane były „w każdym dworze, w każdej niemal zagrodzie włościańskiej i na każdym podmiejskim ogródku”. (Józef Victorini, Pochodzenie kur czubatych, Polski Drób 1922). Zamiast grzebać się w ciągle przegrywanych powstaniach, stawiać kolejne pomniki, trzeba na nowo zdefiniować, co oznacza „patriotyzm”. Dla mnie oczywistym zawsze było, że „patriotyzm” to nie szabelka, tylko ciężka organiczna i pozytywistyczna praca, w tym hodowla polskich ras drobiu. Praca od podstaw, pozytywistyczna, step by step, coś dobrego… to były słowa klucze, których używałem przy każdej okazji, aż do znudzenia.
Po pierwsze – wiedza
Periodyk Woliera nie powstał tylko i wyłącznie dla czubatki polskiej. Miał być dla wszystkich hodowców i miłośników ptaków. Pismo obrazkowe, informacyjno-ogłoszeniowe, niezbyt mnie interesowało. Jeżeli miało spełnić swoją kulturotwórczą rolę, powinno mieć swój program, być pismem walczącym, zaangażowanym. Program zachowania bioróżnorodności drobiu doskonale się w to wpisywał.
Później pojawił się nowy gracz na rynku mediów – Internet, który stał się równorzędnym filarem informacji. W 2005 roku powstała specjalistyczna strona internetowa poświęcona ptakom oraz forum Woliery, którego faktycznym twórcą był jeden z młodych pasjonatów – Kamil Kowalski.
Po drugie – struktury
W 2005 roku przy czasopiśmie powstał pierwszy specjalistyczny Klub Czubatka Polska, do którego wkrótce zadeklarowało przystąpienie ponad dwieście osób, w tym wielu młodych ludzi zwolnionych z opłaty członkowskiej.
W kolejnych latach, przy SHDR-CP, powstały specjalistyczne kluby: Karzełka Polskiego, Czubatki Dworskiej oraz Kur Japońskich.
Po trzecie – hodowla
Co z tego, kiedy ma się wizję, co zrobić, lecz nie wiadomo jak? Sprawczość – to słowo klucz do powodzenia. Z tego powinni być rozliczani zarówno politycy, jak i naukowcy. Co należało zrobić, aby być skutecznym? Od samego początku była wizja, brakowało mi tylko narzędzi. Był dokładnie przemyślany plan. Oto trzy narzędzia (patrz ramka powyżej).
Dlaczego rozwijam ten wątek, nazwijmy go – medialno-organizacyjny? Bo, jak uczy historia, tylko zorganizowana praca przynosi wymierne efekty. Pojedyncze jednostki, choćby najbardziej zdeterminowane i twórcze, nie mają szans na sukces. Co z tego, że ktoś coś tam wyhoduje, kiedy nikt o jego pracy nie będzie wiedział (media) lub nie będzie organizacji, która zadba, a mówiąc dosadniej będzie lobbować na rzecz polskich ras drobiu, z rejestracją w standardach włącznie – nie tylko w Polsce, ale i za granicą.
Ale wróćmy do głównego wątku – kur czubatych. W 2006 roku właśnie w czasopiśmie Woliera ukazał się obszerny artykuł ówczesnego doktoranta w Katedrze Hodowli Drobnego Inwentarza Akademii Rolniczej w Krakowie, Krzysztofa Andresa, który przestudiował wiele archiwalnych materiałów źródłowych, sklasyfikował je i usystematyzował. Oto obszerne końcowe fragmenty z tego opracowania:
„Smutnym faktem jest więc to, że pospolita krajowa czubatka, a tym bardziej jej poprzedniczka, tzw. kura „dworska” (wątek dworski rozwinę w dalszej części niniejszego opracowania – przyp. StR), nigdy nie znalazła uznania w oczach rodaków. Mimo apeli szanowanych profesorów, czy choćby sprzyjającej aury dwudziestolecia międzywojennego, nie założono znaczących hodowli, nie odszukano i nie opisano występujących jeszcze wówczas typowych okazów w terenie. Czubatki krajowe nigdy też nie stały się popularne na wystawach.
Nie budzi wątpliwości także fakt, że ponure powojenne czasy nie przyniosły jakiejkolwiek nadziei i ożywienia sprawie hodowli naszych czubatek. Po dziesięcioleciach ciszy, w 1998 roku, pojawił się jednak artykuł hodowcy prostych czubatek, Piotra Brodziaka z Pawłowic (powiat leszczyński). Hodowane wówczas kury czubate autor określił jako kury normalnej wielkości, o upierzeniu w większości jastrzębiatym, typu wszechstronnie użytkowego, o satysfakcjonującej nieśności. Czubatki te zachowały zdolność kwoczenia i odporność na niekorzystne warunki środowiska. Piotr Brodziak tłumaczył następnie, że „Celem działań, które podjąłem dziesięć lat temu, tak samo jak celem poczynań innych hodowców czubatek, jest wyprowadzenie konkretnej rasy z tych kur, które zachowały się w nielicznych gospodarstwach. Rzecz w tym, by przywrócić stan rzeczy, jaki miał miejsce kiedyś”. Autor wraz z p. Marcinem Kajzerem (również z Pawłowic) i prof. Andrzejem Rutkowskim z Katedry Żywienia Zwierząt i Gospodarki Paszowej Akademii Rolniczej w Poznaniu, zaprezentowali trzy hodowle czubatki polskiej podczas Wystawy Gołębi Rasowych i Drobiu Ozdobnego w Poznaniu w 1998 r.”
Przez długi czas starałem się odnaleźć i skontaktować z Piotrem Brodziakiem. Niestety, nie udało się. Ciekawiło mnie, jakie były losy jego poczynań i dlaczego zrezygnował ze swojej pracy hodowlanej? Być może dlatego, bo czuł się osamotniony i nie stała za nim żadna organizacja, która właśnie by lobbowała na rzecz jego starań? Ale to tylko moje spekulacje.
Sięgnijmy po publikacje wspomnianego wyżej prof. Rutkowskiego:
„Spór o pochodzenie kur czubatych, czyli o miejsce wystąpienia tej mutacji ma kilkusetletnią tradycję (…). Najtrafniejszym dowodem o polskim rodowodzie kur czubatych jest fakt, że najpopularniejsze rasy kur pełnoczubych jak holenderskie białoczube i padewskie jeszcze 100 lat temu nazywane były: „polskie kury czubate” (…) Przyczyn zaprzestania używania nazwy „polskie kury czubate” należy szukać przede wszystkim w procesach germanizacyjnych. Otóż w roku 1869 na kongresie niemieckich hodowców drobiu, który odbył się w Dreźnie, wprowadzono oficjalnie w miejsce dotychczasowej nazwy „polskie kury czubate” miano „kury padewskie” – dla kur z kolorowymi czubami oraz nazwę „kury holenderskie dla ptaków z białymi czubami.”
Prof. Rutkowski w taki sposób podsumowuje swoje wywody:
„A jaka jest sytuacja polskich kur czubatych dzisiaj? Sporadycznie można jeszcze w Polsce spotkać stadka kur czubatych, które istnieją tylko dzięki sentymentowi i wytrwałości nielicznych hodowców amatorów. Z reguły są to ptaki przekrzyżowane z kurami współczesnymi, stąd ich budowa, upierzenie i kształt czuba odbiegają od dawniejszej słynnej polskiej kury czubatej. Jednakże przetrwanie genów warunkujących czubatość do dziś jest prawdziwym fenomenem. Czubatki oparły się działaniu rewolucji, jaka miała miejsce w drobiarstwie (stada zarodowe, zakłady wylęgu, nowoczesne rody, seksowanie itp.). Ogromna to zasługa osób hodujących czubatki, zwłaszcza że działali oni przez ostatnie ponad pół wieku samotnie (przyp. Autora: Nie było bowiem organizacji czy publikatora wspierającego hodowców-amatorów ras rodzinnych fachową informacją, opisem wzorców rasowych czy chociażby wymianą adresów hodowców).”
(Źródło Polskie Drobiarstwo, 1/94, str. 24-25)
Dziedziniec Zamku z 1620 roku ze stadkiem kur czubatych
Źródło: „Gekuifd”, Luuk Hans, 2007, str. 19
Prof. Rutkowski doczekał się nie tylko organizacji, lecz także wydawnictwa wspierającego hodowców-amatorów. Wspomniane wcześniej czasopismo Woliera, począwszy od 2002 roku, przez prawie osiem lat systematycznie publikowało artykuły dotyczące prac hodowlanych nad polskimi rasami drobiu, a zwłaszcza nad kurami czubatymi. Jako wydawca ciągle słyszałem od Andrzeja Kruszewicza, redaktora naczelnego, żartobliwe uwagi: – Znowu „zakurzyłeś” Wolierę.
Równolegle funkcjonowało forum internetowe Woliera, na którym, według stanu na 10 stycznia 2008 roku, w wątku „czubatka staropolska” zanotowano 43 705 odsłon. Popularniejszy był tylko wątek poświęcony liliputom – 50 464 wejścia. Rok później te liczby potroiły się. Pod koniec funkcjonowania forum, czyli w 2023 roku, liczba odsłon sięgała setek tysięcy, a nawet miliona. To właśnie tam koncentrowało się życie społeczne hodowców. Przez cały czas trwała żywa i gorąca dyskusja: jak wyglądał ten „mamut przeszłości”?
Najcelniej tęsknoty te wyartykułował ponad 90 lat temu prof. Maurycy C. Trybulski:
Uważam za zbędne kruszyć w tym miejscu kopie w obronie polskości dzisiejszych ozdobnych ras czubatek, rozpowszechnionych poza granicami naszego kraju, albowiem zasługa w tym wypadku w znacznej mierze należy się cudzoziemcom, którzy stworzyli z pospolitych kur czubatych Środkowej Europy piękne rasy. Natomiast uważam za bardziej celowe, zwrócić uwagę polskich hodowców na pospolite nasze czubatki jako na materiał nadający się do produkcji użytkowych odmian. W roku 1910 hodowałem bardzo nieśne stadko czarnych czubatek, nabytych u włościan w okolicach Puław. Kurki te były bardzo efektowne i dość wyrównane, a co najważniejsze – nieśne, ruchliwe i odporne na zmiany atmosferyczne. W województwie warszawskim spotykałem wiele czubatek, które przykuwały uwagę dzięki swej typowości. Na szczegół ten zwracałem uwagę wielu hodowcom i dziś uważam, iż zajęcie się polskiemi, pospolitemi czubatkami jest bardzo wdzięczną pracą.
Aby zacząć planową hodowlę, należało zdefiniować to, co chcemy robić.
Kurzy dziedziniec, Jan Steen 1660 rok
Źródło: Muzeum Mauritius w Hadze
Stare malarstwo
Bezcennym źródłem wiedzy są stare obrazy, które udało mi się zlokalizować. Na obrazie przedstawiony jest zamek z 1620 roku, na dziedzińcu którego znajduje się stadko kur czubatych.
Najsławniejszym z obrazów jest praca Jana Steena z 1660 roku, zatytułowana „Kurzy dziedziniec”. Obraz ten znalazł swoje miejsce w stałej ekspozycji w niewielkim rozmiarami, ale wielkim pod względem ilości wybitnych dzieł, Muzeum Mauritius w Hadze. Celowo zostały powiększone fragmenty dzieła z wizerunkami kur. Czyż nie wydają się one podobne do tych, które spotkać można na polskich wsiach?
Dawne kury czubate przy staropolskim dworze
Źródło: W. Pruski, Hodowla Zwierząt gospodarkich w Galicji w latach 1772-1918, Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Odwiedziłem także Muzeum Narodowe Rijksmuseum w Amsterdamie oraz Central Museum w Utrechcie w poszukiwaniu innych sławnych obrazów Melchiora d’Hondecoetera. Mam w swoich zbiorach wydany w Holandii piękny album z kilkudziesięcioma innymi obrazami drobiu. Nie będę tu zamieszczał ich reprodukcji, bo przedstawione na nich kury są bardzo podobne do omówionych już wcześniej dzieł.
W każdym razie „kurzy” motyw w europejskim malarstwie był bardzo popularny i najczęściej przedstawiał właśnie pierwotne kury czubate, co może świadczyć o tym, że ten rodzaj drobiu był hodowany powszechnie w wielu ówczesnych europejskich zagrodach.
XVII-wieczne kury czubate
Źródło: Muzeum Pałacu w Wilanowie
Niestety, nie mamy w Polsce zbyt wielu – nazwijmy to – wizerunków, czy to w postaci obrazów, rysunków czy rycin. Zapewne przyczyna tkwi w fakcie, że przez stulecia przez Polskę przetaczały się różne obce wojska. A co robi najeźdźca, gdy podbija obce kraje? W pierwszej kolejności niszczy elementy kultury materialnej, a w najlepszym przypadku zagarnia jest do siebie, aby „nie zaginęły”. Podczas potopu szwedzkiego wywożone było wszystko to, co miało jakąkolwiek wartość. Prawdziwej rzezi dokonali naziści oraz sowieci podczas drugiej wojny światowej. Do dzisiejszego dnia nie udało się odzyskać setek księgozbiorów, dokumentów i innych elementów naszej kultury. Inną sprawą jest, że – w odróżnieniu od naszych zachodnich sąsiadów – nie dokumentujemy rzeczywistości.
W Muzeum Pałacu w Wilanowie również znajduje się obraz nieznanego malarza (patrz zamieszczona obok reprodukcja) przedstawiający XVII-wieczne kury czubate. W podobnym stylu obraz, autorstwa Brunona Szulca, można obejrzeć w Gdańsku.
Kura polska
Źródło: Gazeta Rolnicza 1863 rok
Źródła pisane
W dostępnej literaturze natknąłem się na kilka jedynie opisów wyglądu, a zwłaszcza ubarwienia zarówno średniowiecznych, jak i z późniejszych okresów ras kur. Wojciech Kozłowski w swojej pracy „Kury domowe w Polsce we wczesnym Średniowieczu” (Teka Historyka, zeszyt 24, str. 19) pisał tak:
Podsumowując dotychczasowe rozważania, stwierdzam, że wczesnośredniowieczna kura domowa była ptakiem drobnym, w znacznym stopniu podobnym do swego dzikiego przodka. Upierzenie najczęściej występujące było najprawdopodobniej pstre, stanowiące mieszaninę piór czarnych, różnych odcieni czerwieni oraz żółci.
W późniejszym okresie, aż do początków XIX wieku, kiedy to zaczęła się planowa praca hodowlana, występowała nieskończona liczba typów budowy, jak i ubarwienia. W 1856 roku (Prof. Witold Pruski, Hodowla zwierząt gospodarskich w Królestwie Polskim 1815-1918, str. 249) czytamy następujący opis krajowych odmian kur. „Na czele stoi tu tak zwana – „dworska kura polska” (Polnischer Prachthuhn). Jest to prześliczny drób i dziś już bardzo rzadki. Upierzenie jego przedstawia grę mieniących się kolorów, bo na tle świecąco pomarańczowym ma białe cętki, niekiedy zielonkawo, czarno lub brunatno nakrapiane”. I dalej: „Kogut odznacza się wspaniałą i spokojną postawą, wyniosłym, ale nie hardym chodem, kokosze łagodnością i spokojem ruchów. Miłośnicy chowania drobiu za granicą unoszą się nad pięknością i zaletami polskiej dworskiej kury.”
Kura polska
Źródło: Encyklopedia Rolnictwa 1874 rok
Na rycinie z 1862 roku „Krajowe czubate kury polskie” można jednak obejrzeć zupełnie inny typ drobiu, niż ten z omówionych wcześniej obrazów. „Rysunek powyżej podany – czytamy w omówieniu – przedstawia koguta i kurę prawdziwej rasy polskiej, z czego czytelnik poweźmie przekonanie, że nie wszystkie drobne kury, utrzymywane po wsiach naszych, są czystą rasą polską. Są to mieszańce powstałe z nieumiejętnego krzyżowania różnych ras tak, że sądząc z ogółu: rasę kur polskich można by uznać za wyrodzoną zupełnie.”
Oto, co podaje cytowany już Witold Pruski, który starał się opisać „Hodowlę Zwierząt Gospodarskich w Królestwie Polskim w latach 1815-1918”:
Do przodujących hodowli kur należała również ferma Bronisławy Zbyszewskiej w Markuszowie pod Puławami (miasto to leży na Lubelszczyźnie); hodowała ona tam kochinchiny i brahmaputry, które demonstrowała na wystawie w Lublinie w 1860 r. Fermy drobiarskie, w których hodowano z całą pewnością uszlachetnione już wieloletnią pracą hodowlaną rasy, prowadzili też Jan Taraszkiewicz w Służewie pod Warszawą, Leokadia Woroniecka w Rejowcu, Józef Kotarbiński w Czernikach w Radzyńskiem, Franciszek Kierglewicz ze Skokowa, Albin Koch i Adela Szalewska. Najpoważniejszą hodowlą drobiu przed reformą uwłaszczeniową była ferma w Wilanowie pod Warszawą, założona w latach pięćdziesiątych XIX wieku przez Aleksandrę Potocką, żonę Aleksandra Potockiego, właściciela Wilanowa. Okazy drobiu z Wilanowa nagradzane były w 1859 r. na wystawach w Warszawie i Łowiczu. We wszystkich tych fermach prowadzono coś w rodzaju pierwszej planowej hodowli w oparciu o zagraniczny materiał, chociaż tak zwane „dworskie kury polskie” stanowiły pokaźny odsetek hodowanego pogłowia.
Ten sam autor pisze dalej:
Na podstawie wzmianek, jakie spotyka się w dawnej literaturze, odnosi się wrażenie, że pospolite kury polskie stanowiły wielką mieszaninę najrozmaitszych typów i ras, a ustalonych odmian krajowych raczej nie było. Dawni autorzy skłonni są uważać za najbardziej autochtoniczne kury czubate o upierzeniu raczej jednostajnym, z czubem z reguły jaśniejszym. Na starych obrazach też widuje się przeważnie kury czubate.
Rycina „Wystawa – Lwów 1894” przedstawiająca stadko kur czubatych. Sygnowana Rosen Paweł – Kury
A oto opis, jaki zamieścił Maurycy Trybulski:
Czubatki polskie pospolite
Pochodzenie
Polskie czubatki pospolite (Poules polonaises huppees) od wieków spotykają się masowo przeważnie wśród pogłowia kur miejscowych naszego kraju, mamy przeto prawo przypuszczać, iż kolebką tych kur była przede wszystkiem Polska, na co zresztą wskazują dzieła starych autorów polskich z XVI i XVII w.
Pokrój
Czubatki pospolite należą do typu kur lekkich i odznaczają się przeważnie średniej wielkości czubami. Większość nie posiada brody (pierzastej), natomiast spotykają się sztuki zarówno z gładkiemi, jak i opierzonemi stopami. Opierzenie najrozmaitsze: białe, czarne, pstre, kuropatwiane, czarne ze srebrzystemi lub złocistemi szyjami, popielate. W zależności od opierzenia zmienia się często i barwa stopy. Są tedy czubatki z żółtemi, czarnemi, białemi lub łupkowej barwy stopami. Palców przeważnie cztery, napotkać można jednak i pięciopalczaste sztuki. Czubki ku górze wzniesione, bardziej rozwinięte u kurek niż u kogutów. Sztuki posiadające czuby duże są mniej ruchliwe i bardziej płochliwe.
(„Maurycy Trybulski, Kury. Pochodzenie, rasy, hodowla”, 1925 r. str. 189)
Jak więc widać, materiały archiwalne z drugiej połowy XIX wieku i początku XX nie dają jednoznacznej odpowiedzi, jaki typ kur czubatych dominował w dawnej Polsce. Sytuacja była jeszcze bardziej dynamiczna, kiedy w dwudziestoleciu międzywojennym zaczęły być masowo hodowane tzw. kury towarowe. W kraju dominowało rolnictwo ekstensywne. Głównym towarem eksportowym były jajka. Odbiorcy zagraniczni narzekali, że polskie jajka są małe. Do tego dochodziła niska wydajność. Dla wiejskich gospodyń 100-120 jaj rocznie od własnych kokoszek zupełnie wystarczało na własne potrzeby.
Znamienny cytat:
(…) Od roku 1931 hodowla drobiu w Polsce weszła na tory planowej gospodarki. W tym czasie obszar Polski został podzielony na rejony, dla których ustalono jedną lub kilka ras, odpowiadających warunkom terenowym. Jako rasy, nadające się do chowu w naszych warunkach, uznane są: Zielononóżki Kuropatwiane – na terenach województwa Kieleckiego i Krakowskiego, Leghorny – dla całej Polski, a w szczególności dla województw zachodnich (Śląsk, Poznańskie), północnych (Pomorskie, Warszawskie), Rodajlendy dla całej Polski, a w szczególności na woj. Lubelskie, Białostockie. Przewidywania czynników kompetentnych okazały się słuszne, gdyż rejonizacja ta przetrwała okres próbny, okupację podczas drugiej wojny światowej i w dalszym ciągu z małymi poprawkami została utrzymana.
(Maurycy Trybulski, Gospodarski Chów Ptactwa Domowego, wydanie IV, 1947, str. 26)
Od siebie dodam, że książka ta wyszła już po śmierci autora (zginął w Powstaniu Warszawskim w 1944 roku). Została przerobiona i uzupełniona przez ówczesnych redaktorów. A tak na marginesie, już przed II wojną światową nastąpiło spolszczenie zagranicznych nazw kur (Rhode Island Red – rodajlend). Skrzętnie to wykorzystałem przy opracowywaniu Polskich Wzorców Rasowych kur, które zostały opublikowane w 2012 roku.
W Polsce, poza rodzimymi zielononóżkami, żółtonóżkami i polbarami, utrzymywano również kilka ras i rodów „zagranicznych” kur objętych programem ochrony zasobów genetycznych. Obecnie, według informacji zamieszczonych na stronie internetowej Instytutu Zootechniki („Programy Ochrony Zasobów Genetycznych Zwierząt Gospodarskich”), są to: Rhode Island Red (polska nazwa: karmazyn) – rody K-22, A-33 i R-11; Leghorn – rody G-99, H-22 i H-33; Sussex – ród S-66.
Przez dziesiątki lat przeznaczano pokaźne kwoty na utrzymanie tych ras i rodów, ale brakowało środków na wsparcie hodowli jakiegokolwiek wariantu kury czubatej. Często zadawałem sobie pytanie: dlaczego tak bardzo dbamy o zachowanie puli genetycznej kur obcych, głównie wyhodowanych za granicą – w Anglii i w Ameryce – a nie interesujemy się naszymi rodzimymi, czubatymi „polandami”?
Wśród pozyskanych w terenie 30 kurek i trzech kogutów nie było dwóch jednakowych. Łączyła je jednak jedna wspólna cecha – miały wyraźny wpływ kur towarowych
Sytuacja zaczęła zmieniać się dopiero niedawno. Twarzą tej nowej jakości jest cytowany wcześniej dr Krzysztof Andres, pracownik Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.
W 2004 r. w miejscowościach Ryczki i Hucisko (województwo podkarpackie) odnaleziono ptaki w typie kur czubatek polskich, od których pozyskano dla Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie (URK) jaja wylęgowe i rozpoczęto prace zmierzające do restytucji tej rasy. W wyniku tych prac wyprowadzono dwie linie hodowlane różniące się barwą upierzenia. (…) W dniu 21 października 2016 r. Minister Rolnictwa wydał decyzje zezwalające KRD-IG na otwarcie ksiąg hodowlanych dla dwóch rodów Czubatki polskiej: СР-11 і СР-22 utrzymywanych w Centrum Badawczym i Edukacyjnym Wydziału Hodowli i Biologii Zwierząt URK. Natomiast w lutym 2023 r. na wniosek URK, po uzyskaniu pozytywnej opinii Grupy Roboczej ds. ochrony zasobów genetycznych drobiu, Dyrektor Instytutu Zootechniki podjął decyzję o objęciu programem ochrony kur rasy Czubatka polska ww. rodów.
(Program Ochrony Zasobów Genetycznych Populacji Kur Nieśnych, załącznik do zarządzenia, str. 6)
Dlaczego tej sprawie poświęcam tak dużo miejsca? Ano dlatego, że funkcjonował wtedy (i obecnie również funkcjonuje) idealistyczny pogląd, iż przy odtwarzaniu czubatki staropolskiej powinniśmy kojarzyć wyłącznie osobniki autentyczne, „prawdziwe”, odszukane na polskich wsiach.
Kiedy, owładnięty piękną ideą ratowania ginących ras drobiu, w połowie 2005 roku ruszyłem w teren w poszukiwaniu materiału zarodowego, nie miałem oczywiście dużej wiedzy historycznej. Ważna była idea i misja, które wydawały mi się bardzo szlachetne. Odwiedziłem w towarzystwie Dawida Szikory (pomysłodawcy nazwy „czubatka staropolska”) kilka wsi w okolicach Kurowa, niedaleko Puław. Zjeździłem też, dzięki życzliwości Jurka Wysockiego z Tykocina i Antka Popko z Białegostoku, całą Białostocczyznę. Ania Czarnota zaprosiła mnie również na Kujawy i Pomorze. W projekt zaangażowało się mnóstwo młodych ludzi. Na własną rękę spenetrowałem niemal całe województwo mazowieckie, ze szczególnym uwzględnieniem dawnego radomskiego.
Przebój współczesnych polskich podwórek, rodajlend z czubkiem
Niestety, zebrany materiał wyjściowy w wymiarze hodowlanym przypominał wielki tygiel i mozaikę. Miałem jeden wielki mętlik w głowie. Z jednej strony panowało silne przekonanie, że to ostatni moment, aby odszukać w terenie jakieś nieskażone naleciałościami towarowymi egzemplarze, z drugiej – rzeczywistość była nieubłagana.
Wśród pozyskanych w terenie 30 kurek i trzech kogutów nie było dwóch jednakowych. Trafiały się egzemplarze z dużymi i małymi łapami w typie kur pawłowskich, białe, czerwone, żółte, jastrzębiate, czarne, a także – jak je nazywałem – „splashowe”. Całe to moje „stado zarodowe” łączyła jednak jedna podstawowa cecha – wszystkie egzemplarze miały wyraźny wpływ kur towarowych, rozprowadzanych po wsiach od kilkudziesięciu lat przez wylęgarnie drobiu: w typie sussex z charakterystycznym rysunkiem gronostajowym na szyi oraz w typie rodajlend, czyli karmazyna. Miały też, co prawda różnej wielkości, ale jednak czubki.
Zadawałem sobie pytanie: – Jak ta mityczna czubatka staropolska w rzeczywistości wyglądała przed wiekami? – Ale też: – W jakim kierunku prowadzić pracę hodowlaną? Co wybrać?
Jednym z oczywistych kierunków wydawała się selekcja kur o ubarwieniu pstrokatym. Te, które spotkałem i które mogłyby stanowić bazę hodowlaną, były jednak mieszańcami rodajlenda, czyli karmazyna. Nie chciałem stworzyć amerykańskiej kury z czubkiem. Raziła mnie regularna, „perfekcyjna” pstrokatość w typie porcelanowym, bo stare malowidła i opisy wskazywały raczej na ubarwienie nieregularne, podobne do szwedzkiej kury kwiecistej. Okazało się, że współcześnie występująca barwa porcelanowa to efekt mutacji z końca XIX wieku i w żadnym wypadku nie może być uznana za „staropolską”.
Zimny prysznic przyszedł niespodziewanie. W 2007 roku wybrałem się z grupą przyjaciół do Peru. Podczas gdy inni realizowali program turystyczny, ja skręcałem „na zaplecze”, by śledzić tamtejsze kury. Ku mojemu zdumieniu w wielu miejscach odkryłem ptaki z niewielkimi czubkami – wypisz wymaluj czubatki staropolskie. Co więcej, rdzenni mieszkańcy nazywali je „inkaskimi”. W następnych latach, podczas kolejnych podróży, m.in. na Ukrainę, odkryłem wiele ptaków z czubkiem.
Współczesne czubatki staropolskie w… Peru
W Peru runął piękny mit. Nie ma i nigdy nie było jednej, jedynej czubatki staropolskiej, i nie warto uganiać się za tym „Świętym Graalem”. Przestałem uczestniczyć w dyskusjach na jej temat, tym bardziej że wielu dyskutantów było agresywnych i nie przyjmowało racjonalnych argumentów. Do dzisiaj zastanawiam się, dlaczego Polacy kochają mity – i to nie tylko w „kurzej działce”. Istnieje głód mistyki: w zalewie szarości codzienności ludzie potrzebują nowej tajemnicy. Ale to już zupełnie inny temat.
Zamiast brnąć dalej w polską mitomanię, lepiej zakasać rękawy i wziąć się do konkretnej pracy – do czego przez dziesięciolecia nawoływało pokaźne grono publicystów, profesorów i pasjonatów hodowli. Jest głęboki sens w tym, aby wybrać typ ptaka z polskich podwórek i na tej bazie prowadzić hodowlę w kierunku stworzenia rasy kur czubatych o polskich korzeniach.
Koniec gadania… marsz do kurnika!
Opracowano na podstawie wcześniejszych artykułów publikowanych w czasopismach Woliera, Gołębie oraz F&F, a także książek i katalogów wystawowych. Zdjęcia autora oraz dzięki uprzejmości Krzysztofa Andresa.
Ten artykuł pochodzi z magazynu Hodowca Drobiu 2/2026








